marysienka Moją stronę odwiedziło 35176 osób.   
 
Archiwum pamiętnika - marysienka

Informacje z 2007.10:

 
 
2007-10-31 22:06
Pierwsze spotkanie z Halloween

Dzisiejsze przedpołudnie mało przyjemne, bo pojechaliśmy na szczepienie. Usnęłam w samochodzie i obudził mnie już ból w lewym udzie, ale bardzo krótki.  Mama chciała uniknąć takiego zaskoczenia, ale nie dałam się obudzić. Następne szczepionki pod koniec listopada.
Z przychodni udaliśmy się do cioci Beaty. Pobawiliśmy się z Kubusiem, a później udaliśmy się na plac zabaw i do domku. Z ciocią rozstalismy się przy sklepie. My skierowalismy się w kierunku domu.
Około szóstej zadzwonił dzwonek do drzwi. Mama właśnie przypomniała sobie, że to przecież ostatnia noc października, czyli czas Halloween. Przed nami pojawiły się dwie postacie, dziwne przebrane, jakby uciekły z planu film grozy.
Na hasło "trick or treat" ("psikus albo poczęstunek), mama pobiegła do kuchni w poszukiwaniu łakoci. Jedyne co znalazła to jeden cukierek! No i dała go, a widząc zdziwienie przebierańcow i spray do malowania w ich koszyku, pospiesznie wyjasniła, że nie jesteśmy Anglikami i nie obchodzimy Halloween. Usłyszeliśmy "ok" i zamnknęliśmy drzwi.
Gdy chwilę później usłyszeliśmy znowu dzwonek do drzwi, udaliśmy, że nas nie ma. Pech chciał, że w domu, w którym słodyczy nie brakuje, akurat w Halloween własnie ich zabrakło.
A rankiem przywitają do nas goście, dla których Halloween to na szczęście obca tradycja.








Komentarzy: 2 (Komentarze)
 
 

 
 
2007-10-30 20:30
Moje pierwsze poważne buciki
Dzisiaj odebralismy moją odciskaną pięć tygodni temu stópkę i dłoń. Przy okazji pobytu w sklepie rodzice kupili mi moje pierwsze buciki. Do tej pory używałam stasiowe pierwsze buciki. Butki przeznaczone są do chodzenia dla dzieci, które raczkuja i stawiają pierwsze kroczki.






Jutro przed południem mama zabiera mnie na szczepienie. A zaraz po tym wybieramy się na chwilkę do cioci Beaty, która mieszka niedaleko przychodni. Później przygotowania do wizyty czwartkowych gości.

Komentarzy: 1 (Komentarze)
 
 

 
 
2007-10-28 22:31
Po prostu przyjemny dzionek
Sobotni ranek tym razem spędziliśmy z mamą, która miała wolne w pracy. W związku z tym, że deszczyk nie padał spędzilismy sporo czasu na spacerku i zabawie w ogródku. Cały czas trwa nauka chodzenia (jeśłi chodzi o mnie) i dzielenia się zabawkami. Zwłaszcza, że za zabranie zabawki potrafię się już zrewanżować. Dodam tylko, że nie chodzi o płacz...Staś jest również zobowiązany do tego, żeby uczyć mnie chodzenia. To właśnie jego chętnie naśladuję i najwięcej się od niego uczę.

W oczekiwaniu na śniadnie czytaliśmy bajke o piesku Spocie. Na szczęście każdy ma swoją.


