skarby Moją stronę odwiedziło 50880 osób.   
 
Archiwum pamiętnika - skarby

Informacje z 2010.1:

 
 
2010-01-31 16:07
O cierpliwości...

No tak to właśnie bywa...
Chwila przerwy a potem jakoś ciężko zasiąść i napisać kilka słów.

Ostatnie dwa tygodnie upłynęły nam pod znakiem gości.
Byli -dziadkowie a później dołączyła kuzynka Bobrów, Ola.
Radości, pisków i dzikich pomysłów było mnóstwo!
Kiedy odjechali jakoś tak pusto i cicho zrobiło się w naszym domu....
Tak smutno...

A dziś znowu odwiedziny koleżanki z Płocka.
Nie widzieliśmy się już chyba dwa lata i miło popatrzeć, jak nasze dzieciaki się pozmieniały!

Ale temat był troszkę inny. ..cierpliwość
Okazuje się, że cierpliwość to cnota wyjątkowa.
I niestety bardzo często cierpimy na jej deficyt.

Wiem to oczywiście na własnym przykładzie...
Nie mam cierpliwości, gdy po raz n-ty sprzątam rano ten sam rozgardiasz....
gdy tłumaczę dzieciom, że trzeba myć ręce, gdy po przyjściu ze spaceru jest tyle rozbierania, a wcześniej była cała góra ubrań do założenia...
Cierpliwość opuszcza mnie w ekspresowym tempie... jakby z przekory i na złość.

A nie można by tak spokojnie, wytrwale i z uśmiechem...
Hmm...
Trzeba nad sobą popracować chyba...

Komentarzy: 3 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-01-20 16:04
P babci i błogim lenistwie

Nałóg to jednak nietrafiony kumpel.
Wściekle zazdrosny, silny a do tego sprawia, że świat się nie liczy!
Tak, tak! Wiem, co piszę!

Mimo, że trzeci tom mojej powieści liczy sobie niemal 800 stron... mój zapał do czytania nie mija!
A na dodatek wcale nie muszę już czytać jedynie późnym wieczorem!
Przyjechała babcia Bobrów, moja mama...

Chyba rozumiecie, że jest to równoznaczne ze zdobyciem przeze mnie dużego marginesu wolności..
Hmmmm...
Gdy po 19.00 Igorek i Nataszka umyci i najedzeni oglądają bajeczkę...
Ja wygodnie rozkładam się na kanapie z kanapką i herbatka cytrynową...
A przede mną ostatni tom o niezwykłych przygodach Lisbeth Salaner..

Nie podejrzewałam, że powieść kryminalna tak bardzo mnie zainteresuje...

Ale wracając do spraw najważniejszych!
BOBRY czują się już dobrze!
Nataszka jeszcze ma troszkę kaszel, ale jest nie źle!

Jak tylko lekarz pozwoli.. WITAJ ŚNIEGU! WRACAMY!!!




Komentarzy: 4 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-01-14 21:54
Takie tam ględzenie...

Choroba niestety rozkręciła się bardzo....
Nataszka od kilku dni non stop gorączkuje i ma straszny kaszel.
Igor zapchany nos, podpuchnięte oczka i ogólnie słabo wygląda...
No nic... trzeba to przejść niestety!

A ja przeczytałam właśnie książkę, którą polecił mi maż.
I oczywiście mam wielki niedosyt! Jak zwykle zresztą...
Mój problem polega na tym, że gdy zaczynam czytać, nie umiem przestać.
Muszę powstrzymywać się, by nie czytać w dzień, gdy mam mnóstwo zajęć.
A potem tylko czekam, gdy Bobry zapadną w sen i do dzieła...
Czasem mam wrażenie, że wyczekuję na ten moment, jak na deser.
Takie ciacho z kremem i płatkami czekolady.
Mniam!

Książki to chyba jedyny "nałóg" na który nie jestem odporna.
Absolutnie!
Zresztą nawet się przed tym specjalnie nie bronię!
Tylko czasu brak niestety..

