www.smyki.pl

Stronę Danusi odwiedziło juz 176613 osób.

Co u tam słychać u Danusi


Pamiętnik Danusi
pisany ręką tatusia i mamusi
 

Straszny śpioch ze mnie
2005-10-25

Ale ubawiłam wczoraj rodziców... Przespałam całą gimnastykę, choć mama mnie miętosiła i przewracała, ale to nic – przespałam całą kąpiel! Tak mi było dobrze w ciepłej wodzie, że kontynuowałam słodkie sny, mimo szorowania moich fałdek. Troszkę się obudziłam jak mnie ubierali, po to, żeby zasnąć kiedy poczułam w brzuszku ciepłą kaszkę.

Hi hi hi 


Komentarzy: 3 (Komentarze)
 


Kocham moje maleństwo
2005-10-24

Nie wiem czy to możliwe, ale po tym co nam się przytrafiło Danusia stała mi się jeszcze bliższa. Tak strasznie się cieszę, że jest z nami. Daje nam tyle radości. Jestem pewna, że każda matka potrafi kochać wszystkie swoje dzieci i kolejne dziecko z pewnością nie odebrałoby Danusi ani grama moich uczuć, ale teraz czuję jak bardzo moje serce jest wypełnione miłością do niej.

Ona jest cudowna, cieszy nas każdy jej najmniejszy postęp. Ostatnio tak bardzo się rusza. Wiem, że powinna już biegać, ale mi wystarczy, że siłuje się ze mną kiedy nie chce ćwiczyć, zabiera rączkę kiedy sięgam jej paluszkami do oczek, buzi, noska, czy kiedy wyciąga nogę z wanny podczas kąpieli. To mi wystarcza za wszystko.


Komentarzy: 5 (Komentarze)
 


[*] [*] [*]
2005-10-18

Miało nas być więcej, ale nie będzie .  Przynajmniej na razie.

Teraz Danusia będzie miała swojego aniołka (młodsze rodzeństwo) w niebie, który będzie nad nią czuwał. 


Komentarzy: 8 (Komentarze)
 


Znalazłam powiernika.
2005-10-11

Na naszym oddziale, ściany korytarza obwieszone są zdjęciami dzieciaczków, które szczęśliwie wróciły do domu, z podziękowaniami za opiekę dla personelu.

Pewnego dnia jedna z lekarek zaprowadziła nas przed zdjęcia małego chłopca. Powiedziała, że był w tak ciężkim stanie, że nikt z lekarzy nie dawał mu najmniejszych szans na wyjście z tego. Bardzo długo oddychał przy pomocy respiratora. Jednak pokazał co potrafi i wygrzebał się wprawiając wszystkich niedowiarków w zdumienie. Wyszli ze szpitala nie cały miesiąc przed tym jak my do niego trafiliśmy.

Co dzień podchodziłam do jego zdjęć i w duszy prosiłam go, żeby trzymał za Danutkę kciuki, bo tylko on wie co ona teraz przechodzi. Myślałam o jego rodzicach, zastanawiałam się jak to znosili, jak dawali sobie radę, skąd brali siłę, cierpliwość i wiarę. Chciałam ich poznać, porozmawiać, zaczerpnąć od nich doświadczenia. Nie wiedziałam jednak kim są, czy życzyli by sobie kontaktu z nami, czy nie chcą przypadkiem raz na zawsze zapomnieć o tym co tu przeszli. Jedyna możliwość poznania byłaby za pośrednictwem i pomocą lekarzy, ale nigdy nie odważyłam się ich o to poprosić.

Nie musiałam – to oni mnie znaleźli . Przedziwnym zbiegiem okoliczności mama tego chłopca trafiła na mój wpis na stronie Daru Życia, odezwała się do mnie i zaproponowała pomoc. To kolejny cud za sprawą mojej córeczki.

Polubiłyśmy się, dodała mi wiele siły. Faktycznie ciężko było jej wspominać chwile spędzone w szpitalu ale dzielnie odpowiadała na wszystkie moje pytania. Doradzała jak postępować z pielęgniarkami, jak rozmawiać z lekarzami. Opowiadając o walce swojego synka dodawała mi nadziei, że Danusia też tak może, że te dzieci nie czytają swoich kart choroby, nie słuchają wyroków lekarzy i nie wiedzą o tym jak bardzo beznadziejnym są przypadkiem, co daje im ogromną moc w dochodzeniu do zdrowia.


Komentarzy: 1 (Komentarze)
 


Swobodna "droga do wanny"
2005-10-03

Na początku bardzo bałam się dotykać Danusi, miała wszędzie pełno kabelków, rureczek, igły od kroplówek. Za każdym razem kiedy chciałam posmarować jej zaschnięte usteczka, albo ubrać skarpetki pytałam pielęgniarki. Były takie co bardo chciały pomóc w oswojeniu się z sytuacją, nakłaniały mnie do ostrożnej pielęgnacji dziecka, ale były i takie, które absolutnie nie pozwalały robić nic i we wszystkim mnie wyręczały.

Kiedy mała troszkę wydobrzała, jedna z pielęgniarek zapytała czy nie chcielibyśmy zostać i pomóc przy kąpieli (nigdy jej tego nie zapomnę). Byliśmy „w niebo wzięci”. Tatuś trzymał córeczkę w wanience i szorował ją, a mamusia podawała tlen. Poradziliśmy sobie świetnie, oczywiście pod czujnym okiem personelu. Robiliśmy to tylko na niektórych dyżurach w wielkiej tajemnicy, ponieważ nie wszystkie pielęgniarki popierały takie praktyki. Ja je rozumiem, odpowiadały za nią i mogły się obawiać, ale one nie starały się zrozumieć nas. Nawet jeśli bały się dać mi ją na ręce, pozwolić przenieść do wanienki i wymyć, to wystarczyłaby mi sama obecność. Chciałam pomóc zmienić pościel w łóżeczku, naoliwkować jej ciałko, czy założyć skarpetki. Niestety czasem było to nie możliwe, po prostu w porze kąpieli byliśmy wypraszani.

Zaczęły się problemy, pielęgniarki chciały to usystematyzować, co miało oznaczać, że nikt nie może pozwalać nam kąpać. Był to ogromny cios w moje serce, którego nikt nie potrafił zrozumieć. Jednak nie trwało to długo. Lekarze zaproponowali nam, że możemy strać się o respirator do domu, żeby zabrać Danusię ze szpitala. Od tego momentu „uczymy się” zajmować dzieckiem, żeby poradzić sobie w domu. Teraz robimy przy niej wszystko i radzimy sobie z tym już tak świetnie, że w ogóle nie potrzebujemy asekuracji ze strony pielęgniarki, która w tym czasie może zająć się innym dzieckiem. A ja uwielbiam się nią zajmować i ona jest wtedy dużo szczęśliwsza, niż kiedy robi to ktoś obcy.    


Komentarzy: 3 (Komentarze)