Na spacerze w parku


Chętnie samodzielnie wstawałam, ale na robienie kroczków nie miałam ochoty


W ogródku Staś parkował swoje pojazdy i naprawiał traktor




Pomysł położenia się na zimnym betonie nie spodobał się mamie, więc zaproponowała Stasiowi śpiwór

Ja jeździłam na swoim piesku Pluto, którego mama chwilowo pozbawiła "sierści", bo trzeba było ją wyprać

Wieczorkiem wspólne czytanie bajek na dobranoc i układanie samochodów na parkingu



A dzisiaj rankiem zawitał do nas nasz przyjaciel Janosz, bardzo sympatyczny Węgier. Przez prze pierwsze pół godziny musiał wysłuchać płaczu Stasia. Powód płaczu - czyszczenie noska i pomysł, że majteczki to dzisiaj chce założyć z Noddim, a nie z Tomaskiem, które przyniosła mama. Później Janosz z przyjemnością oglądał stasiowe citroeny, no i zjadł z nami śniadanie, przygotowane przez tatę.




Komentarzy: 1 (Komentarze)
 
 

 
 
2007-10-27 00:03
Nauka dzielenia się zabawkami i nie tylko
Dzisiejszy poranek tradycyjnie spędziliśmy na zajęciach sportowych. No, może nie do końca tradycyjnie, bo spóźnilismy się jedynie 45 minut, i tyle samo pozostao na nasze ćwiczenia. A to wszystko z mojego powodu, bo wczoraj wychodzące ząbki dały się we znaki, więc miałam problemy ze snem. Skoro nie spałam w nocy, to musiałam odespać rano. I tak zrobiłam - spałam do 9.45 i może jeszcze pospałabym sobie, gdyby nie to, że mama mnie obudziła. Pół godziny później ćwiczyłam wrzucanie piłek do rury, raczkowanie w tubie i samodzielne chodzenie.

Staś, jak zwykle zbudował z mamą domek z klocków i raczkował w kole.




Na zajęcia przywiózł nas tata, który w czasie naszych ćwiczeń robił zakupy. Później po nas przyjechał i pojechalismy do domu na śniadanie.

Około pierwszej poczułam się senna i spałam, prawie, jak zawsze dwie i pół godziny. W tym czasie Staś porzadkował dom z mamą, ale o tym - na blogu Stasia.

Po drzemce zjedlismy zupkę i rozpoczęliśmy zabawę, która trwała do godziny dziewiątej. Mama uczyła nas, a właściwie uczyła Stasia, a mi przypominała, że należy dzielić się zabawkami. Mój brat bardzo mocno jest przywiązany do swoich zabawek i nie zawsze chce się ze mną dzielić.
Zaczęliśmy od składania stasiowego traktorka. To znaczy ja z łatwością go rozkładałam, a Staś go dla mnie z powrotem składał. I tak po kilka razy. Zabawa - super!

Rozłożenie traktora na części - proste, ale jak go złożyć?






I tak złożonym traktorem bawiłam się dopóki nie zamienłam go na inny... traktor.

Nawet próbowałam przewieźć nim Noddiego, bo chwilowo zaginął jego samochodzik

Niestety Noddi nie potrafił utrzymać równowagi na traktorze, więc zamieniłam ten traktor na inny, ze zwierzątkami. Tu przynajmniej można posłuchać piosenki "Old McDonald..." i potańczyć
prz okazji. Staś, który bawił się swoim samochodem, też nagle zapragnął bawić się traktorem farmerskim, więc mama zaproponował mu wkładanie zwierzątek do przyczepki i uczenie mnie, jak robi każde zwierzątko. Konia miałam już opanowanego i do tej pory nawet myślałm, że wszystkie zwierzątka oddają takie same odgłosy.









Później, na prośbę Stacha mama rozłożyła nam domek Boba Budowniczego. Oczywiście warunkiem było wcześniejsze uprzątniecie dywanu z zabawek. Akurat jeśli chodzi o porządki to ze Stasiem nie ma problemu, posprzątał z pomocą mamy i chwilkę później bawiliśmy się w domku.







