www.smyki.pl

Stronę Danusi odwiedziło juz 176636 osób.

Co u tam słychać u Danusi


Pamiętnik Danusi
pisany ręką tatusia i mamusi
 

Tydzień pełen wrażeń
2007-02-18

To był tydzień pełen wrażeń. Prawie codziennie coś się działo. Zaczęło się od Walentynek. To święto jeszcze mnie nie dotyczy. Ale chyba mogę życzyć dużo miłości w życiu wszystkich, którzy okazują mi ogrom serca. Wszystkim lekarzom, pielęgniarkom i całemu personelowi.
W tłusty czwartek, nęciły mnie zapachy rozchodzące się dookoła mnie, już myślałam, że się obrażę bo nikt nie chciał mnie poczęstować pączusiem, ale kiedy dotarły do mnie stękania, i ubolewania „i po co ja tyle zjadłam”, które słyszałam dookoła, to pomyślałam, że dobrze, że nikt nie odstąpił od mojej skrupulatnie skomponowanej diety i nic nie uwierało mnie w brzuszku.
W piątek moje imieninki, śliczne ubranko, fryzurka i życzenia. Najciekawszych bajeczek, najbardziej mięciutkich przytulanek, najmilszych ciotek przy moim łóżeczku i.... jeszcze w tym roku spełnienia naszych najskrytszych marzeń.
A w sobotę Święto Kota więc również i naszej Koci – pupila naszej rodziny już od 8 lat. Mięciutkiego posłania i pełnej miseczki życzę ci Kociu.


Komentarzy: 11 (Komentarze)
 


Lepienie bałwanka
2007-02-09

I znów zima zrobiła nam psikusa. Wczoraj rano świat wyglądał tak jakby rozgościła się na dobre. Już rodzice zacierali ręce na myśl o bałwanku, ale jak usłyszeli, że w ciągu dnia ma być + 3°C to pomyśleli, że znów nic z tego. Jednak wieczorkiem mama znalazła śnieg na jakimś autku, które nie było chyba ruszane od poprzedniej nocy. Śnieg był czyściutki i strasznie się kleił. Nazbierała go do pojemniczka i razem lepiłyśmy bałwanka. To znaczy bardziej lepiła mama, bo jak dla mnie to on był za zimy i zabierałam łapki z daleka od takiego chłodu.
Oprócz śniegu mama przyniosła też obowiązkową marchewkę, tylko taką mini mini – jakieś 4cm, na głowę koreczek od soku, a za oczka miał robić zielony groszek z tej samej mrożonki co marchewka, ale jeden po drodze zgubiła, a kto to widział bałwanka z jednym okiem, wiec namalowała mazakiem, tak jak guziczki. Łapki za to zrobiła z kwaczyków – ha pewnie nie wiecie co to jest – to specjalistyczny sprzęt medyczny, powszechnie używany na oddziale, w postaci drewnianego patyczka z watką na końcu. Fajnie te łapki wyglądały, zupełnie jakby bałwanek miał rękawiczki.
Troszkę ze mną pobył, a potem mama go zabrała i nie powiedziała co z nim zrobiła. Pewnie wypuściła go na wolność, chyba było mu u mnie za gorąco, bo strasznie się pocił.
Dziś już znów nie ma śniegu, ale mam nadzieje, że kiedy znów spadnie, ulepimy jeszcze raz. Może wtedy bardziej mamie pomogę.


Komentarzy: 15 (Komentarze)
 


Już po wszystkim...
2007-02-01

A jednak i mnie choroba nie ominęła. Pewnego dnia rodzice zauważyli, że zachowuję się inaczej niż zwykle – byłam marudna i bardzo ciężko oddychałam. Od razu zaalarmowali lekarzy, którzy zaczęli dociekać przyczyn mojego gorszego samopoczucia. Przyjechała pani doktor z taką wielką maszyną, ustawiła ją nade mną, a pod plecki wsunęła twardą, zimną płytkę i..... zrobiła mi zdjęcie. Ale na nim nie wyszły wcale moje cycuszki i brzuszek, tylko płucka, które są w środku, fajnie nie? I choć grzecznie pozowałam do zdjęcia, lekarzom się nie spodobało i stwierdzili zapalenie płuc.
Jeszcze tego samego dnia zaczęli dolewać mi do jedzonka lekarstwa i już po pierwszym takim leczniczym mleczku poczułam się lepiej. Przez ten okres rodzice porządnie oklepywali mi plecki (robią to często ale teraz było to obowiązkowy element rehabilitacji) i układali mnie na brzuszku, z nóżkami wyżej niż główka. Bardzo mi się podobała taka niezwykła pozycja.
Nie przyznaliśmy się wcześniej bo nie chcieliśmy Was martwić, teraz kiedy już jest po wszystkim możemy się pochwalić, jak dzielnie pokonaliśmy chorobę.
Jest jedno ale, przez całą tą sytuację rodzice postanowili odłożyć moją zabawę ze śniegowym bałwankiem, mając nadzieję, że zima jeszcze trochę potrwa, a dziś już ani śladu po śniegu.
To nic, zima minęła, a teraz tylko czekać na pierwsze wiosenne spacerki.


Komentarzy: 31 (Komentarze)