skarby Moją stronę odwiedziło 50855 osób.   
 
Archiwum pamiętnika - skarby

Informacje z 2010.3:

 
 
2010-03-31 10:12
Radość wielka i wybryki Nataszki.

Mieliśmy wczoraj i przedwczoraj miłych gości :)
Większość z nich w rozmiarze zbliżonym do bobrzanego.
Moje dzieci były oczywiście szczęśliwe.
Igorek prezentował swoje wspaniałe cechy jak opiekuńczość i odpowiedzialność.

Zarówno z Antosiem jak i dzień później ze Stasiem chciał się bawić klockami i zajmować.
A małą Matyldzię głaskał po brzuszku i całował w główkę.
Cudnie słuchało się go, gdy idąc ulica tłumaczył Stasiowi skąd się biorą śmieci i dlaczego ludzie nie mają kultury osobistej, skoro zanieczyszczają środowisko :)

Nataszka niestety ma silne poczucie własności i nie zawsze potrafi okazać jak bardzo jest gościnna.
Za to przepięknie zajmuje się małymi bobaskami.
Wczoraj jej celem była półroczna Matyldzia.
Bobrzynka spędziła pierwszą godzinę na patrzeniu jej w oczka, głaskaniu i próba zabawiania.
Słodki widok, choć trzeba uważać, by jej nie zrobiła krzywdy.. z miłości.

Skoro jesteśmy w temacie Bobrzynki...
W sobotę wieczorem szykujemy sie do spania.
Jest godzina 19 z minutami.
Tradycyjnie rozkładamy łózko a potem idziemy się myć.
Pochylam się, by wyciagnąć piżamke Nataszki z łóżeczka i nagle słyszę odgłos przekręcania kluczyka w łazience.
Biegnę do drzwi i oczywiście okazuje się, że sa zamknięte.
Wołam, by Natka spróbowała się otworzyć, ale nic z tego.. ma za małe rączki ...
Wpadam na pomysł, by przekręcić kółeczko z mojej strony drzwi.
Niestety..ono kręci się dookoła, a drzwi ani drgną..
Panika sięga zenitu, gdy Nataszka zaczyna wymiotować.
’To typowa dla niej reakcja na takie dziwne sytuacje.
Zdesperowana ciągnę klamkę jeszcze mocniej, aż ją wyrywam.
Przy okazji dzwonię do męża z nadzieję, że mi coś podpowie.
Ale on prosi  bym się uspokoiła i uspokoiła Nataszkę. To pomaga.
Próbuję się skupić, mówię do małej już prawie spokojnie, a ona powolutku zaczyna mnie słuchać.
Nagle wpadam na kolejny pomysł, by kombinerkami przekręcić gwint w miejscu zamku.
To nie działa, ale w desperacji zakładam wyrwana klamke i..
drzwi otwierają się, a Nataszka, zapłakana i brudna uśmiecha się z miłością w oczkach.


To wszystko brzmi teraz prozaicznie, ale te 20 minut były naprawdę nieprzyjemne.
W dodatku cały czas słyszałam płacz Igorka, który myślał, że może to jego wina, bo nie przypilnował siostry.
jego reakcja bardzo mnie zastanowiła. 
 Nigdy nie kazałam mu by pilnował siostrę, a mimo to on czuje się za nią bardzo odpowiedzialny...
Mądry chłopczyk :)


Komentarzy: 5 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-03-30 10:48
Kolorowe święta :)

Kiedy byłam mała zawsze wolałam Boże Narodzenie niż Wielkanoc.
Może ze względu na atmosferę Wigilii, a może trochę na ilość prezentów.
Wszystko zmieniło się, gdy byłam nastolatką.
Nagle zauważyłam jak piękna jest tradycja Wielkiej Nocy oraz przygotowania do jej obchodów.
Uwielbiałam nabożeństwa gorzkich żali oraz te w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek.

