JESTEŚMY JUŻ W CZWÓRKĘ !!!

Wejdź na http://www.mojecuda.smyki.pl

http://www.mojecuda.smyki.pl

Odwiedziło nas
131057 osób

 

Numer GG mojej mamusi: 6295320




DAWNO, DAWNO TEMU ...

2008: grudzien 2008 listopad 2008 październik 2008
wrzesień 2008 sierpień 2008 lipiec 2008 czerwiec 2008
maj 2008 kwiecień 2008 marzec 2008 luty 2008 styczeń 2008

2007: grudzień 2007 listopad 2007 październik 2007
wrzesień 2007 sierpień 2007 lipiec 2007 czerwiec 2007
maj 2007 kwiecień 2007 marzec 2007 luty 2007 styczeń 2007

2006: grudzień 2006 listopad 2006 październik 2006 wrzesień 2006 sierpień 2006
lipiec 2006 czerwiec 2006 maj 2006 kwiecień 2006 marzec 2006
luty 2006 styczeń 2006

2005: grudzień 2005 listopad 2005 październik 2005

 

 

Przygotowania przedmikołajkowe, wizyta Krzysia, Kasieńka i szew

Czwartek minął nam we wspaniałej atmosferze. Tego dnia Grześ przyjmował w przedszkolu św. Mikołaja. Za wiele nie udało się z niego na temat wydusić. Mikołaj nie miał czasu by z każdym indywidualnie pogadać. Za to przyniósł wspaniałe prezenty: Hot Wheelsy dla chłopców oraz lalki dla dziewczynek, a przy tym całą furę słodyczy. Zabawka bardzo mocno przypadła do gustu Grzesiowi i w użyciu była przez cały dzień, co przy jego słabym zainterowaniu resorakami wydało nam się co najmniej zaskakujące.

Tego dnia czekała nas jeszcze jedna bardzo miła niespodzianka: wizyta Kasi i smykowego Krzysia www,krzysbuczak.smyki.pl  Nie widzieliśmy się już chyba z pół roku. Chłopaki bez problemu zasiedli do wspólnej zabawy przy zabawkach. Mamom tematy do rozmowy się nie wyczerpywały ;) Gdy przyszła pora dobranocki chłopcy wspólnie zasiedli przed ekranem telewizora. I wtedy też nadjechali obaj tatusiowie. Tata Krzysia został zaciągnięty na górę. Grzechem byłoby przerwać chłopcom ledwie zaczętą bajkę. Chwilę jeszcze miło pogawędziliśmy i wkrótce pożegnaliśmy naszych gości. Krzyś gotów był jeszcze pomagać Grzesiowi w sprzątaniu, widocznie bardzo biorąc sobie do serca lamenty Grzesia. Dzień dla naszego smyka nie dobiegł jeszcze końca. Obowiązkowo trzeba było zapoznać się z grą przyniesioną od Krzysia. Dziękujemy! Grześ był bardzo uradowany prezentem.

Piątkowy wieczór minął na przygotowaniach dla Mikołaja. Trzeba było zrobić podarunek oraz zostawić wcześniej napisany list. Uzgodniliśmy, że najlepszym podarunkiem będzie jak w poprzednim roku wizerunek świętego.


List po kilkudniowych dyskusjach został w końcu zostawiony razem z mlekiem i ciastkami na parapecie (wcześniej Grześ co rusz zmieniał zdanie czy list zostawi w przedszkolnej mikołajowej skrzynce, czy może przy łóżku). Ostatecznie parapet okazał się najbardziej widocznym miejscem. Dla pewności tego dnia Grześ zabronił zasuwać rolet. Podekscytowany snuł wizję o tym jak to mikołaj zadzwoni w nocy dzwonkami i obudzi Grzesia, a wtedy Grześ zaprosi go do salonu. Ostatecznie postanowił nie zasypiać, tylko udawać że śpi. Trzeba przyznać, że długo wytrwał w swoim postanowieniu. Około północy wciąż Grzesiu miał lekki sen ;)

Niestety muszę napisać też o tym co po piątkowej ginekologicznej kontrolnej wizycie. Szew obsunął się i szyjka diametralnie się skróciła. Oznacza to nakaz leżenia i najprawdopodobniej pobyt w szpitalu. Być może potrzebne będzie ponowne założenie szwu. Kasiulka nadal wybiega 10 dni do przodu, waży 1822g. Ja przez cztery tygodnie przytyłam tylko kilogram. Wyniki krwi poprawiły się, jod został odstawiony, skurczy niby brak, więc dlaczego wszystko się sypie? Trzymajcie kciuki, pobyt w szpitalu rozegra się na dniach ...  

Sesyjka przed wizytą, zdjęć doczekał się nareszcie i Grześ

    

    


    


Grześ:
To ósmy miesiąc?Dzidzia odwróciła się już glówką w dół?  Jak odwróci sie główką w dół to będę mógł przytulić się do jej policzka :)

Komentarzy: 27 (Komentarze)

Trudność porażki, urodziny Wiki i Marcela (02-12-2008)

Grześ ostatnimi dniami zadziwił nas podejściem do trudniejszych dla niego spraw. Proponując mu wspólne zrobienie sałatki warzywnej Grześ ku mojemu zdumieniu odmówił współpracy tłumacząc się strachem przed skaleczeniem, nie zważając na nasze zachęty i obietnicę nie stanowiącego zagrożenia noża. Dopiero widok mnie przygotowującej sałatkę spowodował, że Grześ zmienił zdanie i zasiadł z nożem do stolika. Zaangażował się tak bardzo, że gotów był kroić nawet twarde ogórki, co z tępym nożem nie należało do łatwych zadań. Udało się, warto było. Efekt pracy został skonsumowany w ekspresowym tempie.

    

Następnego dnia Grześ zasiadł do nowo zainstalowanej gry komputerowej. Kierowanie pojazdem szło mu nienajgorzej, jak na pierwsze spotkanie z grą (do tej pory Grześ bawił się jedynie w edukacyjnych programach). Jakież było nasze zdumienie gdy po pierwszej "utracie życia", Grześ mimo naszych zachęt do kolejnych prób, z płaczem kazał wyłączyć grę, twierdząc, że jest dla niego za trudna.
Podobnym przykładem jest rozmowa przy stole na temat jazdy na nartach, której to tata miałby nauczyć syna w niedalekiej przyszłości. Grześ nie był zachwycony pomysłem, na starcie twierdząc, że sobie nie poradzi.
Prawdopodobieństwo odniesienia porażki staje się dla niego ciężkie do przeskoczenia. A przecież życie nie zawsze jest łatwe i przyjemne. Nieraz trzeba się przewrócić, by w końcu podnieść się i odnieść sukces. Cóż będziemy go nadal motywować i chwalić za każdy pozytywny krok, wierząc, że nareszcie uwierzy w siebie.

