Archiwum pamiętnika - matiniebieskieoko

Informacje z 2008.7:

GG....
2008-07-30 15:41
dziś o gadaniu będzie, bo Matek oprócz tego, że gada, to sięjeszcze i pyskaty robi...
w domu zapanowała pewna hierarchia. wszystko jest MOJE ( czytaj Mateusza ), albo MAMY, ewentualnie TATY, dziadki zostali wyłączeni z gry....
odkąd w domu ponownie zadomowiły się rosiczki, T. poluje na muchy i inne robale. Młody szybko podłapał i teraz wszędzie widzi MUCHI i OBAKI. dziś stwierdził: TATY, TATY NA OBAKI. w najprostszym tłumaczeniu: słoik Taty na robaki.... MUCHI jednak rządzą...
ostatnio spróbowałąłam kolejnych podchodów ze zwykłym mlekiem. średnio poszło, a w efekcie usłyszałam: MAMA! NIEDOBLE, NIEDOBLE!!!! FUUJ, FUJ.... padłam ze smiechu. pytam potem, czy chce mleko, a on mi na to, że MEKO NIEDOBLE.....
co rano ten sam rytuał: MAMA OĆ, kUFKI IDZIMY, SYYŚ?? TALEZ Z UBUSIEM I BATE CE Z UBUSIEM. czytaj: mama, choć, daj parówki, na talerzyku z Kubusiem i herbatę chcę w kubku z Kubusiem. jasne jak słońce. OBIMY BATĘ! to chyba ulubiona fraza z kuchni ;)
IDZIMY DO BUBY POCIOG, albo BUSIEM..... jedziemy do Grubej pociagiem, tudzież autobusem jak ostatnio.
jak nie śpi, to mu sie buzia nie zamyka ;) O! NA OWEL IDZIMY!!!! IDZIMY??? IDZIMY??? IDZIMY? DO BANKU? DO PALKU? DO DZICI??? ISIOWAĆ???
pytam sie czy idziemy myć zęby, słyszę: NIE, NIE CIE MYĆ ZIMBY, NIE CIE!!!!!!! a spać pójdziesz??? PAĆ NIE CIE!!!!!!!! wiele wykrzykników by tu się zdało, hałaśliwy syn się robi...
ostatnio zagustował w brzoskwiniach, morelach i nemtarynkach ;) MAMA, INKĘ DAJ... albo mamrocze: NETAINKA... BOFINIA... OLELA....
lodówka oblepiona różnymi magnesami: a to robaki, a to litery, ato znowu co innego.... Mati, co to jest??? OBAK, DZIOWNICA, OTYLEK, FADLAT... MAMA, CIO TO??? to Synku liteki odpowiadam. A!!! ITELKI. układam z nich słowo i mówię, co to. Młody łapie SOWO, SOWO... a ja musze cierpliwie tłumaczyć, ze z sową bezpośrednio, to ma niewiele wspólnego ;)
wiele jest takich kwiatków, tylko ja nie potrafię zapamiętać.....
ot, i tyle ;)

Komentarzy: 1 (Komentarze)


wieczór magiczny: Apocalyptica....
2008-07-28 10:59
 właściwie nie wiem co ważniejsze w tej notce będzie...
więc po pierwsze: wczoraj Młody zaliczył swój pierwszy w życiu koncert i to od razu taki. chyba tego nie doceni, raczej średnio zadowolony był już pod koniec. w końcu trzy godziny u ojca na barkach, bez biegania, to najwyraźniej czas stracony. jeden plus  - nie tylko my mieliśmy taki pomysł by zabrać dziecko na Apocalypticę ;) ogólnie obecność dzieci wywoływała dużo uśmiechów ;)  jak wiadomo świt jest mały i zamiast jakichś znajomych z Wawy spotkaliśmy znajomych z Łowicza ;) co prawda udało nam się dotrzymać tylko do 22, czyli tylko pół godziny głównej atrakcji wieczoru, ale jednak. warto było czekać, ale i szkoda nam było wychodzić. ot tak. następnym razem jednak kupimy bilety i pójdziemy we dwoje. jak na razie wyprawy na wieczorne imprezy nie są do końca trafne. Młodemu brak cierpliwości ; a w domu pewnie szalałby do 23..... ot i tak: koncert magiczny, mocny, żywiołowy.....  po fakcie uznaliśmy, że wieksze wrażenie było by, gdyby panowie dostali miejsce na dachu ;) cztery trony, dla czterech królów smyczka i jedna poteżna bateria dodajaca ciężkosci.....  i te smyki.... cudowny kontakt z publicznością.... Młody brał dość czynny udział piszcząc i klaszcząc, no i próbując machać głową. kosmos ;)
druga rzecz, że koncert odbył się nie bez powodu. tak oto rozpoczęły się obchody 64 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. razem z marudzącym Mateuszem ulokowaliśmy się na przystanku tramwajowym. stało już sporo ludzi. stała kobieta z albumem zdjeć z Powstania. i nagle jak spod ziemi zjawia się starszy pan i zaczyna opowiadać o tych zdjeciach i o tym co się działo wtedy..... atmosfera taka jakaś cieplejsza na tym przystanku.... co ten czlowiek pamięta? co ma w sercu? czas pomyśleć o tych, którzy walczyli o to, zebyśmy my mogli żyć i cieszyc sie tym życiem. naszą wolnością, młodością, naszymi dziećmi i naszymi bliskimi i tym co mamy........ i czas docenić warszawską Starówkę......
miłego..........
p.s. jest i dokumentacja, ale słaba, bo foty robiłam z telefonu i z ostrością marnie, wszak staliśmy daleko od sceny. lepiej chyba wyszedł film....