Mały problem pojawił się, gdy Staś i ja zauważylismy w szafce (mama akurat robiła kolację i wyciągała kubki) kubek z Bobem budowniczym, trochę już zapomniany przez nas. No tak, cały w tym ambaras, że akurat dwoje chciało go naraz. Bez płaczu się nie obeszło. Kubek jest Stasia, pierwszy dostrzegł i pierwszy go dostał. Chwilę minęło, zanim zrozumiał, że trzeba się nim podzielić ze mną. W końcu domek Boba jest mój i razem się nim bawimy. Stacha ostatecznie przekonał fakt, że przecież może pomóc mi pić z niego.

Jakiś czas później Staś o kubku zupełnie zapomniał, więc się bawiłam, dopóki i mi się nie znudził. I tak to z nami bywa. Ale kto tak często chodziłby i mył moje smoczki, gdyby nie było Stasia? I kto inny miałby taką siłę przekonywania mamy, żeby dawała nam pierniczki w ilości czasami przekraczającej zdrowy rozsądek, jak nie Staś?

Komentarzy: 6 (Komentarze)
 
 

 
 
2007-10-25 21:13
Wtorkowy wyjazd do cyrku
We wtorek radosny dzień, bo po pierwsze tata miał wolne, a po drugie plan wyjścia do cyrku został zrealizowany. Najpierw trochę pobawiliśmy się nowymi zabawkami, a później przyjechała ciocia Lucyna z Kubusiem i Olivierem i wszyscy razem pojechaliśmy do Windsor’u, do cyrku.






A to wesoły "autobus" jadący do cyrku




W cyrku podobało się nam. Jeśli tylko kolorowe światełka, muzyka czy panowie żąglujący piłkami lub jeżdzący na rowerze przestali wzbudzać nasze zainteresowanie, to zaczynalismy chodzić między ułożonymi rzędami krzesełakmi cyrkowymi. Niestety tygrysów i koni, na które czekaliśmy nie było.




Przyznać trzeba, że największe zainteresowanie wzbudził plac zabaw położony niedaleko namiotu cyrkowego, więc zaraz po spektaklu wybralismy się właśnie tam.

Podczas powrotnej podróży Staś i ja zasnęliśmy i obudziliśmy się tuż przed wyjazdem cioci Lucyny do domu. A w środę, kolejny wolny dzień taty i tym razem opisze to mój brat Staś.
Komentarzy: 0 (Komentarze)
 
 

 
 
2007-10-24 00:44
Urodzinowe przyjęcie

Tak świętowałam swoje pierwsze urodziny



Dzisiaj świętuję ukończenie pierwszego roku życia. Przyjęcie urodzinowe odbyło się w niedzielę, natomiast w sobotę wieczorem przygotowywaliśmy z mamą torta.




Pierwszych gości powitaliśmy po południu. Byli nimi ciocia Lucyna i wujek Paweł z Kubusiem i Olivierem oraz wujek Piotrek.

Kuzyni pomogli mi odpakować prezent, który mi przywieźli


To wspaniały wózek - chodzik z lalą. Ku zdziwieniu mamy od razu polubiłam lalę. Do tej pory interesowały mnie tylko samochody. Przy okazji mama wyciągnęła inne moje laleczki z nadzieją, że też je polubię. I nie pomyliła się.



Później zawitali do nas ciocia Beata, wujek Maciek, Kamil i Kubuś. Dostałam od nich namiot Boba Budowniczego.
Do złożenia namiotu zatrudniliśmy wujka Piotrka


Około godziny piątej zapaliliśmy świeczki na moim torcie urodzinowym. Do zdmuchiwania ognia miałam wielu pomocników, więc świeczki zapalane były nie raz. Później usłyszałam "Sto lat..." i można było przystąpić do jedzenia torta, upieczonego i ozdobionego przez mamę, oczywiście z naszą pomocą.




















Po zjedzeniu torta powróciłam z kuzynami do zabawy w ogródku i domku.


Pod wieczór zmęczenie dało znać o sobie, więc mama położyła mnie spać, po to, żeby godzinę poźniej wstać i bawić się do jedenastej moimi nowymi zabawkami.

