www.smyki.pl

Stronę Danusi odwiedziło juz 176633 osób.

Co u tam słychać u Danusi


Pamiętnik Danusi
pisany ręką tatusia i mamusi
 

Wieeeelka wyprawa
2007-09-20

Oj działo się dzisiaj, działo. Po raz pierwszy, prawie cały dzień byliśmy poza domem. Do tej pory z powodu braków w usprzętowieniu siedzieliśmy w domu lub na tarasie. Od piątku jesteśmy już kompletnie wyposażeni, przez co, również mobilni.

Dziś wybraliśmy się do przychodni pod śliczną nazwą „Promyk słońca”. Nazwa bardzo zasadna, bo wszyscy byli życzliwi i rozpromienieni. Niestety prawie godzinę czekaliśmy na swoją kolej. Ale ja sobie nic z tego nie robiłam, po prostu wyspałam się przed wizytą. Czasem tylko budziły mnie dochodzące piski biegających, małych ludzików. Wizyta była prześmieszna. Pani doktor (neurolog) łaskotała mnie, stukała młoteczkiem, patrzyła mi głęboko w oczy i milo ze mną rozmawiała. W kolejnym gabinecie, dwie mile panie (logopedki) głaskały mnie po policzkach, wkładały do buzi paluszki, masowały moje podniebienie i języczek, a ja wcale ich nie gryzłam tylko z zaciekawieniem ciumkalam. Wszyscy milo nas pożegnali i zaprosili na kolejne odwiedziny.

Po drodze do domu, pojechaliśmy jeszcze do sklepu przymierzać dla mnie wózeczek. Usadzali mnie, usadzali, aż usadzili, popatrzyli i stwierdzili, że jest mi wygodnie. Ja też go zaaprobowałam.

Kiedy już skierowaliśmy się w stronę domu, napotkaliśmy na problemy komunikacyjne - korki i roboty drogowe. Tatuś chcąc jak najszybciej dowieźć nas do domu, zafundował nam wycieczkę przez okoliczne wioski.

Przez całą drogę byłam bardzo grzeczna i zadowolona. Oglądałam sobie drzewka za oknem i wtulałam się w mamę.

Cala nasza pierwsza wyprawa zajęła nam aż pięć godzin.


Komentarzy: 11 (Komentarze)
 


Jest super normalnie
2007-09-09

Dni tak szybko nam mijają, że nawet nie zauważyliśmy ogromnych zaległości na blogu.
Pierwsze koty za płoty - jak to się mówi. Mamy nawet za sobą pierwszy kryzys.
Pochorowaliśmy się całą rodzinką, nic wielkiego, zwykle przeziębienie. Ja miałam jeden dzień gorszy, mama prawie cały czas stała nad łóżeczkiem i uwalniała mi nosek z kataru, bo ciężko mi się oddychało. Po nieprzespanej nocy zadzwoniła po panią doktor, która przyjechała, osłuchała i powiedziała, że nic mi nie będzie. I tak też było, szybko doszłam do siebie, za to mama mówiła do nas szeptem jeszcze przez tydzień, bo głośno - strasznie skrzeczała.
Na co dzień jest fajowo i tak normalnie, że już zapomnieliśmy, że kiedykolwiek było inaczej. W ciągu dnia rodzice zabierają mnie z łóżeczka do dużego pokoju. Tam obserwuję jak się krzątają, słyszę jak „tłuką garami”, czuję zapachy przygotowywanych obiadków.
Ale najbardziej lubimy wieczory i poranki. Uspokajającą kąpiel, pieszczoty przy pielęgnacji przed snem i uśmiech zadowolenia po spokojnie przespanej nocy. W weekendy, kiedy można dłużej powylegiwać się w łóżku, mama podrzuca mnie tacie i tak sobie leniuchujemy. „To jest to, co tygryski lubią najbardziej”.



Komentarzy: 16 (Komentarze)