Komentarzy: 0 (Komentarze)


doniesienia z placu boju....
2008-07-27 15:18
 nie piszę bo już, jakoś tak mi się wydaje, ze powoli trza zamykać kramik.... opatrzyło się, znudziło. jedyny argument za, to wciaż galopujaca skleroza..... nie piszę, bo zajeta jestem, sweter robię i odkryłam najnowszy koncert jednej z moich ulubionych kapel ;) tym razem i Młody podziela moje fascynacje podrygując obok. albo porywam Go do tańca i uskutecznaimy taniec wyczynowy z różnymi co bardziej wymyślnymi figurami akrobatycznymi ; ) i kiedy to ja już mam dosć i lewo zipie słyszę: JECIE MAMA, JECIE. chcąc nie chcąc muszę... lecimy dlej..
niedziela leniwa calkiem, pogoda tak dopisuje, ze skrajnosci w skrajnosć, durne to lato, burze już nieco oswoiliśmy, ale w domu mus siedzieć, bo temperatury takie, ze szału dostać można. upał, bo nie leje. rozpuszczamy się na dworze i nikomu ani w głowie człapać do parku w atki upał. u Zoski akurat sie udało. pogoda ładna, trochę chmur dla załapania oddechu i kilka półgodzinnych spacerów. u Zośki zieleń bujna aż krzyczy. Młody w swoim żywiole biega i piszczy z radosci, albo Grubej patyki rzuca. Gruba ledwie zipie, albo przeciąga mnie po wszelkich krzakach. byle nie w osty. Młody zafascynowany, babka gdacze, a Zaraz buja sie po krzakach i poluje z aparatem na robactwo wszelkie. na razie z nienajgorszym efektem.
ostatnio z pożytkiem dla rodziny z jakimś uporem maniaka zabrałam sie za pieczenie. ciasto czekoladowe prawie doprowadziło mnie do łez. po godzinie pieczenia w srodku zostało surowe. na pierwszy rzut oka. załamka.ale uratowałam. teraz w kuchni eksperyment z udziałem Zaraza. na czekoladowe rzucili się wszyscy, łącznie z Młodym. o dziwo. chociaż On, to ostatnio fazę na takie z galaretką ma. oj wcina aż mu się uczy trzęsą, bardziej niż sama galaretka ;)
zaczęłam też wysyłać facetów razem na spacery. oprócz wspólnych wycieczek do parku i place zabaw należy mi się czas na inne pierdoły ;) znaczy sie na sprzątanie. Matek zaczyna wreszcie co nieco jarzyc w tej materii i proszę bardzo. mamy pierwsze sukcesy. mam się czym pochwalić. któegoś wieczora sam posprzątał swoje zabawki. znaczy się sam wrzucił wszystko do kosza. trochę w formie zabawy, trochę na poważnie. kurcze, poczułam się dumna jak paw ;) poza tym nadal przerabia klocki i kręgle ;) jakoś powoli wszystko ogarniamy i wiele rzeczy staje się prostszych. w czwartek postanowiłam rozmrozić zamrażarkę i wymyć lodówkę. chłopaki poszli zapisać nas do dentysty. finał był taki, ze kiedy już wszystko było piękne i czyste, z lodówki jakimś cudem wyskoczył koncentrat barszczu czerownego.... ręce mi opadły poprostu....  a Młody ciekawy wybitnie tego co w kuchni, siłą trza wyciągać. średnio ciekawie..... w piątek w okolicach południa wywaliłam Młodego z dziadkiem na rower, zostało mi mycie okien. Młody nie protestował, i korzyść taka, ze na plecy mi nie wchodził. niestety na okno się pcha i aż strach. strach też na balkon, bo u babki sam próbuje nam uciekać na balkon.
guzy i siniaki to nadal norma. niestety wczoraj do kolekcji doszedł siniak i zadrapanie pod okiem. dziecie się zbuntowało i próbowało rzucać się na ziemię z takim oto efektem. z ciekawszycg rzeczy to nadal to, że gada. ale to gada jak nakręcony, chyba  że ktoś nowy czy obcy, wtedy potrafi się zawstydzić i koniec gadki.
a co poza tym? pewnie jak już zamknę tą notkę, to mi sie tysiac rzeczy przypomni ;)
a! wczoraj wieczorem T. pyta Młodego: lubisz mnie? Młody kręci głową i mówi: nie.... a mamę lubisz??? yhm słychać w odpowiedzi i mały artysta z dość wymowną miną tuli się do mnie ;) aparat z dziecia jest, niezmiennie i nadal. nadal mamy też bitwy morskie, bo Młody moczy kuper w wannie nieraz i 3 razy dziennie i próbuje pic wode prosto z prysznica. łazienka nieraz pływa.
a dzis w popołudniowych planach mieliśmy wyprawę na koncert Apocalyptiki. najpierw myśleliśmy, ze dziecia zabierzemy, potem dotarło do nas, ze przecież bedą tam dzikie tłumy, a teraz to już sami nie wiemy, czy sens się tam dobijać... jak Młody będzie starszy, to zabierzemy go, o ile sam bedzie chciał ;) z dużym prawdopodobieństwam ;)
no i to na tyle chyba.....
i pewnie wrzucę jakieś fotki ;)
miłego ;)