Wtorek spędziliśmy na urodzinach: Marcela i Wiktorii kończących cztery lata. Grześ jadąc radował się podwójnie: przede wszystkim ciesząc się na zabawę, która miała odbyć się w sali zabaw, gdzie już dawno nie miał okazji się bawić. Dzieci od samego początku rozproszyły się na wszystkie strony, tylko tort zjadły wszystkie razem. 

    

Zdecydowanie lepiej szło z organizacją rodzicom, którzy pogadali i pośmiali się w większym gronie niż dzieci. Mimo wszystko Grześ był przeszczęśliwy z urodzin i kiedy zabawa dobiegła końca, prawie na siłę był wyciągany z małpiego gaju. Najwięcej czasu poświęcił zabawie na samochodach i w kapsule kosmicznej, do której zaciągnął również tatę.

    


***********************************************
Grześ przychodzi z przedszkola, w drzwiach wręczając mi rysunek.
Grześ: Narysowałem dla Ciebie serduszka.
Po chwili dodaje:
chcesz mi podziękować?

***********************************************
Reklamy na topie.

Rozmowa I:
Tata: Jutro podjadę do Polbanku.
Grzesiu zauważa:
Polbank - po prostu inny bank.

Rozmowa II:
Tata: Kupiłem płatki nawet nie wiedząc, że tu jest jakaś książeczka.
Grześ: Znajdź w wybranych płatkach Nestle książeczkową Kung Fu Pandę.
***********************************************

Komentarzy: 2 (Komentarze)

Słodki początek grudnia

Grudzień rozpoczęliśmy na słodko: cukierkiem czekoladowym z kalendarza adwentowego zrobionego w trakcie weekendu. Grześ po krótkim poniedziałkowym marudzeniu, kiedy tylko usłyszał o kalendarzu zerwał się na równe nogi mówiąc: "bez problemu wstałem i nie podjadłem w nocy żadnych cukierków". Przez weekend dzielnie pomagał w malowaniu, sklejaniu i przyklejaniu kieszonek z cyferkami, które sam napisał na kopertach. Za to z wielkim zniecierpliwieniem wyczekiwał taty, który obiecał zakupić mu słodkości do adwentowego kalendarza.

Słodka pobudka

    

Weekend spędziliśmy w domu. Z Grzesiem wzięliśmy się za rysowanie planów dnia. Nie ukrywam, że dziwnie mi się zrobiło gdy Grześ poinformował babcię, że nie mamy czasu dla niego przez cały tydzień. O dziwo doszliśmy do wspólnych wniosków, że wyjście na spacer, na andrzejki, czy wyjście do kina to czas poświęcony Grzesiowi. Wydawało mi się, że Grześ posiada inne zdanie na temat. Wspólne rysowanie uzmysłowiło Grzesiowi, że wcale mało czasu mu nie poświęcamy. Pilnie jednak kontroluje teraz papierowych zegarów i pyta czy aby na pewno czas wspólnej zabawy nie dobiega już końca. Trzeba jednak przyznać, że i nasz czas dzięki temu się wydłużył, w związku z tym, że Grześ nie przybiega już co minutę z zapytaniem czy prośbą, ale stara zająć się wtedy sam sobą. Ufff.

W trakcie swojego czasu Grześ odkrył nową zabawę. W Wordzie co prawda pisał już dość dawno, ale tym razem wpadł na pomysł by słowa kopiować na kartkę. Cieszył się strasznie gdy i mama i tata kulfony na kartce rozpoznali :) Dziadka kumpla oczywiście na kartkach nie zabrakło ;)

Dla niepisatych, nieczytatych: tata, blok, mama, dom, babcia, Grzesiu // lizak, kumpel dziadek

    

Przez weekend napisaliśmy również list do mikołaja, w którym znalazły się: ZygZak McQueen i King z filmu "Auta" (filmu którego nie widział, ale nasłuchał się o nim w przedszkolu), stacja kosmiczna Walle (Grzesiu, ale to drogie jest! Ale to przecież Mikołaj kupuje...), kolorowa pościel (nowa kołdra i poduszka codziennie są maltertowane przez Grzesia, tylko pościeli wciąż brak, a i rozsuwanie łóżeczka kusi) oraz klocki lego. Na więcej życzeń miejsca na kartce nie starczyło ;)

Komentarzy: 5 (Komentarze)

Tydzień z babcią, Andrzejki (28-11-2008)
Przez pięć dni babcia Ania pomagała nam w obowiązkach domowych. Po obiedzie szła do przedszkola po Grzesia, po czym razem z nim wracała spacerkiem do domu. O dziwo Grześ sam babcię do tych spacerków namawiał, odmawiając jazdy autobusem. Po przedszkolu babcia nie pozwalała nudzić się wnukowi. Cały swój wolny czas poświęcała na rakiety budowane z klocków, książeczki ze szlaczkami, literkami i liczbami, wycinanki z czasopism, plastelinowe grzybki i papierowe rybki. Grześ rozleniwił się mając babcię na każde zawołanie. Samodzielne ubranie butów nagle wzrosło do rangi problemu.

W piątkowy wieczór tata odwiózł nas na dziecięce andrzejki po czym sam odwiózł babcię na dworzec. Zabawa w klubie rozpoczęła się tańcem przy dyskotekowych światłach. Potem przyszedł czas na wróżby. Losowanie z kubeczków odsłoniło samochodzik, symbolizujący podróże. Przekłuwanie serduszka wywróżyło Grzesiowi pannę Annę za żonę, a wróżba z przekłutego balona przyszły zawód rajdowca.Najbardziej spodobał nam się klimat pomieszczenia, w którym przesiadywała czarownica wróżąca z wosku. Lany wosk wywróżył czapkę kucharską. Tak więc większość wróżb okazała się zgodna z zainteresowaniami Grzesia, bo i gotować i podróżować lubi, a kto wie, czy i żona na imię Anna nie będzie miała, skoro mama, babcia i prababcia na imię Anna mają.




Czapka kucharska ???



Andrzejki zakończyły się wspólną zabawą, w śpiącego niedźwiedzia, podczas której Grześ już na "drugiej godzinie" startował by schować się pod ławką i tańcem labado, w którym prym wiódł Grześ i jego donośny głos. Przed wyjściem zdążyliśmy się jeszcze razem z tatą powygłupiać przymierzając różnego rodzaju peruki.

Tańczymy labado ....