Ale z drugiej strony...
Nie zaszkodzi, gdy się czasami czegoś nie wyprasuje czy nie umyje naczyń.
Po całym dniu w domu, często brak już sił, szczególnie tych psychicznych i...
po prostu potrzebne jest takie oderwanie, przejście w inna rzeczywistość.
Prawda?



mama Bobrów


P>S> LINK DO KSIĄŻKI ( zupełnie wyjątkowo kryminał;))
http://selkar.pl/mezczyzni_ktorzy_nienawidza_kobiet_larsson_stieg_p_95572.html

Komentarzy: 13 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-01-13 08:39
Mały szpital...

Niestety katar stanowił jedynie ciche preludium....
Nataszka ma od wczoraj przymknięte oczka i ciągle kaszle...
Igorek tez nie wygląda zbyt ciekawie..

Poważna sprawa niestety....
Początek zapalenia oskrzeli :(
A taka byłam szczęśliwa, że Bobrzynka przez ponad rok nie dostawała antybiotyku..
A tu klops...

Nic mi się nie chce i jestem wściekła!
Ta choroba to nie przypadek...
W przedszkolu jest jedna "mądra" matka, która dziecko ewidentnie chore zostawia.
Chłopiec tak kaszlał i smarkał, że nawet Igorek zauważył...
Wychowawczyni stwierdziła, że jej zwracanie uwagi, nie odnosi skutku.
Kobieta zabiera dziecko na jeden dzień, a potem znowu przyprowadza....

A mały często z gorączka, kaszlem i mega katarem....
A potem moje dziecko ma się męczyć!
No co za ludzie!



Komentarzy: 9 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-01-11 08:05
Spotkał katar Katarzynę...

Niestety po 3 miesiącach bez żadnych infekcji, dopadł nas mega katar.
Bobrzane zakatarzone dzióbki muszą niestety trochę się wykurować..
Tak więc nici z zabaw na śniegu..
A takie mieliśmy plany....
Komentarzy: 8 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-01-08 10:00
O skutkach obżarstwa, budziku i lekcjach karate.

To moja wina... bez dwóch zdań.
Nie powinnam pozwalać, by Mała Bobrzynka tak się objadała...
Ale... ja tak lubię patrzeć, gdy ona zjada coś z apetytem...
Cały pierwszy rok jej życia, nanosiłam się, nazabawiałam, by zjadła choćby jeden mały słoiczek zupki.
I teraz... nie potrafię jej odmówić.
Chce jeść, niech je!
Ale wczoraj przesadziła.
Zjadła dwa dania obiadowe, 1, 5 pączka a do tego trochę tatusiowej obiado-kolacji.
Efekt był taki, ze o 22 obudziła się z wielkim bólem brzuszka i odruchem wymiotnym...

No i miałam, czego chciałam...
Zamiast spokojnego wieczoru z małżem, noszenie Nataszki i ostatecznie wciągnięcie jej do naszego łóżka.
Nie żebym nie lubiła z nią spać!
Uwielbiam, ale o tym ciiiii...

Pobudkę zaserwowała mi bladym świtem, około 5.30...

Biegała, krzyczała, śpiewała.. pobudziła cały dom...
No... prawie cały.
Jej braciszek spał jak suseł.

Nie obudził go nawet dziko wyjący budzik...

Dzień wcześniej nastawiłam, bo nie chciał spóźnić się do przedszkola.
Prosił mnie o to już w środę.
Musiał być na czas, bo będzie chodził na karate...

A z tym karate to mała historia...
Mama, jak to mama wolałaby aby syn chodził na basen czy jakiś... balet.
Ale niestety!
Igorek, gdy tylko usłyszał o lekcjach karate, prosił mnie bym i jego zapisała.

Niechętnie.. ale uległam...
Chociaż w głowie coś mi krzyczy :Nie!!! Mój mały synek karateką??!!!

Ale cóż.. czas się pogodzić z dorastaniem :)


Komentarzy: 17 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-01-06 14:02
Dwie w jednej.

Nataszka jest wielką indywidualistką i co tu dużo mówić... ma bardzo mocny charakter.
Tak było od początku...
Gdy tylko pojawiła się na świecie, już potrafiła postawić na swoim.
Być może dlatego, że miała ogromne kolki i chcąc nie chcąc musieliśmy ją nosić na rękach, nauczyła się nami manipulować.

