Mój starszy brat - Mój starszy brat ::
 
 
2017-08-07 20:47
Figueres

Dzisiaj rano nikomu nie chciało się pójść na plażę. Spakowaliśmy i pojechaliśmy na północ do miasteczka, w którym urodził się, tworzył i umarł Salvador Dali. 

Po drodze widzieliśmy mnóstwa zamków, kościołów i średniowiecznych miasteczek zbudowanych z żółtego piaskowca. Między innymi przejeżdżając przez Medinya widzieliśmy w oddali zamek Castel de Montaget.

Miasteczko jest oddalone 24km od granicy z Francją. Leży u podnuża Pirenejów. Całe szczęście, że bilety mieliśmy kupione przez internet, bo nie musieliśmy stać do kasy w długiej kolejce w upale (34st C). Do wejścia mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc pochodziliśmy po uliczkach i weszliśmy do kościółka zlokalizowanego blisko muzeum. Kościół skromny, zbudowany z szarego kamienia, jedyną ozdobą były kolorowe witraże i w kapliczce w nawie po lewej stronie ołtarza freski. 

Muzeum znajduje się w budynkuz jajami na dachu. Zaraz po wejściu do muzeum znajduje się patio z samochodem nad którym widnieje rzeźba, a jak się wrzuci pieniążek to w samolocie pada deszcz.

Po muzeum można się swobodnie przemieszczać, wracać do sal, które chce się jeszcze raz zobaczyć. W jednej z sal były węże ze złota, srebra i brązu (wszystkie były koloru złotego) oraz biżuterią. 

Była też twarz kobiety, obrazy czarno-białe stanowiły oczy, nos szafka a usta kanapa. Włosy były zawieszone na specjalnym rusztowaniu. Jak patrzyło się przez lupę to widać było twarz kobiety. Było obraz Mona Lisy - kopia wykonana przez Salvadora Dali, ale z dorysowanym wąsikiem - taki jak miał artysta.

Najważniejszym punktem programu było jedzenie.

Poszliśmy do restauracji, bo Wojtek uparł się, żeby zjeść hamburgera. Kupiliśmy dla Wojtka hambrugera z frytkami, dla mnie kurczaczka z frytkami, tata szaszłyki z frytkami i z surówką a mama gigantyczną sałatkę. Do picia wzięliśmy sprite, fantę cytrynową, wodą mineralną. Standardowo obiad kosztował 44€ jak w Barcelonie. Czyli z napiwkiem zapłaciliśmy 50€.

Wyjeżdżając już z miasta zauważyliśmy kierunkowskaz do zamku. Postanowiliśmy do niego pojechać. My z Wojtkiem zostaliśmy w aucie a rodzice poszli do zamku. Podjechaliśmy od złej strony, bo dopiero jak mama obeszła prawie całe mury to okazało się, że kawałek dalej był wjazd do zamku. Podjechaliśmy z tatą samochodem bliżej wejścia i poszliśmy wszyscy razem do bram zamku. To bardziej wyglądało jak forteca niż zamek. Zamek ten nazywa się Castel de Sant Ferran.

Z Figueres pojechaliśmy w stronę wybrzeża. My z Wojtkiem zasnęliśmy.

Zatrzymaliśmy się w okolicy ruin greckich, w Empuries koło L'Escala. Parking ( podobie jak kamping około naszego domu) był porośnięty sosnami (pinie). Wojtek i ja zostaliśmy w samochodzie a z relacji rodziców wiemy, że miejsce to jest super, zatoczka z naturalnym falochronem ze skał. W oddali było widać stere miasto. Super miejsce do całodziennego pobytu .Nie było tu wysokich fal dzięki falochronom a iasek był bsrdziej miałki niż ten w Platja d'Aro.

Po drodze przejeżdżaliśmy przez Bellcaire d'Emporda, nad którą góruje zamek Esglesia Castel. Zamek znajduje się na masywie górskim i wygląda jak sutek na cycku. Objechaliómy to z każdej strony. Po drodze naszą uwagę zwróciło też miasteczko Pals, planujemy tam pojechać w dniu wyjazdu, jak będziemy wracać z Girony.