Komentarzy: 2 (Komentarze)


gadu gadu............
2008-07-21 12:54
 zimno i pada, zimno i pada, co tam pada, leje....
czyli siedzimy w domu.
jak troche przestanie, to popołudniu pójdziemy na spacer.
po dwóch dniach zalegania w łóżku wczoraj już nie wytrzymałam i wieczorem poszliśmy na spacer. Młody poszalał w parku, pobaił sie z dziećmi, pobiegał, poskakał..... wszystko fajnie, tylko jest mały problem, bo Młody zabiera dzieciom zabawki i ani mysli oddać. za to jego rzeczy są niedotykalne dla innych dzieci. kropka, żadnych tłumaczeń dzieć nie przyjmuje, troche wstyd ;)
poza tym od trzech dni apogeum zainteresowania przechodzą klocki. niemal od rana do nocy: MAMA, OĆ, BUDUJEMY ;)  chyba największe wyzwanie stanowi klockowa wieża, co to naokrągło wzrasta, by zaraz lec w gruzach. wtedy Młody zły......
Młody ma etap: strzelam focha.... oj.... słyszę coś w rodzaju: GRRRRRRRR, MOJA BIBA, co znaczy: moja ryba. a ja właśnie zrobiłąm sobie z Nemo podgłówek. Młody oburzony zabiera BIBĘ, zakłada rękę na rękę i idzie sobie z obrażoną miną ;) poza tym, tyle w głowie, ale gdzieś głęboko, najlepiej było by pisać na bierząco, ale czasu co raz mniej.....
tymczasem: miłego tygodnia......

Komentarzy: 3 (Komentarze)


nocne matki wywody.....
2008-07-18 22:17
powinnam obrazić się na amen na Smyki, bo napisałam notkę i mi ja zeżarło, jakieś dwa dni temu.....
ale czas coś naklikać.
dopadło mnie, połamało konkretnie i chyba zmierza ku uziemieniu, chociaż prochy łykam. Tomka też. wywiało nas okrutnie we wtorek na lotnisku. a tak, strzeliło do łba wybrać się pooglądać samoloty w jakąś paskudną pogodę. Młody jako jedyny, może dlatego, że wiatr Go nie dosięgnął, cały zdrowy i szalejący. szalał też na lotnisku  ;) co chwila słyszałam : MAMA!!! TOLOT, TOLOT!!!! PAĆ!!!!!!!! TOLOT!!!! wrażenie chyba na nim zrobiły skrzydlate maszyny, niemniejsze niż na mnie.  niemniej jednak, zanim dotarliśmy na lotnisko, to T. zafundował nam ponad godzinny spacer Aleją Krakowską, potem całą 17 Stycznia, bo miało być krótko. a ja durna dałam się podejść.... Młody podróżował piechotą, biegiem i na rękach u tatusia.... w drodze okazało sie też, że przydało by się zakupić zwykłą kredę. spodobało się mazanie po chodnikach zwykłą kredką, kórą ja znalazłam w kieszeni kurtki. na samym lotnisku zaś, okazało się, że wyjątkowo z T. dzwonimy i że jesteśmy dość kłopotliwi dla ochrony. stanęło na tym, ze T. ma blachy w kowbojkach, a u mnie dzwonią guziki w skórzanej kurtce.
wyprawa skończyła się na tym, że w drodze powrotnej, na drugim przystanku 175 Matek zasnął.... potem T. przenosił go do tramwaju. w domu szybkie mleko i Matek spał do rana....
w środę nie zdarzyło się nic specjalnego, tylko dziadki wrócili.......
w czwartek zapakowałam Młodego do wózka i wio do ZOO. i tu musze uznać wyzszosć podróżowania bez balastu nad wyprawami z wózkiem. szybko się przyzwyczaiłam do spacerów za rączkę. chociaż i z wózka Młody potrafi prysnąć.
potem jeszcze po zakupy. po to był mi wózek, zeby nie targać toreb ;) a popołudniu, gdy T. wrócił do domu poszliśmy do parku, tam balowaliśmy prawie do 21....
a dziś..... normalnie masakra. cały dzień w domu, prochy, ale wyłążenie z łóżka nie wchodziło w grę. dobrze, ze miałam zabunkrowane książeczki z nalepkami. bawiliśmy się całkiem dobrze, Młody bystry jest, więc szło prędko ;) potem powyżywał się na dziadkach......
poza tym reszta w normie, Matek rozlewa wodę gdzie popadnie, rozwala moje kremy, jak tylko uda mu sie do czegoś dorwać.
i to chyba na tyle...
spokojnej....