Trochę mi tego teraz brakuje, bo przyznam szczerze, że bardzo się rozleniwiłam, uzasadniając swoje zachowanie sporą odległością do Kościoła.
A teraz patrzę na swoje Bobry jak bardzo cieszą się z palemek i ozdób, które kupiliśmy.
Już chciałyby malować pisanki i stroić koszyczki.
Ciągle pytają się też, kiedy pójdą poświęcić króliczki z czekolady.
I tak myślę sobie w duchu, że chciałabym, by i one dostrzegły piękno Wielkanocy.
By potrafiły się na nią przygotować, szczególnie duchowo.

Na razie są jeszcze małe i pewne sprawy wydają im się nudne.
Wolą się skupić na kolorowych kurczaczkach, zajączkach i jajeczkach :0
Komentarzy: 5 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-03-24 09:55
Kształtowanie wzorców czy wzorce ukształtowane?

W dzisiejszych czasach mamy wiele mądrych książek dla młodych rodziców...
Radzą co robić, by dziecko spało samo, by odrzuciło smoczek, czy nauczyło się korzystać z nocnika.
Przyznam, że gdy urodziłam pierwsze dziecko starałam się czytać i postępować zgodnie z mądrymi radami...
Ale...
Książki książkami a życie i tak weryfikuje wszystko według zupełnie innych norm.

To prawda, że dobrze jest, by dziecko spało samo w swoim łóżeczku, a nie z rodzicami.
Ale... gdy Igorek był mały czasem brałam go do siebie, szczególnie, gdy spałam akurat sama.
Miło, ciepło i cała noc przespana.
Nie zdarzało się to regularnie ani często, ale zdarzało.
I wiecie co... ja nigdy nie musiałam go niczego oduczać.
On wie, że śpi w swoim łóżku i nigdy nie próbował tego zmienić.

Smoczek nie jest dobry dla dziecka.
Fakt. I bardzo bym chciała, by moje dzieci nigdy go nie używały.
Mądre książki piszą, że ciężko oduczyć, że dziecko nie chce...
Zależy jakie dziecko..
Igor miał rok i 8 mscy, gdy odłożył smoka na okno i nigdy już go nie wziął.
Sam. Miał taką potrzebę...
Natasza do dziś uwielbia z nim zasypiać..
A ja jestem miękka faja i nie potrafię (nie chcę?) podjąć kategorycznych kroków.

Dziecko musi zasypiać samo, nalezy opuścić pokój itp itd...
Miło, fajnie, przyjemnie..
Dobrze by było....
Ale nie zawsze się udaje... szczególnie rodzicom.e metoda pozwalająca dziecku beczeć aż zaśnie jest skuteczna, ale wcale nie fajna...
Igorek ją przećwiczył swego czasu.
Natasza nie...
Ale okazuje się, że dziś Natasza usypia sama z siebie, oglądając dobranockę, a Igor..
woła mnie co 5 minut,.

Do czego zmierzam... Dobrze jest czytać i próbować pogłębić swoją wiedzę, udoskonalić swoje umiejętności.
Ale warto jest przede wszystkim wsłuchać się w samego siebie, pozwolić działać naturze...
Ona naprawdę wie najlepiej jak to ma wyglądać.
Tak samo jak kieruje tym, że Igor kocha bajki o robotach i dinozaurach oraz dziwne stwory, a Natasza uwielbia wózki, Misie i moje błyszczyki do ust :)


Komentarzy: 9 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-03-22 10:00
O króliczkach słów kilka :)

Jako, że wiosna niby już jest...
I święta zbliżają się wielkimi krokami..
Postanowiliśmy ożywić trochę nasz domek kolorowymi kwiatami i kurczaczkami.
Wyglądają ślicznie i pozwalają nam myśleć o ciepłej wiośnie, mimo deszczu za oknem.

Wczoraj odwiedziliśmy kilka sklepów w poszukiwaniu adidasków dla Nataszy.
Przy okazji nabyliśmy również fantastyczny zestaw zajączków z gliny z dołączonymi farbkami.
Oczywiście już miałam wizję, jak to moje Bobry wyczarowują piękne dzieła plastyczne..
Tak.. wizje są piękne, ale rzeczywistość wygląda troszkę inaczej...