Po powrocie udało nam się znaleźć dobre miejsce do parkowania. O 18:00 poszedłem się kąpać z tatą - były bardzo wysokie fale. Wojtek z mamą dołączyli do nas później. Dzisiaj widziałem ratowników w akcji. Gwizdali i kazali zejść ludzioml którzy siedzieli na platformie oddalonej od brzegu. Myślałem, że to do nas i wyszliśmy z wody. Wojtek był zły, bo ledwo wszedł do wody to musiał wyjść. Na szczęście to nie było do nas. Po kąpieli wróciliśmy do naszego domu i nie chciało nam się wychodzić - nawet rodzicom.

Komentarzy: 0 (Komentarze)

2017-08-06 08:10
Plaża, Playa, Platja

Niedziela. 

Kolejny dzień leniuchowania.

Trochę chłodniej z rana i padał mały deszczyk. Jak spaliśmy to mama przespacerowała się w tym świeżym rześkim powietrzu, z miłym wiaterkiwm i słońcem za chmurami. Dużo ludzi biegało lub spacerowało. Pojawiali síę już pierwsi plażowicze.

O 8:10 już zza chmur wyszło słońce.

Jak zawsze poszliśmy się wykąpać przed śniadaniem. 

Komentarzy: 0 (Komentarze)

2017-08-05 21:27
Platja d'Aro dzień 3

Dzisiaj nigdzie się nie ruszaliśmy, tylko dom i plaża.

Było więcej ludzi na plaży - pewnie dlatego że sobota i przyjechali ludzie z Barcelony na weekend.

Pierwsze plażowanie przed śniadaniem. Potem o 11:00 śniadanie - Wojtkowi i mnie przypadły do gustu parówki z Lidla z serem i jedliśmy je trzeci dzień z rzędu.

Potem wyprawa do Aldi'ego - wspomnienie lat 80-90 tych.

Znowu plaża, dom i znowu plaża i kąpiel w morzu. Tym razem mama się nie kąpała. 

Na naszej części plaży pojawił się cień rzucany przez wieżowce. Cały tłum ludzi podążył za słońcem i tam było gęsto i kolorowo od parasoli.

Wieczorkiem jak już nie było tak gorąco poszliśmy plażą do portu. Ładnie zlokalizowany. A ja z mamą zbierałem muszelki.

Ta miejscowość jest położona między skałami, które zamykają ją z jednej i drugiej strony. Ciekawe jak wyglądają inne miejscowości nad morzem, ale w porównaniu do tych, które oglądaliśmy to tylko w tej stoją duże bloki tuż przy plaży a nie hotele.

Komentarzy: 0 (Komentarze)

2017-08-03 08:41
Platja d'Aro dzień 1

Nasz apartament był w bardzo dobrej lokalizacji.

Mieliśmy nie tylko blisko do metra, którym mogliśmy się bardzo szybko poruszaę po Barcelonie, ale też do dworca kolejowego w Sants.

Poszliśmy tam piechotką z całym naszym dobytkiem.

Pociągiem godzina 10:39 ruszyliśmy na lotnisko. Mama odkryła, że z tego dworca mogliśmy dojechać do Sant Feliu de Guíxols a stamtąd to rzut beretem do Platja d'Aro.

Na lotnisku dość szybko znaleźliśmy naszą wypożyczalnię samochodów ( wprawdzie najpierw ustawiliśmy się w kolejce do innej). I tu zaczęły się schody. Okazało się, że tata musi mieć swoją kartę kredytową. Nie można użyć mamy karty, bo musi być karta kredytowa kierowcy. Mama nie miała swojego prawajazdy. Ostatecznie pani stwierdziła, że może być karta płatnicza taty, ale wtedy musimy zapłacić całe ubezpieczenie, czyli 259Euro! Plus 300Euro zabezpieczenia. Z kartynpłatniczej udało się ściągnąć 259E, ale już 300 nie. W końcu pani stwierdziła, że można to pokryć mamy kartą, ale wtedy to będzie kosztowało 320E i zabezpieczenie karty 420E. Ubezpieczenie nie pokrywa zaniedbań! Czyli jak zgubimy kluczyki albo wlejemy niewłaściwą benzynę.

