skarby Moją stronę odwiedziło 50850 osób.   
 
Archiwum pamiętnika - skarby

Informacje z 2010.9:

 
 
2010-09-28 12:53
Ten

 Igorek jak zwykle wrócił wczoraj z przedszkola z całym mnóstwem opowieści.
Trzykrotnie odśpiewał nową pieśń z religii, zadeklamował kilka wierszyków i w końcu pyta:
-Mamoooo! My mamy kącik przyrody w klasie i tam jest ten mech taki stary. Jak byśmy poszli do lasu, to nazbieramy nowego?
-Pewnie, pozbieramy trochę mchu.
-Nie mchu to tylko mychu!
-Jakiego mychu?
-No zielonego, z lasu!
-Ale mówi się mchu nie mychu.
-Ale to to samo co mech?

Bezcenne :)

Ja tymczasem kończę praktyki i wiecie co.. niestety nie wychodzą one na dobre Nataszce...
Wciąż ma kaszel a lekarze twierdzą, że nic jej w sumie nie jest, no oczywiście alergia...
Zaczęła siusiać w majtki, gdy tylko odbiera ją z przedszkola ktoś inny niż ja, a poza tym, gdy jestem w pracy ona robi się bardzo agresywna i jakaś " nie taka".
Od pań w przedszkolu dowiedziałam się również, że zupełnie nic tam nie je...
Po dłuższych przemyśleniach postanowiła, że chyba jednak trzeba być z nią jeszcze trochę. ALE z przedszkola nie rezygnujemy, o nie!
Tym bardziej, że wkrótce zaczynam podyplomowe studia.
Nie da się robić kariery kosztem dzieci.
A przynajmniej ja nie potrafię...
Tak więc jeszcze troszkę ponad 2 tygodni i wracam na cały etat mamy.


Komentarzy: 1 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-09-26 11:06
STO LAT NATASZKO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 Nasza mała KSIĘŻNICZKO!
KOCHAMY CIĘ Z CAŁEGO SERCA!!!!!!!!!!!!!!
STO LAT!!!!


Komentarzy: 4 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-09-07 15:26
Pacjent jest wszędzie równy?

 Miałam w życiu to szczęście, że gdy byłam młodsza raczej nie chorowałam.
Lekarza odwiedzałam przy okazji badań obowiązkowych, czyli bilansów.
Potem zaczęło się chodzenie do stomatologa czy ginekologa.
Ale zawsze prywatnie.
Nawet mama, która nie miała jakichś wielkich pieniędzy dbała by do tych lekarzy chodzić prywatnie.

I już po ślubie moja tradycja nadal trwała.
Do lekarza ogólnego nie musiałam chodzić, a gdy trzeba było leczyć ząb biegłam do jakiegoś prywatnego gabinetu.
Z ginekologa na NFZ korzystałam podczas studiów, a gdy tylko zaszłam w ciążę znowu chodziłam za pieniądze.

Teraz mam dzieci.
Tak naprawdę na początku nie zdawałam sobie sprawy jak często mogą chorować albo potrzebować specjalisty.
Początkowo gdy było można chodziłam z nimi do lekarza ogólnego.
Może dlatego, że były to drobiazgi.
Oczywiście w sytuacjach podbramkowych zawsze byłam w stanie znaleźć kogoś prywatnie.

Ale kilka razy okazało się, że lekarz pierwszego kontaktu to zwykły chałturnik..
Pierwszy raz, gdy Igor miał 1,5 roku i zachorował na zapalenie oskrzeli.
Ja zupełnie nie miałam wprawy w takich chorobach.
Pani pediatra tak go dokładnie" osłuchała i zaleciła tak "trafne" leczenie, że po 3 dniach , gdy wezwaliśmy innego lekarza do domu okazało się, że jeszcze chwila a byłoby zapalenie płuc...
Inny przypadek?
Natasza ma alergię. Ma skłonność do zwężania oskrzeli.
Lekarz rodzinny tu, w Poznaniu, gdy Natasza bardzo kaszlała stwierdził, że dziecko musi mieć antybiotyk.
Tego samego dnia lekarz prywatny zalecił dziecku inhalacje i po trzech dniach kaszel zniknął....