Komentarzy: 3 (Komentarze)


dokumentacja techniczna do poprzedniej notki ;)
2008-07-14 20:45
 trochę fot....





















Komentarzy: 5 (Komentarze)


gadu gadu............
2008-07-14 15:19
 wszystko dzisiaj jakieś nie takie, jak by było potrzeba.
może przez te nocne szaleństwo na niebie....
co się dziś działo..... krążyło i krążyło, mruczało, czasem było nad nami, czasem wracało nad Wisłę, no i lało. a dziś zimno i jakoś podle. człowiek też sie podle czuje, i ten mały też nienajlepiej.
pojawił się problem strachu. moje dotąd nieustraszone dziecię jak tylko usłyszy głośniejszy grzmot, to od razu w ryk i najchętniej gdzieś by się w jakimś kącie zaszyło. nie pomaga nic. hysteryja prawie, cały potem zlany. niewiele pomaga tulenie, tłumaczenie: BOJE SIĘ BUZI i juz.... koniec,kropka, nie ma przebacz. najlepiej wtedy zapalić światło w pokoju, włączyć jakąś muzykę, zeby zagłuszało i tłumaczyć bez końca.
w gadkach szmatkach też nastąpił poważny przełom, ot tak z godziny na godzinę. poprostu w piątek popołudniu Matek wstałi zaczął prowadzić ze mną rozmowę. oczywiscie taką w zakresie mozliwości językowych dwulatka, ale i tak szok.
do tego doszło nowe zainteresowanie, mianowicie klocki. Młody ustawia, przewraca, woła mnie: MAMA!!! OĆ TU, SIADAJ!!! KOCKI BUDUJEMY, OCIOG BUDUJEMY.....
również na tapecie spowrotem Lumpek  i Kubuś. i niech mnie, ale Mlody zna bajkę na pamięć, a ulubionym chyba zdaniem, jest okrzyk Prosiaczka. GDZIE DOOOOM???? słyszę do wtóru ;) inne co łatwiejsze dialogi też Matek powtarza z bohaterami.... a mnie zatyka z wrażenia.
w końcu znalazłam wene i zwięłam się za robótki na drutach. właśnie sobie sweter robię, a Mateusza bardzo korcą i druty i kolorowe kłębki. te chyba bardziej niż druty, no bo PIKI!! MAMA, PIKI!!!!! ja mu dam piłki ;)
moje pudełko ze świecidełkami też jest bardzo interesujące, gorszy od sroki ;)
w piątek wieczorem naszło nas na pizzę, więc zabraliśmy sie do pracy. Mati oczywiscie pomóc musiał, zagladał wszędzie i cie mógł sie PICI doczekać. mieliśmy więc pizzę we wszystkich mozliwych odmianach, z różnym akcentem i w różnej tonacji ;) Młody zjadł całkiem sporo, a rano jak tylko oczy otworzył, to stwierdził: PICIĘ CIĘ ;)
w sobotę T. zabrał Młodego na spacer. wylądowali nad Wisłą, pod mostem. normalnie kiedys zawału dostanę z nimi dwoma i ich pomysłami..... ja wylądowałam w łazience przy pralce.....
wczoraj do południa nawiedziła nas babcia Zosia. chyba celowo, bo zna moje zdolności kucharskie a raczej ich poważny brak i wsparła nas obiadem. przynajmniej głodować nie będziemy inaczej to tylko kanapki i omlety. babcia oczywiście była zdecydowanie za krótko, Młody nie zdążył się nacieszyć. babcia przyniosła ciasto z kremem i truskawkami i galaretką. nie ma co, kto zjadł calutką galaretkę??? Młody. wieczorem zaś Matek polował na balony z gumy balonowej, nie muszę mówić ile jej mialam na twarzy....
dziś w okolicy południa nawiedziła nas ekipa ze Starogardu, było bardzo przyjemnie, ogólnie. poza tym Młody z braku częstszego towarzystwa nie bardzo umie się dzielić swoją własnością..... pomimo drobnych zgrzytów Młody zachwycony wyraźnie Rafałem, bo starszy ;) w ruch poszły klocki, młotki i nne takie skarby z kosza... a potem padł sam bez zachęcania zbytniego i odsypia.
ot i tyle.
później nieco dokumentacji foto....
miłego...