Podczas mojej drzemki chłopaki z mamą czytali książeczki






Przyjęcie było bardzo udane mimo, że zabrakło dziadzia Jurka, który musiał polecieć do Polski.
Dziękuję wszystkim za przybycie, a Smykusiom za wspaniałe życzenia urodzinowe


Komentarzy: 1 (Komentarze)
 
 

 
 
2007-10-23 09:49
Dzisiaj moje święto - kończę roczek!




Około godziny po narodzinach. Było to 23 października 2006, o godz. 18.12


Tak wyglądałam, gdy miałam dwa tygodnie



Marysieńko to dla Ciebie od Rodziców

Niechaj jej niebo świeci błękitnie
nad głową w leśnej toni,
jak czarodziejska paproć niech kwitnie,
jak lilia - pełna woni.

Niech jej najsłodszych ust się dotyka
wiatr lotny z leśnych głębin;
włos niech jej stroi konwalia dzika
i krasny pąk jarzębin.

Niech dąb wiecznego pełen pokoju
nad głową jej się waży;
niech się odbija obraz ze zdroju
jej białej, cudnej twarzy ...

(Kazimierz Przerwa-Tetmajer)




Ślicznie dziękujemy za wszystkie życzenia urodzinowe

Komentarzy: 32 (Komentarze)
 
 

 
 
2007-10-18 23:11
Nowy smak- smak miodu
Dzisiejszy, chłodny poranek spędziliśmy w domu i w ogródku na zabawie.

Podczas mojej drzemki, Staś, jak zwykle przygotowywał z mamą obiad. Tym razem nie skonczyło się na wkładaniu produktów do miski. Staś uzyskał w końcu zgodę na wymieszanie ciasta rączkami.
Tego, że ciasto nie chciało się odlepić, to Staś się chyba nie spodziewał i zaraz zarządał mycia rączek


Tradycyjnie przegapiłam śmieciarę, która niestety przeważnie przyjeżdża w porze mojego snu.
Po drzemce, mama, jak co czwartek zaprowadziła nas do biblioteki. Musielismy oddac bajkę o śwince Pepie. Bibliotekę uwielbiamy i na hasło 'biblioteka' od razu gotowi jesteśmy do wyjścia.

Mnóstwo bajek, także te ze znajomymi bohaterami z telewizji


Stachu oczywiście znalazł coś o koparkach i wywrotkach

Po bibliotece czekał nas jeszcze spacer po parku. Odpoczynek na naszym ulubionym drzewie, przy domku, to już tradycja.



Młody marzyciel wypatruje wiewiórek na drzewie

A tu oglądamy jadącą chodnikiem kosiarkę




W domku bawilismy sie w chowanego, to znaczy ja nakładam na siebie kocyk i udawałąm, że mnie nie ma

Czytaliśmy tez Kubusia Puchatka, który poszukiwał miodu. Mama, żeby przybliżyc nam pojęcie miodu, przyniosła go nam w dużym słoiku. Staś nie omieszkał powąchać, a później spróbować. Smak miodu bardzo przypadł mu do gustu. Ja dostałam tylko troszeczkę, na smoczku i wcale nie protestowałam. W naszym przypadku, wszystko co słodkie,jest jadalne.

mniam , mniam, ale pyszne!

i jakie klejące raczki

Komentarzy: 5 (Komentarze)
 
 

 
 
2007-10-16 21:20
poniedziałkowo - wtorkowa relacja
Po kilku dniach nieobecności na smykach wracamy. Mama przez ostatnie dni zajmowała się przygotowaniami do szkoły i nadrabiała zaległości na ’naszej szkole’.
Teraz czas na nas.
Wczoraj rano wybraliśmy się do garażu, bo tata naprawiał citroena swojemu koledze Gabrielowi. Niestety mama wybrała inną drogę niż zazwyczaj i minęliśmy się z tatą, który skończył naprawę i wrócił do domu.
Poranny spacer w lasku dobrze nam jednak zrobił.