Potem czekaliśmy na kluczyki do samochodu. Przed nami była mocno wkurzona na ta wypożyczalnię francuska. Jak już przyszła nasza kolej to trafiliśmy na nietypowo wyglądającego Hiszpana, bo białego blondyna z niebieskimi oczami, bardzo nieuprzejmego. Pod nosem zapytał się nas co chcemy. Kazał nam wziąć poduszki, sfotografował swoją komórką naszą umowę i wdał się w dyskusję z kolegą ( w tym momencie byliśmy jedynymi klientami). Potem zdziwiony zapytał co jeszcze chcemy. Jak powiedziałam że kluczyki do samochodu to odburknął, że mogliśmy tak mówić od razu a nie tylko, że chcemy poduszki. Jak by to było dziwne, że w punkcie wydawania samochodów chcemy samochód!!! 

Cała ta przygoda z wypożyczalnią samochodów popsuła rodzicem humor. Koszt wynajmu samochodu wyszedł kolosalny - ponad 2000 PLN.

Dostaliśmy Seata Ibizę 1,2TSI. Na umowie napisali, że taknować paliwo diesel, ale Wojtek odkrył, że TSI to jest silnik benzynowy i na baku jest napisane 95.

Mam nadzieję, że nie będziemy musieli tankować.

Do Platja jechaliśmy autostradą płatną. Było ok.

Przed domem spotkaliśmy się z teściową właścicielki mieszkania, która przekazała nam klucze i wprowadziła do niego.

Mieszkanie na 12 piętrze numer 6 około 35 m2 (identyczne jest wystawione za 110 €). Jak to hiszpańskie mieszkania w sypialni jest okno na klatkę schodową. Pokój jest poszerzony o balkon. Balkon wychodzi na wschód, dzięki temu w ciągu dnia nie mamy upału i mieszkanie się nie nagrzewa. 

Zaraz po przyjeździe zrobilośmy zakupy w Lidlu i poszliśmy na plażę.

Super słona woda, czystsza i bardziej przejrzysta niż w Barcelonie.

Komentarzy: 0 (Komentarze)

2017-08-02 08:51
Barcelona dzień 2

Mój najlepszy dzień. 

Dzisiaj nie było tak gorąco. Niebo było zachmurzone i dzięki temu nie paliło słońce. 

Pojechaliśmy metrem do Bercelonetty na plażę.  Było bardzo ciepło ale nie gorąco, bo słońce chowało się za chmurami. Była żółta flaga i bardzo wysokie fale. Było super. Z tatą rzucaliśmy się na fale i a fale rzucały nas na ląd. Mieliśmy kąpielówki pełne piasku. Bawiliśmy się tak ze 2 godziny a jak wyszliśmy z wody to padał deszcz. A potem świeciło mocno słońce i znowu padał deszcz:-)

Poszliśmy deptakiem wzdłuż plaży i doszliśmy do portu. Tam było mustwo knajpek. W jednej z nich usiedliśmy coś zjeść. Tata i Wojtek jedli hamburgera z frytkami, ja frytki i paluszki z kurczakam, mama ser camermbert z miodem i rukolą i czymś jeszcze i wszyscy mieliśmy patatas bravas z sosem pomidowowym. Było pysznie. A jedliśmy:

COLOMBO

Escar, 4 Barceloneta

08039 BARCELONA

932 250 200

Potem poszliśmy do akwarium. Przechodziliśmy obok dużych wypasionych jachtów. 

 

Komentarzy: 0 (Komentarze)

2017-08-02 08:35
Barcelona dzień 1

Trzeba było szybko wstać, bo o 10:00 mieliśmy być na Camp Nou a nawet pół godziny wcześniej z zaleceniem na bilecie. 