Po pięciu minutach króliczki miały różne kolory tęczy, szerokie brwi albo były po prostu czarne....








Komentarzy: 9 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-03-18 08:42
Szybko...szybciej!!!!

Mimo monotonii i rutyny, która co chwilę wkrada się w mój przewidywalny rozkład dnia...
Mimo powtarzalności, cyklu od godziny do godziny...
Mimo, iż czasem zastanawiam się jaki to dzień ttygodnia i czy to już marzec czy jeszcze luty...
zauważam, że czas mija zbyt szybko.

Moje małe dzieci nagle stały się roztropnymi przedszkolakami.
Same potrafią się najeść, umyć a Igorek zupełnie sam się ubiera.
Nataszka przepięknie konstruuje zdania, używając przy tym bogatego słownictwa.

Miło jest słuchać wywodów Igorka, który "sądzi", "obmyśla", "główkuje".
Z równie ogromną radością przysłuchuję się też dialogo-monologom Kisi i jej misiolków:
-Syneczku. Jak się czujesz? Jesteś głodny?
-...-miś coś tam pewnie odpowiedział :)
-Mamusia da Ci kawałek chlebka z szyneczką. A może wolałbyś zupkę brokułkową?

Takich przykładów jest tysiąc..
Ale teraz z innej strony o płynącym czasie...

Ostatnio coraz częściej rozliczam się z latami, które minęły...
Zastanawiam się, co by to było, gdybym wybrała inny kierunek studiów, gdybym zamiast biologii zdawała na maturze matematykę..
Oczywiście są to pytania niemal retoryczne...
Ale gdzieś tam w duchu obiecuję sobie, że gdy moje dzieci będą wybierały własną drogę, postaram się pokazać im, jak ważne jest, by wybrać coś, co pozwoli na znalezienie dobrej pracy.
Jak ważne jest by wierzyć w swoje siły, próbować i nie poddawać się.

Ja, jako dziewczyna wychowana w małym miasteczku, niestety miałam mnóstwo niepotrzebnych kompleksów.
I to nie pozwoliło mi iść za głosem serca, studiować coś, co kocham do dziś.
Bo żyłam w przekonaniu, że ja się nie dostanę, mimo bardzo dobrych wyników w nauce.
Mimo pracy i systematyczności...

Ale nie można myśleć ciągle o straconych szansach..
Trzeba myśleć o możliwościach, które są przed nami :)

A czas i tak płynie niemiłosiernie.. wciąż zbliżając nas do tajemniczej przyszłości.

Komentarzy: 13 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-03-12 08:47
Synek mamusi, córeczka tatusia... czy jakoś tak...

Igorek od kiedy pamiętam był typowym syneczkiem mamusi.
Tata czasem nawet troszkę się złościł, że on jest ze mną za bardzo związany...
Z mamusią na spacer, mama ma kąpać, czytać bajki, ponosić...

Nawet gdy pojawiła się Nataszka, Igorek wciąż miał mnie na pierwszym miejscu...
Strasznie to miłe , gdy czujesz, że jesteś dla kogoś najważniejszą osobą na świecie.
(znowu egoistyczne zachowania haha)
Ale w pewnym momencie, nawet nie wiem kiedy, nasz synek zaczął szukać towarzystwa taty.
Wszystko chciał robić jak on.
Ba! Nawet włoski na nogach chciałby mieć takie, jak tatuś :)

I mimo, że nadal czuję jak mnie kocha i wiem, że to w moich ramionach będzie szukał pocieszenia..
tata jest jego autorytetem, idolem...
Niestety tata, by zadbać o nas, musi dużo pracować.
Igor czeka na niego każdego dnia, by choć trochę pogadać, pośmiać się czy pobawić.
Nie zliczę nawet ile razy dziennie zadaje pytanie: "Kiedy tata przyjdzie?"