PO południu pojechaliśmy z rodzicami do Reading, żeby odebrać odciśniętą stópkę i rączkę Marysi. Niestety, mimo, że minęły cztery tygodnie, odcisk nie jest jeszcze gotowy. W drodze do domu zatrzymaliśmy się na placu zabaw.

Wtorek
W ubiegłym roku chodziliśmy na wspaniałe zajęcia, na które przychodzą mamy ze swoimi dziećmi. Dzieci bawią się, a mamy - plotkują. Niestety w tym roku pani wolontariuszka zrezygnowała i czekamy aż znajdzie się nowa. Na szczęście takich zajęć jest tu sporo, więc dziś rano wybralismy się z mamą, żeby się pobawić. Wprawdzie zbawek było mnniej, niż my mamy w domu, ale ważne, że takimki to jeszcze się nie bawiliśmy się.




Po drzemce Marysi pojechalismy jeszcze do miasta w poszukiwaniu prezentu dla naszego kuzyna Kubusia, który kończy w sobotę dwa latka. Naprawdę nadziwić się mogliśmy temu, że mama nic nie wybrała, my nachętniej wykupilibyśmy pół sklepu. W każdym razie nie mamy nic przeciwko temu, żeby sklep z zabawkami odwiedzić jeszcze raz.
Tan pojazd Noddiego najchętniej zabralibyśmy do domu


W drodze do samochodu wstapiliśmy na plac budowy

Pan tego samochodu zaproponował Stasiowi przejażdżkę, ale Staś ochoczo na nią nie przystał



Staliśmy tak długo dopóki pan z koparki nie postanowił z niej wysiąść. Dla mamy był to znak, że koparka zakończyła pracę, a dla Stasia, że szykuje się coś nowego. Nie wiadomo kto miał rację, ale wiadomo kto wygrał. Staś przestał płakać dopiero wtedy, gdy z samochodu dojrzał jadącą na sygnale karetkę.
Przed snem atrakcja - kąpiel z tatusiem.




Komentarzy: 2 (Komentarze)
 
 

 
 
2007-10-10 23:45
sama wstaję i sama stoję

Chłodny poranek nie zachęcał do wyjścia z domu, ale cóż, na kimś obowiązek zakupów musi spoczywać. Na dodatek, jak się okazało nawet wyjście po pieczywo może zakończyć się ciekawie. No i tak było. W drodze powrotnej zauważylismy traktor, który kosił trawę, ogromną, doczepioną kosiarą. Mama więc szybko zaparkowała i pobiegliśmy obserwować pracę traktora.

Dla nas to było naprawdę przeżycie. Widoki, jak w naszej Grędzinie.



Śniadanie zjedliśmy już w towarzystwie taty. Mama nie może się nadziwić ile taka mała istotka jak ja jest w stanie zjeść. Zdecydowanie przegoniłam Stasia w ilości zjadanego pokarmu. No i gonię go nadal, w innych jeszcze dziedzinach. Od kilku dni próbuję sama wstawać i stać. Dzisiaj można powiedzieć, że w końcu odniosłam sukces.





Mama twierdzi, że pomysły mojego brata zachęcają mnie do samodzielności. No bo jak tu siedzieć przed ogródkiem, obserwować co mój brat wyprawia i nie reagować na to? Dla mnie to pomysły pierwszej klasy.

Dodam jeszcze, że odwiedzili nas przes południem ciocia Beata i Kubuś, który przyszedł obejrzeć naszą nową kuchnię. Długo jednak im nie towarzyszyłam, bo zmorzył mnie sen.

Podobno dzisiaj Staś i Kubuś bawili się bardzo ładnie i obyło się bez konfliktów.