Mała Bobrzynka nadal jest mistrzynią w osiąganiu wyznaczonego sobie celu.
Gdy czegoś chce, nie patrzy na środki...
Interesuje ją tylko efekt.

Czasem jej zachowanie jest naprawdę straszne...
Potrafi uderzyć dziecko, które zabrało jej zabawkę, czy ugryźć brata, gdy nie chce jej czegoś oddać.
Gdy nie podobają się jej spodenki, płacze aż do histerii...


Ale gdy jesteśmy same jest wyjątkowym Aniołkiem.
Pomaga mi, jest bardzo grzeczna i kochana!
Ciągle tańczy i śpiewa!
Po prostu Mała Księżniczka!

MAM NADZIEJĘ, że to jej drugie, kochane JA weźmie kiedyś górę :)



Komentarzy: 12 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-01-05 09:31
Równoległe światy...

Czasem myślę sobie, że dzieciństwo jest tak wyjątkowe, ponieważ wszystko dzieje się tam w zupełnie innym świecie.
Są tam zasady, których nie maja dorośli i odwrotnie... zasady dorosłych nie obowiązują wśród dzieci.
Wszystko jest jakby na opak...
Ale to jest piękne.

-Igorku! Jak było w przedszkolu?
-Fajnie!
-Bawiłeś się z dziećmi?
-Tak.
-A jak mają na imię Twoi koledzy?
-Nie pamiętam.


Igorek nie przepada za jednym z chłopców, ponieważ  ten wciąż robi mu na złość.

-Synku, a Hubert był?
-Był, był.
-I bawiliście się razem.
-Nie, nie pozwalał mi zjeżdżać.
-Przykro Ci było?
-Mamo, ja go czasem nawet lubię.
-Tak?
-Tak, lubię go, gdy daje mi jedzenie?
(mój syn jedzenie dzieciom zabiera ????!!!!)
-Jedzenie?
-No, takie cukiereczki mi dał, to go na chwilę polubiłem...


-Mamoooo! A będzies mnie odwiedzała jak będę mieskał u babci Blonki?
(przeszukałam swoje myśli ale nie znalazłam powodów takiej wypowiedzi...)
-A dlaczego masz mieszkać u babci?
-No mamo, nie telaz, tylko jak urosnę.
-Ale możesz mieszkać z nami.
-Nie, babcia powiedziała, że dziadek mi psepise ich dom.
(acha...złapałam trop-wizyta  u babci)
-Synku! Ale Ty jeszcze jesteś malutki.
-No jestem, ale potem przeprowadzę się tam i pozmieniam sobie w tym domu, jak będę chciał.
-A babcia Ci pozwoli?
-Nie, no babci nie będzie. Już umze...
-??!!!
-Nie pats tak na mnie. Tak mi powiedziała..ze umze z dziadkiem i ja tam zamieszkam...
-Ale Ty byś chciał żeby umarli.
-Nie chciałbym, ale takie jest zycie...
(padłam i leżę)
... to jak, odwiedzis mnie?






Komentarzy: 6 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-01-04 11:19
Strachy i straszki...

Po długiej przerwie...
Po 2 miesiącach spędzonych razem od świtu po wieczór...
Po kilku "poważnych" rozmowach i przekonywaniu, że to super sprawa...
Dziś rano, kilka minut po 8 , Igorek stanął przed drzwiami kolorowego budynku.

I wbrew temu, co sobie myślałam, wstając w nocy i doglądając czy Bobry się nie odkryły.
Wbrew moim obawom i lękom, mój synek znowu stanął na wysokości zadania.
Gdy zostawił swoje rzeczy w szatni i ruszył ku sali, na jego buźce nie było niechęci czy smutku.
On był nawet zadowolony...

Tylko ja, taka przewrażliwiona matka, bałam się łez i próśb o powrót do domu.
Tylko ja miałam lęk gdzieś tam głęboko po lewej stronie mojego ciała.