Był straszny upał mimo, że szliśmy w cieniu drzew. Przy wejściu mam kupiła audophon. Super nowość, bo dawali smartfona ze słuchawkami. Przy budce mamie wypadło 20 Euro i nie zauważyła tego, ale był jakiś dobry chłopiec, który podał mamie te pieniążki. 

W pierwszej sali znajdowały się wszystki trofea - puchary jaki zdobyła FC Barcelona. Było ich całe mnóstwo. Widzieliśmy też wystawione złote korki Messiego z 3 różnych lat. 

Byliśmy na stadionie, w sali, gdzie piłkarze po meczu spotykają się z dziennikarzami, w innej sali gdzie są oficjalne konferencje prasowe, w sali gdzie przebiera się i odpoczywa drużyna gościnna oraz w miejscu dla komentatorów. 

Kupiłem sobie pamiiątkowy pieniążek za 4 Euro a rodzice kupili dla nas wszystkich pamiątkowy album z naszymi zdjęciami z Camp Nou. Na jednym z nich jestem z Messim!!!

Potem w upale wróciliśmy do naszego mieszkania z tym co najbardziej lubię bo z klimatyzacją. Po drodze zjedliśmy w knajpie prowadzonej przez Chińczyków hamburgery z frytkami a mama zjadła kalmary w cieście. Te hamburgery były inne niż zawsze, bo oprócz mięsa zawierały jajko sadzone.

Po sieście pojechaliśmy metrem do Centrum - La Rambla. Pochodziliśmy po Barri Gotic. Katedra, którą mama  chciał nam pokazać była zamknięta. Ale te najważniejsze uliczki i place widzieliśmy. 

Bardzo zmęczeni wróciliśmy do domu.

Komentarzy: 0 (Komentarze)

2017-08-02 08:14
Barcelona

Myślałem już, że nie dolecimy do Barcelony i że przepadną nam bilety na Camp Nou.

30.07.2017

Pojechaliśmy z rana na plażę na Babie Doły. Tam wykąpaliśmy się w morzu. Po godzinie wracaliśmy z plaży a po drodze mijaliśmy tłumy ludzi, podążających na  plażę. Coraz więcej osób zna to miejsce i niestety jest coraz ciaśniej. Były samochody z rejestracjami z całej Polski.

Po drodze wpadliśmy do babci Eli i dziadka Józka, po mamy sukienki i wróciliśmy do domu czekać na wyjazd.

Ruszyliśmy pociągiem z Wielkiego Kacka o 15:16. Na lotnisku byliśmy już o 15:30. Mieliśmy dużo czasu do samolotu, bo mieliśmy startować o 17:50. Ale kolejny pociąg przyjeżdżał na sty, bo o 16:56.

Niestety okazało się, że samolot był spóźniony. Do samolotu wchodziliśmy dwa razy. Najpierw siedzieliśmy ponad godzinę i okazało się, że nie polecimy, bo skończył się czas pracy załogi (nie mogli by wrócić z Barcelony jeszcze tego samego dnia). Wyszliśmy z samolotu i czekaliśmy do 21:30 na lotnisku. Na szczęście chłopcy zjedli frytki i skrzydełka kurczaczków, to poprawił im się humor. Potem dostaliśmy prowiant, rogala - crossanta zapakowanego, wodę i chipsy z marchewki.

Potem znowu siedzieliśmy w samolocie i w końcu wystartowaliśmy o 22:30 i wylądowaliśmy o 1:23. To był dlammnie najpiękniejszy widok z okna, tyle światełek na dole.

Do apartamentu dojechaliśmy o 2:09 taksówką. Zapłaciliśmy 40 Euro. Tu mają taki zwyczaj, że stajesz w kolejce na postoju i jest osobą, która dryguje ruchem - jak podjeżdżają taksówki to pokazuje do której należy wsiąść.

Dojechaliśmy do Carrer Berlin 99. Taksówkarz zanim nas zostawił to upewnił się czy to napewno tutaj i czy jest ok.

O 2:15 przyszła dziewczyna, która nie moeila po angielsku, więc dogadywałyśmy się łamanym hiszpańskim.

Dzieci chociaż zmęczone były tak podekscytowane, tym ze mają telewizor z bajkami, że długo nie mogły pójść spać. 