Komentarzy: 3 (Komentarze)


nocne matki wywody.....
2008-07-08 23:01
postanowiłam, że przynajmniej raz na dwa dni będę coś zapisywać, inaczej potem wszystko wylatuje mi z głowy i nie ma o czym gadać.
pogoda nadal daje sie we znaki, teść też....
dziś dla odmiany odwiedziła nas Weronika.
taki dzień był zaziewany, ale Młodego nic nie rusza. na widok ciotki fioła dostał i ani myślał iść spać. w końcu po godzinie podchodów udało się. tyle, że też nie na długo. widać jak najbardziej, że Mati towarzyski jest. co zabwniejsze, zastanawiamy się skąd mu sie WUJEK wziął, bo CIOCIA to zrozumiałe, same ciotki do tej pory. wujek był bytem jak dotąd nieobecnym, zdarzał sie naprawdę przypadkowo. więc Młody chyba ma radochę: w sobotę jak najbardziej właściwie zwracał sie do Azji WUJEK, wczoraj do Daniela.... ale skąd mu się to wzięło? sam z siebie pewnie nie, ale łapie chłopak w lot. za to CIOCIA dzisiaj jak najbardziej ;)
Tomek za to odkrywał dzisiaj uroki spokojnego popołudnia po pracy. ja za to po roku tej pracy na zmiany odzwyczaiłam się od jego obecności w domu w godzinach popołudniowo - wieczornych. może i śmiesznie to brzmi, ale znów się musimy jakoś dograć. Młody też jakoś nie łapie, że tata w domu i że coś się zmieniło.....
sprawa naszej wyprowadzki..... Tomek mówi o mnie marzycielka, ja o nim przyziemny burak. ja choduje swoje skrzydła, a on próbuje ściągać mnie na ziemie. sprawy poprzedzające ciągną sie w nieskończoność, mam nadzieję, że do końca przyszłego roku będziemy już na swoim. z tym całym bałaganem wiąże sie sprawa przedszkola dla Mateusza. no właśnie, wakacje, do akcji: dobić się do przedszkola, albo liczyć na cud jeszcze nieco czasu zostało. ale co robić? co będzie za rok? gdzie zapisać dziecko? i czy mamy w ogóle szanse na to, ze przyjmą Mateusza tam, gdzie będzie nam najbardziej pasowało. takie kretyńskie czasy nastały, że o przedszkole ciężko. paranoja..... no właśnie: gdzie? bo jak w końcu uda nam się zrealizować plan z przeprowadzką, to czy przyjdzie mi wozić Mateusza przez pół miasta? szkoda mi by go było. o prywatnych placówkach narazie nawet nie myślę.... polityka prorodzinna.....
no dobra, mniejsza....
a poza tym pewne sprawy mogły by sie rozwiazywać szybciej, było by o wiele łatwiej.....
wracając do dnia dzisiejszego: wylądowaliśmy na Dworcu Wschodnim w celach pokazowych ;) Matek oszalał! pociągi tu i tam, mnóstwo ludzi.... Mati nie miał zamiaru wracać do domu, był zafascynowany tym co widział, nawet próbował załapać sie na gapę ;)  dobrze, ze powstrzymywałyśmy go obie z Weroniką ;) przy wyjściu płacz był okrutny. potem w sklepie Matek dał czadu w sklepie, próbował targać koszyk. na przystanku autobusowym zaś dostał kręćka i chyba jakiegoś przypływu energii. skakał, kręcił się w kółko, tańczył i śmiał się. skad on ma w sobie tyle energii???? ja nie mam pojęcia. ja po takim dniu jestem wykończona, a on stanowi źródło niewyczerpanej energii.
i tyle na dzisiaj......
spokojnej nocy.