Z Nataszką było trochę inaczej...
Jako niemowlak była bardzo trudna.
Nie chciała jeść, miała ogromne kolki i miałam wrażenie, że jest jej obojętne czy ja ją przytulam czy tata albo babcia.
To nie jest miłe uczucie, tym bardziej, że jej brat zawsze wybierał mnie.
Bobrzynka rosła, ale wciąż nie czułam, że jestem dla niej ważna.
Nie lubiła okazywania czułości, przytulania.

Nagle wszystko się zmieniło.
Nie wiem dlaczego i kiedy, ale stało się tak, że gdy dzieje się jej krzywda, tylko ja umiem ją uspokoić.
Oczywiście tata też nie ma z tym problemu, ale...
Gdy źle się czuje, przychodzi do mnie.
Kiedy wieczorem gdzieś wychodzę, a wracam kiedy ona leży w łóżeczku
zawsze czeka aż dam jej buziaka, poprzytulamy się, pośmiejemy.
Dopiero wtedy zasypia..
W nocy również musi mieć pewność, że gdy zawoła: mamusiu!, ja zjawię się, by ja przytulić i powiedzieć, by spokojnie spała...

A najpiękniejsze jest, gdy tak po prostu, bez powodu usłyszę:
"Mamusiu, kocham Cię!"




Komentarzy: 4 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-03-11 10:53
To wszystko jest nic?

To, że chce się stworzyć rodzinę...
ciepłą, ze śmiechem dzieci, ich radością i beztroską...
To, że mimo bardzo dobrego wykształcenie chce się być w domu, uczyć dzieci świata...
Zostawać z nimi, gdy są chore lub gdy po prostu jest im smutno....
To wszystko jest nic?
To tylko siedzenie w domu?
To oznaka, że jest się... leniwym....
Że nic się nie osiągnęło?
A może po prostu "bezmyślnie" postarał się człowiek o drugie dziecko?
Bo chęć posiadania dzieci to egoizm?
Trzeba było myśleć wcześniej?

A może ja po prostu nie doceniam tego co mam.
Bo czasem wyrażę swoją opinię, nie pasującą, czyli złą...
Bo czasem mam gorszy dzień...
Bo jestem zmęczona mimo, że nic nie robię poza "siedzeniem" z dziećmi w domu...

Może jestem rozkapryszoną królewną?
Ale ja nie mieszkam w zamku, nie mam służących, nie urządzam bali...
Nie jestem ani Królewną Śnieżką ani tą, która spała na ziarnku grochu...



Ile razy i od ilu osób jeszcze to usłyszę?

Komentarzy: 16 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-03-08 08:40
Magia przemiany...

Jak to śmiesznie jest być dorosłym...
Nawet nie wiesz kiedy nagle zmienia się tyle rzeczy.
I wcale nie myślę o tych dodatkowych zmarszczkach, dodatkowych kilogramach czy kilku dodatkowych ludzikach w domu :)
To, jak mówią, oczywista oczywistość  :)

Nagle, zupełnie naturalnie zmieniamy swoje priorytety.
Normalne jest, że dbamy o rodzinę, że mając do wyboru buty dla siebie kupujemy pięć par butów dla dziecka...
Bo były takie śliczne, malutkie...
Normalne jest też to, że bardziej lubimy poleżeć w łóżku z małym, pachnącym ludkiem obok, niż na przykład wyskoczyć na poranny jogging.

Ale najciekawsza zmiana, przynajmniej wg mnie, dotyczy stosunku do prezentów.
Ja cieszę się bardziej z reakcji moich dzieci na gwiazdkowe podarunki, niż z tego, co sama znalazłam pod choinką.

Przykład z życia wzięty!
-Kari, Co chciałabyś na Dzień Kobiet?
-Nic, zupełnie nic. -mówię "nic" i dokładnie tak myślę.
-Naprawdę Nic?
-Nic! Wystarczy kwiatek, jeden kwiatek!