Perukowe wygłupy



Komentarzy: 2 (Komentarze)

Wieści z frontu
Skurcze minęły, organizm do fenoterolu jakoś się przyzwyczaił. Bite trzy dni leżałam plackiem w domu. Grześ w tym czasie zaczął pokasływać, dziwnie znajomo, krtaniowo. Dwa dni przesiedział ze mną w domu, podczas gdy tata musiał zasuwać do pracy. Na szczęście wychodzimy na prostą. Grześ pokasłuje coraz rzadziej i znów zaczął chodzić do przedszkola. Ja jutro idę na dodatkową wizytę, by stwierdzić czy skurcze nie doprowadziły do skracania się szyjki. Jutro minie 80 dni do porodu, które wyryte twardo są w mojej świadomości.

Dni mijają zdecydowanie za wolno. Ale cóż w tym dziwnego skoro z domu ciężko wyjść, a i w domu nie można nic porobić. Grzesiowy tata znów przejął wszystkie obowiązki. W poniedziałek do pomocy przyjechała babcia Ania. Grudzień zbliża się wielkimi krokami: a wraz z nim i Mikołaj i Gwiazdka. A ja nie umiem zaplanować świąt w tym roku, nie wiedząc co czeka mnie kolejnego dnia. Nawet wyjazd do sklepu stał się dla mnie problemem. Tak bardzo chciałabym radować się na te święta. A przy okazji nie spędzić ich o przysłowiowym suchym chlebie i wodzie. A przede wszystkim wciąż z Kasią pod sercem ...


Mogę przytulić się do dzidziusia? (po tym pytaniu Grześ przytula się do mojego brzucha)
Mam nadzieję, że nie ulodzi się chłopak.
Jak ja będę duży i dzidzia będzie duża to się z nią ożenię.
A wiesz dlaczego? Bo ja ją baldzo kocham.

Ech, dla takich chwil warto żyć.


Grześ z tatą w Bajkowej Bibliotece na Reksiu



Radość niewspółmierna do ilości śniegu :)



Dopisane po wizycie: szyjka 34 mm, a więc nadal się trzymamy :)
Komentarzy: 15 (Komentarze)

Fenoterol, Grześ zdolniacha

Jesteśmy na fenoterolu, niestety. W nocy z poniedziałku na wtorek zaczęły się twardnienia brzucha, które mimo ciągłego leżenia nie zamierzały następnego dnia po braniu nospy ustąpić. Ani Kasia, ani ja nie mogliśmy się do tego leku przestawić. Podbrzusze bolało, ręce mi się trzęsły, a Kasia rozbijała się z lewej strony na prawą. Teraz reakcja nie jest już tak gwałtowna, a twardnienia ustały. Jutro decydujemy co dalej. Najgorsze, że skurcze nastąpiły niespodziewanie. W dzień w którym wystąpiły siedziałam w domu i nie było szans, żebym się czymkolwiek zmęczyła.

Grześ zaskoczył nas mocno przez ostatnie dni. Do tej pory pięknie sylabizował wyrazy i rozpoznawał literki, ale nie było szans aby przetłumaczyć w jaki sposób rozpoznać na jaką literę się dany wyraz zaczyna. Żadne przeciąganie typu sssss-mok, czy aaaaa-rbuz nie docierało do jego świadomości. A może docierało, tylko potrzebował czasu aby to przetrawić? Nie wiem. W każdym bądź razie, kiedy przedwczoraj zasiadł do książeczki z literkami, niemal bezbłędnie lokalizował na jaką literkę dany wyraz się zaczyna. Odpytałam go jeszcze z kilkunastu słów i przekonałam się, że to nie był przypadek. W przedszkolu podobno tego się nie uczył .... Szczęka opadła nam niemal do ziemi, kiedy Grześ zapytał się nas przed kąpielą? A wiecie jak się pisze domy? D-O-M-Ł. No taka drobna pomyłka. Ale co tam, padliśmy z wrażenia.
Jest jeszcze jedna sprawa, angielski. Grześ pochłania słówka z dnia na dzień. Co rusz przybiega by pochwalić się nowym słówkiem, albo przepytać mnie z tych, których jeszcze nie zna. Trudno uwierzyć, że z poprzedniego przedszkola nie wyniósł ani jednego. A najważniejsze: ma z tego niesamowitą frajdę!

Komentarzy: 13 (Komentarze)

Weekend, teatrzyk, kopniak Kasi, zabawy w domu i w parku
Z piątku na sobotę dopadł mnie paskudny wirus: zgaga, ból głowy, łamanie w kościach, i straszliwy skręt kiszek. Pół nocy i pół dnia męki, a przeszło wieczorem po jednej tabletce nospy. Na szczęście Grześ się nie załapał, do południa razem z tatą wybrał się więc tradycyjnie do Bajkowej Biblioteki na przedstawienie "O jeziorze Dadaj". Jak zwykle się podobało, tylko tłumy znów były niewyobrażalne.


Chłopaki do wieczora zdani byli na swoje towarzystwo. Ja leżałam, a Kaśka fikała. Nawet udało się nagrać solidnego kopniaka od naszej córy. Wciąż nie mogę się nadziwić ile w niej siły. Czasami taki kopniak potrafi naprawdę zaboleć.


W niedzielę już razem udaliśmy się do Parku Południowego, gdzie Grześ znów mógł poszusować na rowerze. Podczas gdy mama dotleniała się na ławeczce, niezdolna do dłuższego ruchu, Grześ z tatą jeździł wokół stawu i jak to Grześ określił "salonikiem" dookoła ławek.


Drzewa w parku straciły już cały swój jesienny blask, kaczki zwykle objedzone po uszy, tym razem wygłodniałe wychodziły na brzeg, zdaje się, że to ostanie dni szaleństw na rowerze. Wystarczyła godzina, aby zrobiło się ciemno i zimno. Popołudnie spędziliśmy na grach, rysowaniu i klejeniu.

Na rysunku niebo, po lewej barak, po prawej żołnierz, a w środku kto? No kto? "To Wally się gramoli"



Grześ widząc puste rolki papieru zażyczył sobie zbudowanie walca. Cóż, w sumie chyba nie wyszło najgorzej. Chłopak w każdym razie był usatysfakjonowany wspólnym dziełem.


Komentarzy: 8 (Komentarze)

12-14 listopad

Ostatnie dni po przedszkolu spędziłam z Grzesiem samotnie w domu, tata tym razem pracował na popołudniowe zmiany. Ze względu na to, że nie najlepiej się czułam zrezygnowaliśmy w tym tygodniu z basenu. Po głowie tłucze nam się myśl, by całkowicie zrezygnować z zajęć. Powód? Grześ po tym jak trafił z powrotem pod skrzydła pani, zaczął się obijać dodając, że u pani męczyć się nie musi. Nie nurkuje, chichra się, nogami nie macha, a pani ciągnie go na makaronie przez całą długość basenu. Jednym słowem traci wszystkie umiejętności jakie do tej pory nabył. Jedynym ratunkiem męska ręka instruktora. A może nowa szkoła nauki pływania? Tym bardziej, że warunki w szkole sportowej są katastrofalne.