Komentarzy: 0 (Komentarze)

2017-08-02 08:14
Barcelona dzień 3

Gorąco. W pokoju klimatyzacja więc spoko, ale tylko jak wyjdzie się na taras to uderza parne gorące powietrze. Siedzimy, więc z Wojtkiem w środku i oglądamy telewizję jednocześnie grając na telefonach. Fajnie, bo mamy darmowe WiFi, które bardzo dobrze działa.

Dzisiaj w planie plaża w Barcelonettcie, jedzonko w tym samym barze co wczoraj i Montjuric.

Na plaży było więcej ludzi i ciepłej niż wczoraj a w zasadzie to gorąco. Dzisiaj nie ma chmur, które dawałyby cień - jak wczoraj i nie pada deszczyk. Upał straszny.

W naszym barze dzisiaj była inna kelnerka. Co nas zdziwiło tutaj w ogóle nie było klientów, podczas gdy w restauracji obok brakowało miejsc. Lepsze Jedzenie? Zamówiliśmy to samo co wczoraj, ale mama była rozczaroeana bo dostała za tą samą cenę połowę porcji Camembernt.

Obserwowaliśmy jak wróbelki zażywają kąpieli w piasku, jak murzyni z dużymi workami na plecach z towarem bawią się w ciuciubabkę z policją.

Rodzice stwierdzili, że nie będziemy szli piechotą do kolejki linowej, która jedzie z Montjuric do twierdzy na samym szczycie. Tylko wjedziemy również kolejką linową z portu w Barcelonnitta. Długo staliśmy w kolejce do kolejki linowej w koszmarnym upale. W prawdzie co kawałek były poustawiane wiatraki i można było wziąć parasol, żeby osłonić się przed słońcem, ale to i tak był koszmar.

Fajnie było jak wjechaliśmy windą na szczyt wieży skąd ruszała kolejka linową, tam wiał wiatr i nie czuło się upału. 

Z kolejki było widać plażę, wieżowiec w kształciw żagla z literką W, Sagrada Familia, Tibidado, stare misto z katedrą i prawdopodobnie nasze mieszkanie, ogólnie całą Barcelonę.

Jak wysidliśmy na Mirrador Monjuric to umieraliśmy z upału. Chciałem wracać do domu, mama kupiła mnie i Wojtkowi lody. Upał straszny. Rodzice szukali drogi do kolejnej kolejki linowej. Byli spanikowani. W końcu doszliśmy, po drodze minęliśmy kompleks basenów miejskich, gdzie murzyn na mój widok zawołał "Polska, Lewandowaki". Bo miałem ubraną koszulkę z napisem POLSKA.

Tu już nie było dużej kolejki, wagonik podjeżdżał jeden za drugim. Szybko wjechaliśmy na szczyt. Obejrzeliśmy twierdzę z zewnątrz i wróciliśmy kolejką linową w dół obserwując z okna park pod nami. Dobrze, że jednak mama kupiła bilety w obie strony, bo nie dalibyśmy rady zejść na dół piechotą.

Okazało się, że kolejka ma super połączenie z metrem. Do mera zwoził nas taki wagonik jak jeździ na Gubałówkę w Zakopanem. Potem przesiadaliśmy się już na właściwe metro, które wiozło nas do domu - niebieska linia L4 do przystanku.

Dzisiaj tata odkrył, że z naszego tarasu widać wieżowiec w kształcie żagla, wieżę która stała pośrodku trasy kolejki linowej i same czerwone wagoniki jak dojeżdżają do wieży.

Jutro ruszamy dalej.