Nie wspomnę już, że NFZ tak chętnie zaprasza na cytologię.. którą bezpłatnie robi się raz na trzy lata!!!!
Czy wiecie co może się zdarzyć przez tak długi okres czasu?????
No comment

Dzień dzisiejszy...
Od trzeciego roku życia Igor regularnie chodzi do stomatologa.
Płatnie oczywiście.
Zawsze jest miła atmosfera, po wizycie dostaje miliony naklejek, kalendarzyków itd.
Dziś po raz pierwszy poszliśmy na NFZ.
(bo za co my właściwie płacimy te podatki?!)
Pani niby miła, ale wcale nie słuchała zadawanych przez Igora pytań.
Byle szybko!
A na koniec usłyszałam tekst roku, aż mi się zachciało śmiać.
Pani kazała wybrać naklejkę.
Igorek zapytał czy nie mógłby dwóch.
Na co Pani:
-Nie, mi nikt na to więcej pieniędzy nie daje!
Chyba mi szczęka opadła...


Ja pytam tylko co zrobić, gdy ktoś ma naprawdę mało pieniędzy i MUSI liczyć na to, co da mu bezpłatna służba zdrowia...






Komentarzy: 2 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-09-03 19:44
Zamykamy krótki tydzień

 Zamykamy krótki tydzień w przedszkolu i  w pracy.
Igorek wziął wszystko na tzw. "klatę" i zupełnie naturalnie przystosował się do przedszkola.
A wcale nie było tak prosto, bo zmieniła mu się Pani i jego grupa.
Co więcej rozdzielono go z najlepszym przyjacielem.
Ale nasz synek to dzielny i rozsądny chłopczyk!
Codziennie bardzo chętnie wstaje i mam nadzieję, że tak będzie cały rok.

Z Nataszką nie było tak łatwo.
Pierwsze rozstanie było pełne łez, smutku i ... moich wyrzutów sumienia.
Ale dziś, mimo, że oczka lekko się szkliły, moja kochana córeczka dzielnie przekroczyła próg przedszkola.
A kiedy wraca do domu jest wesoła i opowiada o nowej Pani i koleżance.
Ufff.

A ja chodzę sobie do pracy :)
Na razie to tylko praktyki, ale zawsze jakiś krok do przodu.
A także przygotowanie mojej rodziny, że jeszcze chwilka i zacznę robić coś więcej niż opiekowanie się nimi i domem.
Oby mi się udało!

A teraz siedzę.. ledwo, ale siedzę.
Nawet nie miałam siły, by zwlec się do pewnej bardzo życzliwej i kochanej osoby (Dominika) choć to tylko blok dalej...

Komentarzy: 2 (Komentarze)
 
 

 
 
2010-09-01 06:41
Wyzwania

 Szybko i w skrócie.
Boberki jeszcze 7 minut spędzą w krainie snu a potem szuru buru i przedszkole..
BOJĘ SIĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Jak sobie dadzą radę z emocjami, jak Nataszka przyjmie nową grupę i Panią i czy Igorek odnajdzie nowych przyjaciół.
Boję się tym bardziej, że to nie ja ich dzisiaj odbiorę.....

KOCHAM WAS Słoneczka!!!!
mama

Komentarzy: 4 (Komentarze)
 
 



  

- ANTOSZKI  


- DUSZKOWO  

- glitter  

- KAMILEK  

- LEONKI  


- MATYLDA  


- PITKOWO  

- SAMCIO  

TŁA - TŁA  

- ULOTNI  

- WAZIEJKI  

- WERONISIA  



  
2007-09-26
NATASZKA

2005-06-20
IGOREK



  
2007-06-01
jesteś lokacha!-jesteś niedobry