W przedszkolu Grześ próbuje zaimponować swoim kolegom z grupy. Jak? Trzeba oczywiście palnąć coś głupiego i sprawdzić reakcję kolegów. Albo wejść pod stół w trakcie obiadu ... Źle zachowujący się Kacper, o którym wspominałam wcześniej znalazł się w grupie pięciolatków. Co to ma wspólnego z Grzesiem? Ano Grześ też chciałby się znaleźć w grupie starszaków. Mamy nadzieję, że ten pomysł szybko mu wyparuje z głowy.

A popołudnia choć spędziliśmy w domu, to spędziliśmy je z Grzesiem bardzo miło. Skończyliśmy składanie niemal wszystkich wycinanek z książeczki. Do samochodów doszły tym razem pociągi. Muszę przyznać, że prostsze formy Grześ nauczył się składać sam. Byłam pod wrażeniem gdy z jego ręki wyszedł gotowy samochód. Zabawa składakami trwa bite dwie godziny.

M: Grzesiu i co łatwo się składa?
G: No, tlochę łatwo, ale najwięcej to ciężko :)
Grześ co rusz rozbawia mnie tego typu wypowiedziami.

Gdy leżę, a na przedpokoju pali się światło, czasami brakuje mi motywacji by wstać i zapalić światło Grzesiowi w łazience. Razu jednego postanowiłam zająć go rozmową, by pokonał strach w słabo oświetlonej łazience. Grzesiowi się spodobało. Gdy idzie do łazienki nie woła już "zapal mi światło", ale otwiera drzwi na oścież wołając: "to jak pogadamy?"

Komentarzy: 5 (Komentarze)

Wolne listopadowe dni
W niedzielę po raz pierwszy wybraliśmy się w trójkę do Parku Grabiszyńskiego. Grześ po raz kolejny musiał zrezygnować z jazdy na rowerku. Po paru dniach walki z dziurawą dętką, tym razem zawiodły zacinające się pedały. Za to atrakcją stały się wiewiórki, przemykające co rusz między drzewami.



Pierwsza konsumpcja ananasa, należała do bardzo mniamniuśnych



Poniedziałek tata spędził na pracach w domu, a my z Grzesiem wybraliśmy się do wrocławskich arkad. Celem była "Wyprawa na księżyc" w multikinie, w dodatku w trójwymiarze. Grześ nie mógł się doczekać założenia plastikowych okularów, na każdej kolejnej reklamie podpowiadając mi, że nadszedł czas, aby je włożyć ;) Za to sam fakt bliskości trójwymiarowego obrazu przyjął już bardzo naturalnie. Czasami zerkał spod okularów śmiejąc się, że widzi wtedy więcej much niż z okularami na nosie. Bajka okazała się bardzo sympatyczna. Temat też był bardzo na czasie. W ostatnich tygodniach często rozmawialiśmy i czytaliśmy o wyprawach w kosmos. Posłużyła temu encyklopedia dla dzieci oraz program dokumentalny ukazujący start rakiety oraz życie astronautów w kosmosie. Z żalem w głosie Grześ zauważył, że księżyc jest szary i ponury. Nie taki jak ten, który dziadek wymalował mu nad łóżkiem :)
Dodatkową atrakcją była wizyta w małpim gaju. Grześ cieszył się bardzo z nadarzającej się okazji. Trzeba przyznać, że nie byliśmy w nim co najmniej parę miesięcy.


Na placu zabaw i na seansie


We wtorek Święto Niepodległości postanowiliśmy uczcić udając się na paradę wyruszającą spod rynku. Tata znów został w domu, tym razem z powodu rozkładającego go grypska. Nim dotarliśmy na miejsce, Grześ zdążył zaznajomić mnie z kilkoma krasnoludkami, które poznał na przedszkolnej wycieczce. Na rynku zgromadzenie duże. Jakimś cudem udało nam się przecisnąć do pierwszego rzędu. Właściwie to Grześ się pchał, a ja tylko za nim podążałam :) Nie muszę wspominać jakiego mieliśmy farta, gdy orkiestra ustawiła się dokładnie naprzeciwko nas. Mimo, że wojsk przemaszerowało mało, to Grześ był zauroczony paradą. Uczniowie ze szkół nie byli w stanie zainteresować go na długo. Wyprawę zakończyliśmy frytkami i gotowaną kukurydzą.


Popołudnie spędziliśmy w domu. Po czterech dniach nieobecności w przedszkolu Grześ nabrał energii, którą ciężko było okiełznać. Skończyło się na karze zasypiania bez bajki, klocków za brzydkie zachowanie w pudełku też wylądowało niemało. Gorzej, że te były oddawane z uśmiechem. Czyżby kara już nie działała?

Malowanie w dużym wymiarze


***
Zabawa w ciepło-zimno z Grzesiem:
G:
Ciepło, ciepło, chłodno, ... nie ta szafa ... tata.
Komentarzy: 8 (Komentarze)

Przedszkolna wycieczka, konsultacje i wizyta kontrolna w 26 tygodniu ciąży
Wycieczka śladami krasnoludków bardzo podobała się naszemu smykowi. Przed wyjazdem dzieci zostały zaznajomione ze zdjęciami i historią każdego napotkanego krasnoludka. Największe wrażenie zrobił na Grzesiu śpioch strażnik, który zasnął na warcie i jego "wyszturchana czapeczka" (bo każdy przechodzień szturchając próbuje go obudzić). Nie wspominając o tym jakie wrażenie wywołała na nim informacja o ożywaniu krasnoludków w nocy. Grześ ten fakt podkreślał nam kilkakrotnie ;)

W piątek po południu udaliśmy się na konsultacje do Grzesiowego przedszkola. Informacja o tym, że nikt go nie lubi, jak zwykle okazała się nad wyraz przesadzona. Widocznie Grześ przeżywa tak bardzo gdy ktoś odmówi mu zabawy i brak jedynego prawdziwego przyjaciela. Plastycznie Grześ radzi sobie coraz lepiej. Jego kotek z plasteliny nie dość, że miał brzuch, głowę i ogon to jeszcze wszystkie kończyny i wąsy (co prawda grubsze od tułowia, ale nie bądźmy przesadnie wymagający). Tylko kolorowanie idzie gorzej niż w domu, bo linie mocno wykraczają ponad kontury, widocznie w przedszkolu brakuje mu do tego cierpliwości. Dowiedzieliśmy się też, że oprócz gimnastyki korekcyjnej Grześ uczęszcza na zajęcia logopedyczne.