Igorek wrócił do przedszkola :0
Mam nadzieję, ze będzie się tam bawił duuużżżo lepiej niż poprzednio i zawsze zostawię go przed drzwiami sali z tym samym spokojem i westchnieniem ulgi.





Komentarzy: 5 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-01-02 09:48
O urodzinach bobrzego taty i piesku... niezgody.

KOCHANY TATUSIU!

ŻYCZYMY CI, ABYŚ ZAWSZE MIAŁ W SWOIM ŻYCIU SENS, KTÓRY POZWOLI CI MIEĆ NADZIEJĘ.
ABYŚ ZAWSZE MIAŁ W GŁOWIE CEL, KTÓRY SPRAWI, ŻE NIE PRZESTANIESZ IŚĆ DALEJ.
ABYŚ NIGDY NIE PRZESTAWAŁ WIERZYĆ W MIŁOŚĆ, BO ONA JEST NAJWAŻNIEJSZA...
I ABYŚ ZAWSZE PAMIĘTAŁ, ŻE KAŻDY MOŻE BYĆ OJCEM, ALE TRZEBA BYĆ KIMŚ WYJĄTKOWYM, ŻEBY BYĆ TATĄ!

STO LAT!!!!!




bobry

...

A teraz słów kilka o piesku niezgody...
Kilka lat temu, gdy Igorek miał nieco ponad roczek, przylecieliśmy po wakacjach do Norwegii.
Tata był tam cały czas, ale mama musiała załatwić kilka spraw na uczelni i stąd rozłąka.
To właśnie wtedy Igorek dostał w powitalnym prezencie ogromnego, pluszowego psa.

Radość była jak zwykle chwilowa, a potem pluszak, jak tradycja pluszaków nakazuje, siedział sobie i zbierał kurz.
Trwało to dość długo.
W tym czasie przeprowadziliśmy się do Gdańska, a zabawka nadal ozdabiała tapczan w pokoiku naszego synka.
Po urodzinach małej Bobrzynki, liczba pluszaków podwoiła się niesamowicie szybko.
(wszyscy, którzy jeszcze nie mają dzieci, lub mieli je dawno, nie wiedzą, że to nie jest trafiony pomysł na prezent)
To wtedy postanowiłam część z nich "przeprowadzić" do piwnicy.
Dzieci oczywiście nic nie zauważyły...
Do czasu...
Kilka dni temu, gdy Igorek oglądał swoje stare zdjęcia, znalazł fotkę ze starym pieskiem.
Nagle zapragnął go odzyskać.
Oczywiście pluszak powrócił do domu, ale niestety nie w ramiona starszego z Bobrów...

Nataszka zapałała do niego wielką miłością.
Gdy piesek dzielnie znosił pranie, ona siedziała z nosem w pralce, rozpaczając cichutko.

Nie pozwoliła go nawet wysuszyć.
Igorkowi było przykro, ale pozwolił siostrze, by pobawiła się jego zabawką.

Dzisiejszego ranka nie wytrzymał i doszło do małej, porannej bitwy.
Musiałam interweniować i zabrać pieska.
Nie czułam się z tą decyzją dobrze, bo tak naprawdę należy on do Igorka.
Ale żadne tłumaczenia nie przekonywały zbuntowanej dwulatki, więc wyjścia nie było...

Na szczęście Igorek znalazł najlepsze rozwiązanie.
-Siostro, przytulmy go razem, on jest nasz wspólny. Zawsze był...

Jak mawia bardzo bliska mi osoba-zamieniłam się w budyń..
Kochany jest ten nasz synek... wyjątkowo kochany...




Komentarzy: 9 (Komentarze)
 
 


[1] [2] »


  

- ANTOSZKI  


- DUSZKOWO  

- glitter  

- KAMILEK  

- LEONKI  


- MATYLDA  


- PITKOWO  

- SAMCIO  

TŁA - TŁA  

- ULOTNI  

- WAZIEJKI  

- WERONISIA  



  
2007-09-26
NATASZKA

2005-06-20
IGOREK



  
2007-06-01
jesteś lokacha!-jesteś niedobry