Kiedyś mówiłabym "nic" z pewną kokieterią.. licząc w duchu na jakiś prezencik.
Dziś jest zupełnie inaczej!
Ten jeden kwiatek to super prezent!

Komentarzy: 6 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-03-07 07:25
Na przekór zimie...

"My się zimy nie boimy!"
No niby nie, ale mamy jej serdecznie dość!
Po dziurki w nosie!
Wczoraj postanowiliśmy więc rozpącząć sezon wiosenny, który u nas oznacza zwiedzanie, spacerowanie itd.
Niestety wiatr i zimno nie pozwoliły na pierwszy w tym roku spacer nad morzem...
Ale udało nam się odwiedzić OCEANARIUM w Gdyni.
Chodzimy tam dość regularnie, przypuszczam, że dwa razy do roku.
Ale... zawsze jest tak samo ciekawie.
Dzieci odkrywają wszystko na nowo, ponieważ te kilka mscy odstępu, to dla nich czas rozwoju i zmian.

Po wizycie u ryb i innych stworów morskich, tradycyjny wspólnyn obiad :)
Jak to miło, gdy nie trzeba gotować!









Komentarzy: 15 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-03-04 16:34
WSPÓŁPRACA

2 dni temu.
Jem jabłko i oglądam "Teleexpress".
W domu wyjątkowo cicho i spokojnie...
Oj... troszkę zbyt spokojnie.
Słyszę, że moje małe bobry coś sobie szepczą.
Natasza stoi na krześle przy kuchennym blacie.
Igor tuż przy niej z zadziornym uśmiechem.
W rączce trzyma specjalne pudełko od Pani dentystki.
Patrzę uważnie, a Natasza wcina twarde jabłko.
-Nataszko, dlaczego zjadasz to jabłuszko? Mama Ci pokroi.
-Nie...- odpowiada i dalej gryzie z zapałem.
- Mamo-wtrąca się Igorek- zostaw ją! Ona specjalnie takie twarde wybrała, żeby jej ząb mleczny wypadł. A wtedy ja go włoże do pudełka, przyjdzie Wróżka Zębuszka i będziemy bogaci.

Parę minut później.
Bawimy się w chowanego.
Nadal leci "Teleexpress", może już jakieś reklamy.
Schowałam się dzieciom w szafie a one liczą...
1...2....3...4..5........ 10
-Sukaaammmmmmmmm!-wrzeszczy Nataszka.
Kilka sekund ciszy i słyszę.
-Siostro! Chodź, chodź! Nie szukajmy mamy, przełączymy sobie na bajki!

Kilka chwil temu.
Robimy budyń. Malinowy.
Igorek zastanawia się, pół żartem pół serio, czy on przypadkiem nie jest zrobiony z klocków lego.
Gdy już przestudziliśmy różową masę-konsumpcja.
Bobry komentują swoje doznania kulinarne.
Po kilku łyżeczkach obowiązkowe gmeranie w lekko juz rozmytym budyniu.
-Igolku! Nauc mnie bekania! Jak Ty!
-Dobra siostro! Musisz wziąć łyżeczkę budyniu, rozpuścić ją w buźce na wodę, połknąć i..-tu nastąpiła demonstracja.
-Wow!- z podziwem w oczkach krzyknęla młodsza siostrzyczka!- Ja telaz!
Postąpiła zgodnie ze wskazówkami, ale niestety...



Podsumowując; nie ma to jak zgrane rodzeństwo! Oby tak dalej i na zawsze....


Komentarzy: 4 (Komentarze)
 
 


[1] [2] »


  

- ANTOSZKI  


- DUSZKOWO  

- glitter  

- KAMILEK  

- LEONKI  


- MATYLDA  


- PITKOWO  

- SAMCIO  

TŁA - TŁA  

- ULOTNI  

- WAZIEJKI  

- WERONISIA  



  
2007-09-26
NATASZKA

2005-06-20
IGOREK



  
2007-06-01
jesteś lokacha!-jesteś niedobry