Tego dnia udaliśmy się również na wizytę ginekologiczną. Nasza córa wymiarami odpowiada skończonemu 27 tygodniowi. Waży już 1079g. Przybiera ładnie, niestety ja też, bo łącznie przytyłam już 7kg. Pytając się o torbiel splotu naczyniowego, która widoczna była na poprzednim usg lekarz stwierdził, że nic niepokojącego w główce nie widzi, najwidoczniej torbiel ku naszej uldze się wchłonęła. Szyjka wraz z założonym szwem nadal trzyma się w granicach 3,6-4cm. Wyniki z morfologii właściwie nie zmieniają się od czterech miesięcy, glukoza w normie (tym razem nawet z jej wypiciem nie było tak źle), z hormonami tarczycy też nie jest najgorzej. Dostaliśmy tylko dodatkowe leki na pojawiające się bakterie w moczu (tym samem liczba tabletek wzrosła do osiemnastu w ciągu dnia!!!). Tak więc póki co nadal się jakoś kulamy, a cieszymy się z tego ogromnie :)

Komentarzy: 7 (Komentarze)

Studniówka
Zostało sto dni do narodzin Kasi. Zaczyna się prawdziwe odliczanie.
Ale tak naprawdę to każdy kolejny dzień traktuję jak błogosławieństwo. Każdego dnia mimowolnie liczę ile zostało dni do kolejnej wizyty, ile dni do porodu, ile brakuje dni do osiemdziesięciu, których zabrakło Marcinkowi, myślę jakie moje dziecko ma szanse na przeżycie i jakie może być duże. Tak strasznie się boję, a tak bardzo chciałabym spokojnie przeżywać ten radosny dla nas czas. Tak, jak z Grzesiem, kiedy nieświadomi zagrożeń jednocześnie byliśmy tak bardzo szczęśliwi. W pewien sposób jest nam to odebrane.
W piątek wizyta. Wcześniej czekają mnie jeszcze badania, w tym obciążenie glukozą, którego tak bardzo nienawidzę. Do dzisiaj pamiętam straszne mdłości.


Póki co strzelił nam okrągły 25tydzień



Grześ znów uczęszcza do przedszkola. Odebrany przed czwartą ma żal, że za wcześnie się po niego przyszło, więc staramy się tego nie robić (nie do pomyślenia w poprzednim przedszkolu). Już trąbi o zbliżających się jasełkach i potrzebnym stroju anioła. Dziś wybiera się autokarem na rynek na spotkanie z wrocławskimi krasnalami. Martwi nas, że nie może znaleźć sobie przyjaciela. Kacper jak oznajmił Grześ został "odesłany", bo wyrażał się łagodnie powiedziawszy nieładnie. W domu ostatnio pojawiające się brzydkie zachowanie i słownictwo Grzesia zostało ukrucone karą odebrania klocka lego duplo. Każde brzydkie słowo czy pokazanie języka równa się jeden klocek. Przez tydzień uzbierało się ich ... niech policzę ... jeden. Kto by przypuszczał, że kara okaże się tak bardzo dotkliwa. W każdym bądź razie dała Grzesiowi do myślenia ...

Wycinanki wciąż na topie. Zabawa złożonymi modelami już nie jest tak ważna jak samo ich złożenie. Grześ uwielbia też kleić i wycinać nożyczkami. Najchętniej tworzyłby kukiełki. Z braku patyczków do szaszłyków postanowił w ostatnim czasie zrobić własnoręczną wyklejankę. Mama tylko kółeczka na głowę i kierownicę wycięła.


Pomysł i wykonanie Grzesia (samochód z kierowcą)


Komentarzy: 11 (Komentarze)

Dzień Wszystkich Świętych

Dzień Wszystkich Świętych spędziliśmy tylko przy jednym grobie. Pomniczek Marcinka stanął na parę dni przed świętami. Przy cmentarnym krzyżu zapaliliśmy świeczkę również za inne drogie nam osoby.

 


Wśród tych osób jest moja mama: babcia Małgosia, której Grześ nigdy nie poznał, a o której usłyszał dzisiejszego dnia. I usłyszałam, że jestem podobna do niej i szkoda, że nie ma jej z nami. Kochanie, piękne to były słowa ..

 





Grzesiu i o mnie:
Mamusiu, kocham cię i zawsze będę cię kochał, nawet jak będę w niebie, nawet jak będę staluszkiem.


Kochanie, mam nadzieję, że jeszcze długo będziemy cieszyć się sobą
... wszyscy razem: ale, tu na ziemi.

Komentarzy: 9 (Komentarze)

Przyszły szef?
 
W ostatnich dniach zakupiliśmy Grzesiowi trzy książeczki: z kolorowankami i łamigłówkami, szlaczkami i wycinankami. Wczorajszy dzień Grześ poświęcił na wycinanki: od powrotu z przedszkola do dobranocki nie bawił się niczym innym. Oczy aż mu się do książeczki świeciły, a i podziękowań nie było końca. Pierwsze modele poświęcone były warsztatowi samochodowemu. Grześ wyciągał formy do składnia, zginał modele wg wyrysowanych linii i z niecierpliwością czekał na złożenie pierwszych samochodów i platform.


A potem zaczęła się zabawa. Ale jaka. Byłam w szoku słysząc głosy dobiegające sponad złożonych modelów:
"
no, chłopaki, zabierać się do pracy",
"
ja tu jestem szefem, a szef się nigdy nie myli",
"
nie było jeszcze przerwy na jedzenie"!
Ja wiedziałam, że on ma zapędy dyrektorkie, ale te teksty zbiły mnie z nóg.



Niedalej jak przedwczoraj usłyszałam jeszcze od niego:
"wiesz mamo, te dziewczyny nie znają się na budowaniu",
"
ty wiesz, że one chcą robić wszystko tak jak chłopaki?".
Feminista to z niego nie będzie ;)


Co rusz to przynosi jakieś nowe newsy z przedszkola:
"
mama, a wiesz, że są perfumy dla chłopaków? Oskar się perfumuje, a nie jest dorosły".

Z wcześniejszym pójściem do szkoły też nie mamy się co spieszyć:
"
mamo, a wiesz, że w szkole to cały czas siedzi się w ławkach?",
"
ja nie pójdę szkoły, a niektórzy to chcą, ja nigdy nie będę chciał
".
Czyżby na tapecie był temat posłania pięciolatków do szkół?

