Smyki.pl - masz dziecko? pokaz je swiatu! Smyki.pl - masz dziecko? pokaz je swiatu!
Strona glowna Strona o mnie Galeria Pomoc Ksiega gosci Podziękowanie

Informacje z 2010.11:



2010-11-18 16:32

Biały żółw.

Mam białego żółwia.
Tak właściwie to jego skorupę, a w tej skorupie trzymam... nogę.
Może opowiem Wam jak do tego doszło.
W ubiegłą środę popołudniu pojechałem z rodzicami do Otwocka. Na miejsce dotarliśmy wieczorem. Noc spędziliśmy w hotelu Milla i rano mogłem już się zarejestrować w szpitalu im.Prof.A.Grucy. Samo przyjmowanie na oddział ortopedii trwało bardzo długo, bo razem ze mną przyjęto kilkanaścioro dzieci. Po zbadaniu przez pediatrę i pobraniu krwi, przyjął mnie pan doktor, który opowiedział mamie o wszystkim co mnie czeka jutro. To właśnie on następnego dnia wykonał zabieg. Potem udałem się jeszcze na zdjęcie rtg i po ponad trzech godzinach oczekiwania w kolejce, gdy już mi je zrobiono, mogłem udać się do swojej sali. W końcu można było trochę odpocząć i zebrać siły na dzień następny.
Noc w szpitalu spędziłem z mamą, bo tata nie mógł z nami zostać i spał w hotelu. Przyszedł do nas rano i razem poszliśmy do pokoju zabiegowego. Gdzie wykonano u mnie zabieg metodą Ponsetiego. Polega on na podskórnym nacięciu ścięgna Achillesa, ustawieniu prawidłowym stopy i zagipsowaniu jej w tej pozycji. Znieczulenie ogranicza się tylko do posmarowania miejsca zabiegu preparatem Emla i to wszystko, więc "trochę" boli.
Ja płakałem, ale nic dziwnego jak boli noga, a nie ma mamy tylko jacyś obcy ludzie wokół. Rodzice do pokoju zabiegowego mogli wejść dopiero w momencie gipsowania. Gips założono mi, aż do pachwiny. Po zabiegu doktor powiedział, że stopa "puściła" lepiej niż się spodziewał. To dobrze. Jak wróciłem do sali to już się trochę uspokoiłem, bo blisko była mama i tata, no i zaczął działać czopek przeciwbólowy. Wtedy to właśnie tata powiedział, że mam fajnego żółwia i przez jakiś czas będziemy razem. Jak żółw, to żółw (niech się tata cieszy).
Poczekaliśmy do 14-tej, żeby żółwik przeschnął i wróciliśmy do hotelu. Gdzie on wyschnął do końca, a ja zacząłem się z nim oswajać. Najgorsze, że cały czas rodzice pilnowali żebym leżał i jak najmniej się ruszał. A ja tak bardzo chciałem się obracać, turlać, czołgać i najlepiej gdyby udało się choć na chwilę wyjąć nogę z tej żółwiej skorupy. W dodatku noga ciągle bolała.
Dopiero rano mogłem się "poprzekręcać". Co jak się okazało wcale nie jest łatwe mając takiego "towarzysza". Po śniadaniu odwiedziliśmy w Otwocku Pana Włodka z Żoną. Było fajnie, zwłaszcza że miałem dużo miejsca do zabawy.
Do domu wróciliśmy wieczorem. W samochodzie całą drogę nie spałem. Przez tą skorupę na nodze siedzenie w foteliku nie było takie komfortowe jak wcześniej. Pomimo, że mój fotelik jest bardzo wygodny.
Teraz w domu staram się poruszać jak dawniej, ale niestety żółw ogranicza moje ruchy. Pewnie dlatego mam zatwardzenie. I do bolącej nogi doszedł jeszcze bolący brzuch. Przez to wszystko nie jestem teraz taki radosny jak wcześniej.
Po dwóch tygodniach od daty zabiegu jadę na zmianę skorupy i pobranie miary na szynę derotacyjną. Za kolejne dwa na ostateczne pozbycie się żółwia i odebranie szyny. Pewnie wtedy będę w lepszej formie. Tym bardziej, że to będzie już kilka dni po wizycie Mikołaja. Powinien do mnie przyjść, bo byłem grzeczny. Właściwie to zawsze jestem. No i może dostanę coś extra za żółwia.
Niestety w związku z zaistniałą sytuacją mam przymusowe wakacje od rehabilitacji. Cały miesiąc. Jak dodamy do tego poprzedni, kiedy byłem chory, to w temacie rehabilitacji mamy kompletną porażkę tej jesieni.

PS
Bardzo serdecznie pozdrawiam Różyczkę i jej Mamę, które poznałem w szpitalu.

 



Komentarzy: 1 (Komentarze)





2010-11-02 19:45

Konsultacja.

Byłem wczoraj z rodzicami zapalić znicze na grobach bliskich. Rano to był dla mnie taki zwykły spacer tyle tylko, że po cmentarzu. Natomiast wieczorem, gdy już się zrobiło całkiem ciemno było bardzo niesamowicie. Wszędzie migotało mnóstwo światełek i było tak jakoś...ciepło.
W środę przed Dniem Wszystkich Świętych pojechałem na konsultacje do Warszawy, o których już Wam wspominałem. Profesor Czubak okazał się bardzo miłym i co najważniejsze rzeczowym lekarzem. Wysłuchał rodziców, przyjrzał się zdjęciom rtg, zbadał mnie i wydał opinie. Stwierdził, że dopóki nie chodzę, to biodra należy zostawić w spokoju. Zacząć chodzić można nawet na tak zwichniętych biodrach jak moje. I dopiero wówczas należy podejmować decyzję co dalej. Operacja ma sens tylko wtedy jeśli biodra będą po jej przeprowadzeniu używane. U mnie do chodzenia jeszcze długa droga. Obciążanie mnie, więc teraz taką dużą operacją nie ma żadnych podstaw.
Tak właściwie to podobnej diagnozy się spodziewaliśmy. W tym momencie ważniejsza wydawała się diagnoza mojej stopy końsko-szpotawej. No i tutaj zaskoczenie ponieważ okazuje się, że nie trzeba przeprowadzać na niej pełnej operacji. Wystarczy wykonać zabieg metodą Ponsetiego. Polega to na nacięciu ścięgna Achillesa i zakładaniu opatrunków gipsowych. Termin zabiegu ustalono na 09 listopada w Szpitalu Klinicznym im.Prof.A.Grucy w Otwocku. Na drugi dzień mam wrócić do domu z opatrunkiem gipsowym na nodze. Potem ze stopą ma już być dobrze. Oby, a jak będzie czas pokaże. Jedynie za jakiś czas może trzeba będzie powtórzyć zabieg.
Co do mojego ostatniego chorowania to jest już lepiej, ale nie do końca. Został mi jeszcze tylko tydzień, żeby być całkiem zdrowy. Dlatego jutro jadę prywatnie do laryngologa.
Napiszę znów jak będę w domu już po zabiegu.

PS
Bardzo, bardzo wielkie Dziękuję dla wujka Roberta za przejażdżkę do stolicy i z powrotem. Ale to była extra jazda.

 



Komentarzy: 0 (Komentarze)





2010-11-01 09:21

...pamiętamy...



" Dla tych
Którzy odeszli
W nieznany świat,
Płomień na wietrze
Kołysze wiatr.
Dla nich tyle kwiatów
Pod cmentarnym murem
I niebo jesienne
U góry... "

Danuta Gellnerowa



Komentarzy: 3 (Komentarze)