Komentarzy: 0 (Komentarze)


Archiwum:
2017 Sierpień Styczeń
2016 Grudzień
2015 Lipiec
2014 Grudzień Sierpień Lipiec Czerwiec Styczeń
2013 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Maj Styczeń
2012 Wrzesień Sierpień Marzec
2010 Marzec
2009 Grudzień Listopad Wrzesień Sierpień Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń
2008 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec

2015-07-12
Po przeczytaniu rozdziału książki "Mummia Dummy". Zainteresowałem się mummifikacją. Mama powiedziała, że u nas nie mummifikuje się zmarłych, bo wierzymy że nasza dusza idzie do nieba. Rozpłakałem się, bo się przestraszyłem że jak ja pójdę do piekła a mama do nieba to jej nigdy nie zobaczę:-(

2014-12-18
Mamo, ja i tak wiem że to nie Gwiazdor przynosi prezenty, tylko Wy (mama i tata) kupujecie prezenty i cieszycie się jak my się cieszymy.

2014-07-22
"gładzić włosy"= czesać włosy

2014-07-13
Oglądając faul w meczu Niemcy - Argentyna stwierdziłem "on go potknął"

2014-07-13
Oglądając faul w meczu Niemcy - Argentyna stwierdziłem "on go potknął"

2014-06-28
Każdy dorosły kto zje paprykę będzie ostry.

2009-12-27
-Halo -Dydy -Pa Pa Zadzwonił żeby poinformować że zgubił smoczek.

2014-08-12
Wypadł mi drugi ząbek dolna lewa jedynka. Była wróżka Zębuszka.

2014-06-28
Wypadł pierwszy ząbek - dolna prawa jedynka

2009-12-20
Rosną mi 3 "czwórki" jednocześnie!!!

2009-12-19
Zagorączkowałem, bo jednocześnie zaczęły rosnąć mi trzy czwórki (dwie górne i dolne po lewej stronie).

2009-11-11
7-my ząbek (dolna dwójka po lewej).

2009-09-07
Mam już 4 zęby u góry i dwa na dole.... a kolejne po woli się wyżynają :-)

2009-09-06
Można uznać że od tego czasu chodzę (udało mi się pokonać bez podpierania i pomocy innych około 6 metrów)

2009-08-30
NA kaczkę (i każde "coś" co ma skrzydłą) mówię "KA"

2009-05-27
Trzeci ząbek - górna lewa jedynka.

2009-05-15
Staję na nogi (podpierając się o co się tylko da - pierwsza udana próba!

2009-03-27
Przemieszczam się turlając z plecków na brzuszek i z brzuszka na plecki.

2009-03-27
Próbuję czołgać się.

2009-03-22
Pierwsza kąpiel w basenie (w kole ratunkowym z mamy asekuracją)

2009-03-11
Guganie ....

2009-03-11
Zacząłem mówić więcej niż "a gu", czyli "tatata", "mamamama", "bababa", ojojoj".

2009-03-06
Pierwszy "krok" 5 cm do przodu

2009-03-01
PIERWSZY ZĄB (a nawet dwa) dolne jedynki

2009-02-19
Pierwszy raz usiadłem w swoim leżaczku (a właściwie pochyliłem się do przodu z pozycji siedząco-leżącej)

2009-02-01
Włożyłem prawą stópkę do buzi.

2009-02-01
Pierwsza kąpiel z moim starszym bratem.

2009-01-26
Leżąc na kocyku - kręcę się w koło oraz raczkuję (czyli widząc zabawkę którą chcę chwycić zamiast się do niej przybliżać to się oddalam) o parę centymetrów

2009-01-15
Zainteresowałem się swoimi stópkami.

2008-12-22
Kontrola stopy w Poznaniu (wszystko OK)

2008-12-17
Tego dnia wykonałem pierwszą (udaną!) próbę siadania (chwyciłem mamę za palce i się podciągnąłem do pozycji siedzącej).

2008-12-04
Tego dnia wykonałem pierwszą i drugą "przewrotkę" z pleców na brzuszek.

2008-09-20
Ostatni wyjazd do Poznania z gipsem (piątym). Od tego czasu będę już tylko tam jeździł na kontrole.

2008-08-07
Moja pierwsza "wyprawa" do Poznania (założenie I gipsu)

2008-07-29
A tego o 16.00 przyjechałem do domu i poznałem braciszka Wojtusia.

2008-07-26
Tego dnia o godzinie 10.20 urodziła mnie mamusia.



 

Moją stronę odwiedziło 22432 gości.