Komentarzy: 2 (Komentarze)


przydało by się dobrze wyspać.........
2008-07-07 23:36
najchętniej to bym się zakopała gdzies w jakiejś norze i przespała to, co wyprowadza mnie  z równowagi.
pogoda zmienna i w kratkę od kilku dni, i chyba wszyscy już to odczuwamy. ja chodzę jakaś podminowana, Matek szaleje znów mocno, ze spaniem też ciężko. mnie jest ciężko wstać, za to on ranny ptaszek, razem ze słońcem. dwadzieścia po szóstej już urzęduje u dziadków. ja nieprzytomna. potem w ciągu dnia Młody zasypia albo po wielkiej awanturze, albo ot tak sobie, na podłodze..... dziś dla przykłądu padł na całe trzy godziny i oczywiscie szalał do 22. jakoś się nie zgrywamy z tym spaniem ;)
czy tak czy siak, mimo, że pada przelotnie niemal od czwartku z niewielkimi przerwami, nie da się w domu wytrzymać. w niedzielę dokonałam zakupu. właściwie to Młody sam dokonał wyboru, cieżko było odebrać, poprostu kolejna awantura w sklepie. stanęło na tym, że kupiliśmy czerwone kalosze z piratami. Mati ani myślał sie z nich rozebrać. koniec i kropka. dziś natomiast kalosze przeszły chrzest bojowy w kałużach na Bankowym. udało nam się w końcu doprowadzić do finału sprawę tajemniczej przesyłki. no prawie. bo tajemniczą zawartośc dosć kłopotliwej paczki stanowił pierścionek zaręczynowy od mojego najlepszego kumpla dla jego dziewczyny..... wybitnie romantyczny był plan ściągnięcia pierścionka ze Stanów..... wrrrrrrrrrrrr..... czy skończył zgodnie z przeznaczeniem pewnie dowiemy się z rana... i kto wie, może za jakis czas potupiemy na weselu ;)
Matek w tym czasie tupał w kałużach i nasiąkał deszczem, bo kaptur był beee.....
dom wariatów....
w środę dziadki wyjeżdżają, więc bedzie jakieś dwa tygodnie świętego spokoju, przynajmniej od teścia i jego humorów.....
już się nie mogę doczekać.
jeśli pogoda nie pokrzyżuje nam planów, to dla urozmaicenia życia dwulatka wybieramy się na lotnisko oglądać samoloty......
tymczasem ja sama odlecę w krainę snów....
spokojnej......


Komentarzy: 1 (Komentarze)


nie mam talentu do wymyślania tematów.........
2008-07-05 15:07
biorąc pod uwagę, że troche sie ostatnio dzieje, czasu brak.
dziś dla przykładu Mati poszedł z tatą na spacer i wrócił przemoczony, bo na sam koniec wparował w sam środek kałuży. Mati przemoczony do suchej nitki, chłopaki misję zawalili, bo mieli kupić kalosze.... nawet pelerynę im dałam..... koniec, kropka.
wczoraj też, przed południem wylądowaliśmy w Ogrodzie Saskim, i wróciliśmy przed samym deszczem i burzą...
burze, właśnie, Matek najwyraźniej boi się. jak tylko usłyszy grzmot, to jazda do kącika, z płaczem prawie. w czasie popołudniowej burzy dałam dziecku parasol i jakoś udało m i sie przetłumaczyć, ze burza nie taka straszna. do końca grzmotów pozostał w łóżeczku, pod kołderką i parasolem.
w czwartek zaś dzień spędziliśmy w Zielonce. Mati po raz pierwszy podróżował autokarem, nie pociągiem. najwyraźniej było to dla niego spore przeżycie, bo nos wlepił w szybę. myślałam, że trudniej będzie podróżować bez wózka. okazuje się, ze jest dużo przyjemniej. Mati coś zawsze z sobą taszczy: a to psa, a to misia, a ja zamieniłam torbę na ramię na plecak...
u babci dzieć pokazał co umie, mały szantażysta, wykorzystywał obecnosć babci po maxie.
w srodę popołudniu, jak tylko Matek wstał i trochę się ogarnęliśmy, urządziliśmy sobie rajd po Wawie, a właściwie centrum ;) bo na Bankowym Matek stwierdził, że nie wysiada i musieliśmy dojechać do Pl. Zawiszy, tam przesiadka i do centrum. z centrum do Pl. Konstytucji i do Tomka do pracy. Matek jak zobaczył Tomka, po dwóch dniach niewidzenia taty narobił sporego rabanu. zwłaszcza, gdy czas było się pożegnać, trzeba było Młodego podstępem zabierać. taka to tęsknota. przez cały tydzień pytał gdzie Tata, i mówił, że JEDZIEMY DO TATY. oczywiście takie podróże najwyraźniej są sporą atrakcją dla Matka. tymczasem jeszcze we wtorek mieliśmy niespodziewanych gości, bo przyjechała chrzestna Mateusza z mężem i synkiem. chłopcy nawet nawet ;) Młody poczuł się jak gospodarz domu ;) z Szymonem trochę trudniej było, bo nie wyspany był, ale jakoś poszło. Matek dostał dmuchaną żabę a Szymon delfina i było zgodnie;)
muszę sie jeszcze pochwalić postępami nocnikowymi. efektu co prawda nadal brak, ale Matek potrafi posiedzieć na tronie jakieś kilka minut co można chyba poczytać sobie za jakiś sukces.
do tego pyskaty się robi co raz bardziej, z dnia na dzień gada co raz więcej. nie wiem skąd mu się to wzięło, ale za miast dzień dobry, to on do wszystkich krzyczy: SIE MA!!! potrafi isę też zawstydzić, ale to nieczęste. potrafi też sceny zrobić w sklepie, ze chce IZIAKA!!! o to w domu toczymy wojny.....
Tomek natomiast na nowo poluje na muchy i inne, bo do kolekcji rosiczek doszła muchołówka. jak nas znowu cos zacznie żreć, to w szafce na taką okazję lakier do włosów stoi. bedziemy pacyfikować.
poza tym jakos niespokojnie, coś wisi w powietrzu. co prawda T. z nowej pracy bardzo zadowolony, w starej szef potraktował go niefajnie, ale jakoś do przodu. trochę nerwówy było też z powodu Polki ;) pewnie za jakieś kilka dni zobaczymy to Cudo ;)
pogoda w kratkę: raz słońce, raz deszcz, ale tak samo w życiu bywa ;)
tym samym: miłego weekendu ;)
idziemy ululać młodego ;)