Nowozakupione szlaczki Grzesiu z chęcią rysuje, ale wtedy kiedy ma iść się kąpać albo spać. Wtedy sam wymyśla czym się jeszcze pobawi, nawet jeśli do wieczorynki zbija przysłowiowe bąki. Radość sprawia mu wtedy ukrywanie się przed rodzicielem. Już nie woła jaki kiedyś: "tu jestem", tylko siedzi cicho pod stołem, czy pod kołdrą jak myszka, ciesząc się gdy nie można go znaleźć. Oczywiście nakrycie go musi być efektywne: połączone z łaskotkami lub gigant-zdziwieniem: inaczej pojawia się żal. Żal pojawia się również wtedy, kiedy ktoś nakryje go w trakcie niespodzianki, którą sobie wymyślił. Np. zamyka drzwi przed nosem i ubiera się krzycząc by nie podglądać. Gorzej gdy na taki pomysł wpada przed wyjściem do przedszkola. Czasem niespodzianka trwa wieki. Wtedy trzeba się uzbroić w cierpliwość. A wiadomo, cierpliwość = samodzielność. Tak więc nie pozostaje nic innego jak czasami
po prostu poczekać ;)

Komentarzy: 3 (Komentarze)

Zdrowy weekend (25-26 -10-2008)
Grześ według pani doktor zdrowy. Oskrzela i krtań czyste. Kaszel w nocy wyeliminowany. Inhalacje pozostawiliśmy jedynie do całkowitego wyleczenia kataru. Bogu dzięki udało się bez antybiotyku.

W sobotni poranek udaliśmy się na teatrzyk w Bajkowej Bibliotece. Tym razem stanęło na Plastusiowym Pamiętniku. Grześ słuchał bajki z zapartym tchem. To chyba jeden z najbardziej oddanych widzów w bibliotece.



Po przedstawieniu spotkaliśmy Grzesia dawną przedszkolną miłość. Zarówno Grześ jak i Julia robili wrażenie bardzo zawstydzonych tym spotkaniem. Żadne nie chciało uczynić pierwszego kroku i podać ręki drugiemu. Dopiero plastusiowe kredki przełamały lody. Szkoda, że w chwilę później trzeba było się rozstać.

Przestawienie zegarków z soboty na niedzielę, wcale nie zachęciło nas do wcześniejszego wstania. Kiedy przeszukaliśmy internet w poszukiwaniu atrakcji na pięknie zapowiadający się dzień, okazało się, że Wrocławskie Święto Latawców na bliskich nam Partynicach chyliło się ku końcowi. Jedynie kilka sztuk latawców wznoszących się na niebie mówiła o niedawno skończonej imprezie. Zdążyliśmy za to przyjrzeć się sterowanej ważce. Babcia aż nadto dokładnie: kiedy to ważka wylądowała jej na głowie ;)

Chwilę później pojechaliśmy do Parku Południowego. Nie wzięliśmy ze sobą chleba, a szkoda bo ilość kaczek która zebrała się w tym dniu na stawie kilkakrotnie przewyższyła ilość jaką zwykle widywaliśmy na codzień.




Spacer po parkowych ścieżkach należał do wybitnie udanych. Do szaleństw w liściach dała namówić się nawet babcia, która zaciekle walczyła przeciwko swojemu synowi, a naszemu tacie.









Możliwość zabawy na placu zabaw ucieszyła Grzesia. Szkoda tylko, że przejście na rękach po szczebelkach drabinki skończyło się fochem po kilkukrotnych nieudanych próbach zaliczenia przeszkody od początku do końca. Za to strzelające białe kulki śnieguliczki oraz wata cukrowa przywróciły uśmiech na buzi Grzesia, a jego klejąca buzia i ręce jeszcze długo były powodem do ogólnej radości całej ekipy wracającej samochodem do domu.



Krótkie odwiedziny wujka Olka:
- wujek, a wiesz co? mama jak się mówi na dzidzię w brzuszku? koleżanka? a tak siostrzyczka.
Wujek, a wiesz, że moja mama ma w brzuszku siostrzyczkę?


Grześ mówi to z radością w głosie.
Choć na co dzień nie mówi o dzidziusiu zbyt wiele: każdy gość musi zostać zapoznany z wesołą nowiną.

Komentarzy: 5 (Komentarze)

Pasowanie na przedszkolaka (23-10-2008)
 
Noce mijają spokojnie. Grześ co prawda w nocy i rano sporo pokasłuje, ale jest to kaszel suchy, z krtaniowym nie mający nic wspólnego. A głos w godzinę po wstaniu wraca do normalności.

*
W czwartek rano zawieźliśmy Grzesia na pasowanie na przedszkolaka. Mówił już o nim od tygodni, a i pracy w przygotowania wiele włożył. Dzieci były wspaniale przygotowane, zaśpiewały samodzielnie kilka piosenek, wygłosiły dekalog przedszkolaka, odtańczyły krakowiaka i złożyły uroczystę przysięgę pani dyrektor.

Czy przyrzekacie przychodzić rano z buzią roześmianą?
Czy przyrzekacie chodzic na spacery daleko i pięknie wypijać mleko?
Czy przyrzekacie malować, ćwiczyć, śpiewać, na nikogo się nie gniewać?
Czy przyrzekacie choć jesteście mali zgodnie bawić się w sali?
Czy przyrzekacie słuchać pani, pilnie się uczyć żeby rodziców nie zasmucić?

Przyrzekamy.

Jeszcze pasowanie zaczarowanym ołówkiem, wręczenie dyplomu i Grześ staje się prawdziwym przedszkolakiem. Duma aż go rozpiera.

Po pasowaniu czas na taniec z rodzicami. Grześ przytula się tak mocno, że aż łzy stają mi w oczach. Ze względu na wirusisko jakie go dopadło, przyszło nam na jakiś czas zrezygnować z tego typu przyjemności. Oboje jesteśmy szczęśliwi. Grześ to nadal ogromny pieszczoch.

Pytanie po powrocie:
Grzesiu, cieszysz się, że dziś rano mogłeś pójść do przedszkola?