Po południu tatuś pojechał do pracy, a my poszliśmy na plac zabaw. Najbardziej lubię huśtawkę,
zwłaszcza, gdy mama huśta mnie prawie do nieba, a ja piszczę z radości.

inne huśtawki też mi odpowiadają




Mocno protestowałam przy wchodzeniu do domu, ale jeden pierniczek załatwił sprawę.
Później bawiliśmy się ze Stasiem, układając puzzle ...


i oglądając nową dla nas bajkę ’Sąsiedzi’. Staś był nią oczarowany: popsuta kosiarka, zagubiony klucz, przeciekający dach, niesprawne drzwi. Pewnie w ciągu jednego wieczoru nauczył się jej na pamięć, biorąc po uwagę to, ile razy zdążył ją pooglądać.

Ja oglądanie bajki przerwałam, bo zrobiłam kupkę, a nie chcąc, żeby mama zauważyła, to schowałam się pod biurko. Przebieraniu pieluszki przeważnie towarzyszy płacz, a do tego wpadł w moje rączki pokrowiec od aparatu,więc powód do schowania się był.

Długo jednak się nie ukrywałam, bo przysłowie "poznasz Stachu po zapachu" jak najbardziej się sprawdziło.

Po kolacji poćwiczyłam jeszcze wstawanie, stanie i upadanie.






Na szczęście pieluchy trochę amortyzują upadek.

Jutro kolejny dzień ćwiczeń. Dobranoc Smyki.





Komentarzy: 8 (Komentarze)
 
 


[1] [2] »


  
Blog mojego braciszka Stasia - 1http://stas.synek.pl/

blog mojego kuzyna Kubusia - http://kubusiek.babyok.pl/

blog Oli i Jacusia - http://olinka.smyki.pl/












  
2008-03-06
Wyszły dwie dolne trójeczki. Tym razem wyjątkowo mocno bolało.Zaraz po nich wyszły górne trójeczki.

2007-12-29
Mam wszystkie czwórki, czekam terazna trójki.

2007-10-15
Zaczynam stawiać pierwsze kroczki

2007-10-11
Sama stoję!

2007-10-10
Zaczynam samodzielnie stać!

2007-10-03
Chodzę trzymana za jedną rączkę

2007-10-01
Wyrósł mi ósmy ząbek - prawa górna dwójka

2007-09-23
Wyrósł mi siódmy ząbek - prawa górna jedynka

2007-09-07
Wyrósł mi szósty ząbek - lewa górna dwójka.

2007-08-27
Potrafię sama wstawać (trzymając się jakiegoś przedmiotu)

2007-08-15
Ten dzień można uznać za początek mojego raczkowania.

2006-10-23
Tego dnia o godzinie 18.12 w bardzo szybkim tempie wyskoczyłam z brzuszka mamy. Mamusia mówi, że narodziny Stasia i moje to dwa najpiękniejsze dni w jej życiu.



  
2008-04-17
Marysia zaczyna łączyć wyrazy: Mama nie; Nie ma auta

2008-04-17
JA! Używane przez Marysię na wszystko co chce zrobić sama. Wystarczy zacząć pytanie: Kto chce...? i już słychać Marysi odowiedź: JA!

2008-04-15
Ulubione słowo Marysi: Co to???

2008-04-14
Kaka (kaczka), oko, kapki (klapki), tego, śpi, ku-ku

2008-04-05
Nowe słówka Marysi: ja, mam, żaba, wypowiadane przez Marysię jako "aba", Pepa (bohaterka z bajki)

2008-02-03
Kolejne moje słówka to bajka, jajko. Jakiś juz czas temu zaczęłam mówić "baba', "daj", "nie ma", bruma, auto

2007-09-22
Wołam 'am', gdy chce mi się jeść. Potrafię naśladować głos tygryska i konika

2007-09-22
Od kilku dni wołam 'ti to', co oznacza 'co to' oraz 'nie'.

2007-09-12
Moje kolejne słówko (oprócz mama i tata) to LALA, tak