a na deser.....




CREDITS: tło: solid_grey, out of this world paper pack by ziggle designs - modyfikowany;
pióra: thaliris_springoflove-el115, spring of love by Thalis - modyfikowany;
liście: ABCDelf_element4, Fan_DigitalCrea_partie1 by Digital-Crea;
serce: Fan_DigitalCrea_partie1, MichelleColeman_WildSorbet;
alfabet: alpha rose,in summertime by fanette design;
koło: deco_by_digiscrap_ch (3), 15decoglitters_by_digiscrap_ch;
zaczepka: karine_freebiejuin_element8, Fan_DigitalCrea_partie4 by Digital-Crea;
motyl: mimilou-élément5, Fan_DigitalCrea_partie4 by Digital-Crea;
ramka: karine_freebiejuin_element7, Fan_DigitalCrea_partie4 by Digital-Crea;
skrzydła: wings_bihan, autor nieznany;
glitter: element24, le maga kit crepuscule by Digiscrapcoco, forum mimi scrap digital;
brilliants, Magic background and elements by NatashaNaSt(2)- modyfikowane;
wstążka: zpearn-hautespring-ep-ribbon-gingham-pink, zpearn-hautespring-preview by zoe pearn;


Komentarzy: 1 (Komentarze)



[1] [2] »


Moją stronę odwiedziło 157010 gości.

* - BUNIA GRUNIA :)

* - WIOLUŚ I JULUŚ ;)

!!!!!!!!!! - !!!! RATUJ MALUCHY!!!!!!!

* - * FOTY

* - * KSIĘGA GOŚCI

* - * MY

* - * OGŁOSZENIA

* - *BLOG

* - ALA

* - bardzo dzielny MICHAŁEK

* TO TEŻ LUBIMY OGLĄDAĆ :) - BLANKA

* - BRY I BUBU

* - CHłOPAKI STELLKI, CZYLI KAJTKOWE PRZYGODY I KACPERKOWE TEż ;)

* - DUŚKA I MAJA

* - GOCHA I NIKA

* - http://www.polskieserce.pl/

* - JASIEK

* - KACPEREK AGNIESZKI

* - KUBUŚ

* - MALUSZKI

* - MATI POKOCH Ł TEŻ LUMPKA ;)

* - MATTI

* - MIŁOSZ I KADM ;)

* - MINI MINI - z malucha zrobi zucha ;)

* - nakarm głodny brzuszek

* - NIKUŚ MONIKI

* - OLIWIEREK

* - patch adams i szpital \"zdrówko\"

* - PATKA & STEJSI

* - Pierwszy smykowy kumpel ;) czyli ALUSIE :)

* - POSADŹ DRZEWO!!!!

* - POSZUKIWACZE BIESZCZADZKICH ANIOłóW

* - SMYKI

* - TOBIASZ WAWRZYńCOWY

* ULUBIONA BAJKA MATEUSZA :) - TOMEK I PRZYJACIELE

* - TYMON - synek Mab i Keyffa



2007-08-01
Pierwszy rysunek.... ciekawe tylko czemu właśnie na ścianie?

2007-07-24
14 miesięcy

2007-06-24
13 miesięcy Niebieskookiego

2007-06-21
Rok na Smykach

2007-05-31
Szczepienie niespodzianka: odra, świnka i różyczka

2007-05-24
Mateusz skończył rok

2007-05-21
Obie górne dwójki

2007-05-12
Wyprawa do Dęblina

2007-05-10
Nadawał: Tatatatata przez pół godziny i na tym sie tatowanie skończyło ;)

2007-05-03
Spacer o 6::30 rano????