O, taaaaak, naleszcie się mogłem nagadać do woli.
(to tak apropo nakazu nienadużywania głosu)
*
Ubieram się w przedpokoju. Brzuch odstaje mi już na kilometr. Grześ przytula się do brzucha i zaczyna całować mnie na wysokości pępka.
"Dajesz Kasi buziaczki? Bo wiesz, twoja siostrzyczka będzie miała na imię Kasia. Podoba ci się takie imię?"
"
Bardzo mi się podoba." Po czym Grześ nadal oddaje serię buziaków w brzuch mówiąc przy tym czule: "Całusek dla Kasi, całusek dla Kasi..."
Komentarzy: 7 (Komentarze)

Zapalenie krtani
W nocy z poniedziałku na wtorek Grześ kaszlnął jakby się czymś zakrztusił. Przed położeniem się spać postanowiliśmy zajrzeć do niego. Grześ dziwnie oddychał jakby przyśnił mu się jakiś koszmarny sen. Czoło i ręce rozpalone. Obudzilismy go by podać mu Ibum i wtedy zaskoczył nas świst i kaszel jakiego do tej pory nie słyszeliśmy. W głowie zaświtało mi hasło: szczekający kaszel - zimne powietrze. Otworzyliśmy okno i wezwaliśmy pogotowie. Atak powoli łagodniał. Minęło pół godziny, a karetka nawet nie wyjechała. Dyspozytorka najwyraźniej zbagatelizowała zgłoszenie, sugerując jedynie zwiększenie dawki Ibuprumu, którą jakoby mieliśmy poszukać sobie w internecie. Grześ został przez tatę zapakowany do samochodu i odwieziony do szpitala. Tam podano mu zastrzyk domięśniowy, po którym duszności ustąpiły. Diagnoza: zapalenie gardła i początek zapalenia krtani. Grześ wróćił jak nowonarodzony. Wg zaleceń lekarza włączyliśmy na dziesięć minut inhalację z solą emską, po czym zasnęliśmy w miarę spokojnym snem aż do rana. Dzień minął bez gorączki, wyłącznie z małą chrypką. Wizyta u lekarki rodzinnej potwierdziła niebezpieczeństwo jakiego doświadczyliśmy w nocy. Zapalenie krtani, które u dorosłych przebiega zwykle bezproblemowo, u dzieci może stanowić zagrożenie życia, ze względu na niedojrzałość i obrzęk krtani, utrudniający oddychanie.
Kiedy Grześ w przychodni poddawał się inhalacjom z Pulminocortu, tata zawodowo opowiadał przez bite piętnaście minut wymyślone na poczekaniu bajeczki. Sama nie zrobiłabym tego lepiej.
Na noc zostaliśmy zabezpieczeni w dodatkową fiolkę Pulminocortu. A ta noc Bogu dzięki minęła spokojnie. Tylko my obudzilismy się niewyspani i zmęczeni całonocnym czuwaniem. Rano chrypkę i suchy kaszel złagodziły leki.
Jednym z zaleceń lekarskich jest nienadużywanie głosu. A Grześ zachrypnięty czy nie: gada na okrągło. A przemądzrzałe się toto zrobiło. Wczoraj po prostu wymiękłam gdy tacie zakomunikował: "
Oj tata, przez ciebie nie mogę się skoncentlować". Budując z klocków usłyszałam: "mama, a wiesz, że ja buduję stabilnie?", po chwili dodaje: "a co to właciwie znaczy stabilnie?". Skąd u niego zamiłowanie do takich mądrych słów?

Póki Grześ nie chodzi do przedszkola zajmuje się nim babcia Ania, która przyjechała do nas na parę dni. Prawda, że dobrze nam?

Komentarzy: 5 (Komentarze)

Weekend i przemyślenia (18-19.10.2008)
No i skończyło się co dobre, znów zostaliśmy sami. Gdyby nie taty co dwutygodniowe popołudniowe zmiany, pewnie nie byłoby tak źle. Bo tata Grzesia dwoi się i troi, ażeby w domu wszystko funkcjonowało jak najlepiej, bez angażowania mnie we wszelkie prace domowe. Po naradach podjęliśmy decyzję o rezygnacji z zajęć w Teatrze Lalek: ze względu na taty popołudniowe zmiany, kiepski dojazd i długie warowanie pod drzwiami, przynajmniej na czas, kiedy Kasi nie ma jeszcze na świecie. Trudno, mam nadzieję, że Grześ choć trochę radości wyniósł z dotychczasowych zajęć.
Z dziadkami raz jeszcze




Grześ bardzo potrzebuje mojej obecności. Chyba trochę martwi się tym, że ciągle poleguję i nie może wariować ze mną jak do tej pory. Kiedy bawi się sam, zwykle robi to w mojej obecności. Lepiłby się co krok i całował mnie na okrągło. Wciąż dopytuje się o dzidziusia i poluje na moment kiedy mógłby poczuć Kasi kopniaczki. Jak na złość kiedy przykłada rękę Kasiula się uspokaja, zwykle w nocy dopiero buszuje tak, że chodzi mi cały brzuch.

Z nowego przedszkola Grześ wynosi mnóstwo pozytywnych zachowań, ale jego słownictwo zaczyna nas doprowadzać do szału. Co prawda brzydkich słów jako takich do domu nie znosi (choć babci zakomunikował, że i takich od kolegi się w przedszkolu nauczył), to jego przekomarzanie się staje się iście denerwujące. Podobno przychodzi czas kiedy dzieciaki najbardziej śmieją się ze spraw „toaletowych”. No, ale ile można słuchać o kupie i siku. W dodatku wszystko jest głupie i jajowate, jajo, jajo i jajo. To słowo słyszę po naście razy dziennie w każdym charakterze i co piątej wypowiedzi. Przekonali się i o tym dziadkowie. Mam nadzieję, że wkrótce nasz żartowniś znajdzie sobie jakieś lepsze powody do śmiechu.

Już dawno temu miałam napisać o fascynacji Grzesia "Klubem przyjaciół Myszki Miki". Wszyscy nastawiamy już na niedzielę budzik, bo płacz jest ogromny, gdy Grześ nie zdąży na Klub. To bajka przy której Grześ angażuje się całym sercem, wykrzykując odpowiedzi na pytania Myszki Miki, wykonując jej zadania i tańcząc podczas finałowej piosenki. Nawet Bob Budowniczy stracił przy niej cały swój blask ;)


W bajkowej bibliotece

Komentarzy: 9 (Komentarze)

Tydzień z dziadkami (13-17.10.2008)
 
"W czwartkowe popołudnie w centrum Wrocławia kierowcy przeżyli horror, którego nie powstydziłby się nawet sam Alfred Hitchcock."
- cytat pochodzi ze strony fakty.interia.pl

Oczywiście chodziło o wrocławskie korki. W ten dzień wybraliśmy się z Grzesiem na basen, nie podejrzewając nawet tego, czego w krótkim czasie doświadczyliśmy. Odcinek, który zwykle pokonujemy w pół godziny, tym raz zajął nam dwie i pół godziny. Grześ nie zdążył ani na swoje zajęcia, ani na zajęcia grupy następnej. Dziadek co prawda zachował za kierownicą zimną krew, za to babcia po tym przeżyciu postanowiła zrezygnować z jakichkolwiek wycieczek po mieście ;)

Tydzień z dziadkami dobiega końca. A żyje nam się tak dobrze. Obiadki jak z restauracji, Grześ zawieziony i odebrany z przedszkola na czas, wykąpany, objedzony i roześmiany.