2007-04-26
Pierwsza impreza w Bolku...... Teraz to sie zaczyna za młodu ;)

2007-04-24
11 miesięcy

2007-04-12
Kupiliśmy pierwsze butki

2007-04-08
Pierwsza Wielkanoc Mateusza

2007-04-04
Wyszły dwie dolne dwójki

2007-03-24
10 miesięcy

2007-02-24
9 miesięcy

2007-01-24
8 miesięcy

2007-01-20
Wyszła w końcu lewa górna jedynka... prawa tuż tuż ;)

2007-01-12
już... już .... już.... prawie sam siedzę ;)

2006-12-31
Mati przymierzył się do raczkowania i coś dziwnego mu z tego wyszło ;)

2006-12-31
pierwszy Sylwester

2006-12-24
7 miesięcy i pierwsze swięta

2006-11-18
Mati ma 2 zęby!!!! Dwie dolne jedynki. A co się trzeba nagimnastykować, coby te dwie perełki dojrzec ;)

2006-11-12
Chrzest Mateusza: Wypędzaliśmy diabołka, chociaż chyba go tam nie było ;) Chrzestnymi zostali Ania i Piotrek ;)

2006-09-24
Skończyłem 4 miesiące i przekręcam się z pleców na brzuch!!!!

2006-09-24
Pierwszy raz byłem z rodzicami w Łazienkach Królewskich

2006-09-23
spróbowałem soczku jabłkowo - marchwiowego, ale niezbyt mi smakowało

2006-09-22
imieniny tatusia

2006-09-21
Wizyta u ortopedy. Dostałem skierowanie na rehabilitację. Mam kręcz szyi

2006-09-21
Czekam na moje pierwsze imieniny

2006-09-16
urodziny taty

2006-09-16
pierwszy raz jadłem jabłko!!!!

2006-09-05
Drugie, kontrolne badanie USG bioderek. Skierowanie do ortopedy z podejrzeniem kręczu szyi :(

2006-08-24
imieniny mamusi

2006-08-24
Skończyłem 3 miesiące!!!!

2006-08-17
Drugie kłucie ( PENTAXIM )

2006-08-02
Początek wojny butelkowej

2006-07-29
Oficjalny koniec afery pępkowej :)

2006-07-24
Skończyłem 2 miesiące!!!!

2006-07-18
Dostałem PESEL :)

2006-07-07
Początek afery pępkowej

2006-07-06
Pierwsze kłucie

2006-07-01
Pierwsz poważna wyprawa Mateusza do Łowicza

2006-06-24
Skończyłem miesiąc!!!!

2006-06-23
Pierwszy Dzień Taty

2006-06-21
Badanie USG bioderek w szpitalu Dzieciątka Jazus

2006-06-21
Ruszył www.matiniebieskieoko.mlody.pl

2006-06-09
Odpadł mi pępol

2006-06-02
Pierwszy spacer ( przespałem w całości )

2006-06-01
Pierwszy Dzień Dziecka

2006-05-27
Wróciliśmy z mamą do domu ;)

2006-05-26
Pierwszy Dzień Matki

2006-05-24
Pierwszy raz zaszczyciłem ten świat spojrzeniem moich niebieskich oczu :)



2008-03-07
Mati skrócił sobie Mamam Mirabel na MAMA BEL :) CITAJ znaczy czytaj

2008-03-07
AŁA BUBA, tak mówi na psa babci Zosi

2008-03-07
TANTIN Franklin, EMO Elmo, ENI Erni, BEJT Bert, ODZO Odżo, TELEK Trelek, EDET Edek,

2008-03-07
KAZIŚ tak mówi na dziadka Kazika

2008-03-07
MININA - Malina

2008-03-07
DESC deszcz, LIST liść

2008-03-07
DUM DUM auto, samochód, UTU pociąg, TATOJ - traktor

2008-03-07
IDZIŚ widzisz?

2008-03-07
MAMA SIO ;]

2008-03-07
TU tak woła do siebie

2008-03-07
liczebnik DWA używa w odpowiednim kontekście

2008-03-07
CICI, AŁA, BIII, MUUU, BEE, MEE, CHRR, KIC KIC, PUM - słoń, TOT kot, WILT wilk, ADA koń

2008-03-07
CAPA - czapa

2008-03-07
BAJA bajka, PAN pan,

2008-03-07
PICIU, MNIAM, PAPU, JEŚĆ, DAĆ, DAJ, MóJ, TY, TAM, CZEŚĆ, PIES

2007-05-13
Matejko prycha na kota ;)

2007-05-12
Młody mówi BACH! gdy upada