Wraz z przyjazdem dziadków przybyło mu również w szafie sporo ubrań po Sebastianku (dziękuję Beatko), w których Grześ dumnie paradował we wtorek cały wieczór prezentując każdy ciuch po kolei i w których chętnie chodzi na codzień. Przez ten tydzień dorobił się też nowej fryzurki :)



Od października Grześ w przedszkolu rozpoczął dwa razy w tygodniu zajęcia z języka angielskiego. Już teraz przynosi nowe słówka i chętnie dopytuje się o nowe. I znów przekonaliśmy się, że zajęcia w starym przedszkolu były niedostosowane do możliwości dzieci.
Komentarzy: 7 (Komentarze)

15 październik - Dzień Dziecka Utraconego
15 październik - Dzień Dziecka Utraconego

"Od 2004 roku dzięki inicjatywie Dlaczego – Organizacji Rodziców po Stracie oraz Rodziców Dzieci Chorych - 15 października obchodzony jest w Polsce jako Dzień Dziecka Utraconego. Dzień ten ma przypominać o problemach rodziców po stracie, które na co dzień są tematem tabu. Dzień ten ma również przywołać pamięć wszystkich dzieci zmarłych na każdym etapie życia i z jakiegokolwiek powodu."



Marcinku skarbie, wciąż żyjesz w nas ... [*]


Komentarzy: 9 (Komentarze)

Połówkowe usg

Grześ będzie miał siostrzyczkę, to pewne niemal na 100%. Grześ bardzo się ucieszył, choć do tej pory twierdził, że wolałby braciszka. Nie bez wpływu pozostały moje wcześniejsze sugestie. Powtarza teraz, że mama jednego rozrabiakę już ma, i że dwóch chłopaków tylko by się biło. Jego ulubonym tematem w encyklopedii dla dzieci jest oczywiście poczęcie i rozwój dziecka w brzuszku. Macicę w postaci "kieszonki" zastąpił sobie szufladką, jedną z tych, w których gromadzi jedzenie. Nieraz podjadając przed jedzeniem broni się mówiąc właśnie, że na zupę, drugie danie, picie i słodycze, ma w swoim brzuszku osobne szufladki. Mama ma dodatkową na dzidzię. A szufladka rośnie na schwał i rusza się coraz częściej :)

Nasza Kasia wygląda na dużą zdrową dziewczynkę. Wcale się nie dziwię, bo kopie silniej od chłopaków. Termin z usg znów wyprzedza o 10 dni termin OM. Lekarz nie miał jakichkolwiek zastrzeżeń do zdrowia dziecka. Jedynym "ale" jest 6,5mm torbiel splotu naczyniowego, która zwykle wchłania się do 30 tygodnia ciąży. Obszukałam już cały internet i potwierdziłam słowa lekarza. Jednak jest to przyczyną dodatkowego stresu, którego wcale nam nie brakuje.
Szyjka jak zwykle do tej pory bywało, waha się w granicach 4cm. Kasia wciąż odwrócona jest głową w dół i pewnie swojej pozycji nie zmieni. Po raz kolejny dostaliśmy leki przeciwgrzybicze, żelazo i witaminy ciążowe, po raz pierwszy dostaliśmy Aspargin z magnezem zapobiegający twardnieniu brzuszka oraz Fenoterol i Isoptin na wypadek, gdyby pojawiły się skurcze (obyśmy ich nigdy nie użyli). Nadal mamy dużo wypoczywać, na szczęście nie dostaliśmy przykazu leżenia plackiem, bo leniuchowanie w łóżku i tak wychodzi mi bokiem.
Tatuś tym razem nie dał rady pojawić się na usg. Na pamiątkę dostaliśmy jednak płytkę z nagraniem. Niestety z usg 3D/4D nic nie wyszło, bo królewna odwróciła się do nas plecami pokazując wyłącznie swoją potylicę. Chyba się obraziła ;)
Na usg zawiózł mnie mój tato, który odważnie zdecydował się na jazdę po Wrocławiu :) Czekając z Grzesiem pod gabinetem wycałowany został po uszy. Na stwierdzenie kobiety, jakiego ma fajnego tatusia Grześ wypalił:
"A propos, tatusia. To nie jest mój tatuś tylko dziadek."
Rozbawia nas coraz to bardziej dorosłymi słowami w swoich wypowiedziach. Jak wtedy gdy po zjeździe do wody nie omieszkał powiedzieć tacie, że mocno się zestresował.

Z dziadkiem w centrum Wrocławia

    

Po wizycie w gabinecie lekarskim udaliśmy się na zajęcia do Teatru Lalek. Po 45 minutach zajęć plastycznych Grześ odmówił wyjścia na przerwę. Zaraz po nich pobiegł na zajęcia teatralne i wyszedł rozpromieniony opowiadając jak to świecił latarką, a mi w uszach wciąż brzmiała muzyka "Inspektora Gadget" i śmiech dzieci dobiegający zza drzwi.

Komentarzy: 8 (Komentarze)

BLOGI WROCLAWSKICH SMYKÓW

Laura (III.04)
Zosia i Misia[*] (V.04, II.07)
Łukaszek (XII.04)
Franiu (VIII.05)
Karolka (X.05)
Olek (XII.05)
Krzyś (I.06)
Olinka (IV.06)
Miłoszek (IX.06)
Matti (XII.06)

POZOSTALE SMYKI

Adaśko (X.00)
Patryk (XII.00)
Emilek (X.03)
Oliwia lili (III.04)
Maciek (IV.04)
Roxanka (V.05)
Julitka (VI.05)
Weronisia (VII.05)
Zuzia (VIII.05)
Pychotka (II.06)

Dwójka dzieciaczków

Pitek i Nina
(XI.03, V.07)

Alan i Maksymek (VI.04, IX.07)
Ulotne chwile (Zuzia i Maja)
Sebastian i Wiktoria
Sałatki (Sylwia i Sara)
Zosia i Jaś
Dziduszki (Julia i Wojtuś)
Kacper i Olcia
Kuba i Kamiluś
Martynka i Kubuś

Trójka dzieciaczków

Wariatkowo (Tusia, Krzyś i Szymek)
Urwisy (Tysia, Sandra i Roksana)
Zobacz.aledzieci (Patryk, Maja, Julia)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl


INNE:

Odnajdź znajomych ze szkolnych lat

Polskie radio - stacja dla dzieci

Książki w wersji elektornicznej

 

KILKNIJ POMÓŹ :