Smyki.pl - masz dziecko? pokaz je swiatu! Smyki.pl - masz dziecko? pokaz je swiatu!
Strona glowna Strona o mnie Galeria Pomoc Ksiega gosci Podziękowanie

Informacje z 2011.10:



2011-10-17 20:19

Targi Rehabilitacji w Łodzi

W piątek 7 października pojechałem z rodzicami na 19 Międzynarodowe Targi Sprzętu Rehabilitacyjnego w Łodzi. Chcieliśmy rozejrzeć się tam za kilkoma rzeczami dla mnie. Między innymi za wózkiem, fotelikiem samochodowym i Bafinem. Liczyliśmy, na przymierzenie tego wszystkiego w jednym miejscu, więc nawet kawałek drogi (ok. 200km) jaki mieliśmy do przejechania nie stanowił problemu. Po za tym rodzice chcieli zobaczyć jakieś "nowinki", które może pomogłyby mnie usprawnić.
Droga minęła nam bez niespodzianek. No może za wyjątkiem tego, że cały czas padało. Na miejscu okazało się, że Targi mieszczą się w trzech halach z mnóstwem stanowisk. Odwiedzenie wszystkich zajęło nam kilka godzin. Wśród przeróżnych produktów znalazło się też coś, po co przyjechaliśmy.
Najpierw oglądaliśmy fotelik samochodowy od "ZSR Misiarz". Może i nie prezentuje się on tak jak te "tradycyjne" produkowane masowo, ale jego funkcjonalność dla dzieci niepełnosprawnych jest więcej niż zadowalająca. Pewnie jak już wyrosnę z mojego Recaro, to ten fotelik będzie następny.
Znaleźliśmy też wózek, a właściwie to trzy. Każdy był od innego producenta.
Pierwszego nie znała nawet mama, ale jak się okazało nie mogła nic o nim wiedzieć, bo wózek do wystawcy dojechał ze Stanów dopiero na dzień przed targami. Jest to absolutna nowość w kraju. Nazywa się "Cuddle Bug" i oprócz tego, że spełnia wszystkie wymagania, to ma jeszcze kilka innych fajnych funkcji. Tylko cena kilkanaście tysięcy niestety nie jest już taka "fajna".
Drugi wózek "Lupi" to polska produkcja firmy "Coel Currus" z Łodzi. Widać, że jego projekt był przemyślany pod względem użytkowania go przez niepełnosprawne dzieci. Cena mieści się w refundacji. Osobiście byłem bardzo zadowolony gdy w nim siedziałem, było super wygodnie. Niestety dla mnie jest za mały. Ja potrzebuję rozmiar większy, a takiego nie produkują. Jest co prawda inny model, ale dla dzieci od 140 cm wzrostu, a to jak na obecną chwilę za dużo.
Trzeci wózek to Easys Jazz od Timago. Ten akurat mama znała z internetu i z tą wiedzą na razie zostanie, bo na Targach wózka nie wystawiali. Dostaliśmy kontakt do przedstawiciela, aby umówić się na prezentację w domu. Tylko po co skoro wiemy, że i tak jest za drogi.
Trafiliśmy też do dwóch wystawców, którzy w swojej ofercie mieli UGUL-a. Dlaczego nas to interesuje? Już wyjaśniam, ponieważ bardzo dobrze reaguję na zajęcia w "klatce". Rodzice stwierdzili, że dobrze gdybym miał możliwość częściej i regularniej w nim ćwiczyć. Niestety skandalicznie mały limit godzin przyznany przez NFZ wyklucza dodatkowe zajęcia. Musiałbym zrezygnować z innych terapii, żeby mi nie brakło godzin do końca roku. Tak, więc zostaje jedynie prywatna rehabilitacja w domu. Wiem, że UGUL (podstawowe wym.203x200x200cm) w mieszkaniu, gdy ma się tylko dwa pokoje do dyspozycji to brzmi jak szaleństwo, bo niby gdzie go umieścić, żeby nie przeszkadzał w codzienności. Skręcać i rozkręcać go dwa lub trzy razy w tygodniu też nie ma sensu. Tym bardziej, że gdyby akurat nie byłoby taty to mama sama nie da rady (jeden element waży ok.17 kg, a elementów jest 8). Dlatego tata wymyślił sobie, żeby raz zmontować, a potem tylko go składać. No i żeby był w mniejszym rozmiarze. O tym wszystkim chciał porozmawiać bezpośrednio z producentem.
U pierwszego wystawcy po krótkiej rozmowie skończyło się na zapewnieniu, że realizują indywidualne zamówienia pod klienta i poproszono o kontakt telefoniczny lub mailowy, a żeby omówić szczegóły. Bardzo miła i co najważniejsze dobrze zorientowana w temacie Pani zaproponowała nam rozważenie zakupu PUR-a.
Na drugim stoisku Pan poinformował nas, że UGUL-e robią w mniejszym rozmiarze i pod klienta, ale składany to żeby aż tak to nie za bardzo. Indywidualne zamówienia są droższe, a taki projekt zabrałby sporo czasu, więc i cena byłaby dużo wyższa. Mogłyby też wystąpić problemy np. atestu na zawiasy i itp. Tak więc pomysł małego, składanego UGUL-a w moim pokoju legł w gruzach. Natomiast tutaj również zaproponowano nam PUR-a. Jest w nim mniej elementów, są lżejsze i montaż prostszy. Cena też o połowę niższa. Teraz rodzice muszą skonsultować z fizjoterapeutami takie zastępstwo. Producenci zapewniają, że mogą go dostosować do moich potrzeb.
Na Targach nie było natomiast producentów kombinezonów rehabilitacyjnych. Nie mogłem przymierzać, ani Dunaga, ani TheraSuita.
Co gorsze nie było też nikogo od fotelika pionizującego Bafin i tą właśnie nieobecnością mama była bardzo rozczarowana. Firma "LIV care" jest przecież z Łodzi... A skoro my też akurat tutaj byliśmy mama zadzwoniła do nich z pytaniem: czy istnieje możliwość podjechania i przymierzenia na miejscu? Okazało się, że nie ma takiej możliwości, bo w Łodzi jest tylko produkcja i biura. Jeżeli chcemy zrobić przymiarkę, to powinniśmy się skontaktować z przedstawicielem regionalnym.
Rewelacyjna była Sala Doświadczania Świata. Wszystko co tam było budziło mój zachwyt. Najbardziej jednak światłowody i efekty jakie dawał Projektor przestrzenny Mathmos. Mama od dawna marzy o kilku takich elementach dla mnie do domu. Niestety ceny (w tysiącach złotych) przyczyniają się do tego, że sala nadal zostanie w marzeniach. Szkoda.
Odwiedziliśmy też stoisko z hamakami. Mamę zainteresowały na nim Multi-Child Swings, czyli takie huśtawko-platformy. Ja bardzo lubię się bujać, a przy okazji ćwiczę wtedy swój błędnik. Taką platformę montuje się na dwóch specjalnych hakach do sufitu i gotowe. Niestety nie poznaliśmy ceny, a na stronie internetowej są w ofercie tylko hamaki, więc będzie trzeba zadzwonić.
Było też kilku wystawców z piłkami do ćwiczeń. Rodzice szukali dużego "orzeszka sensorycznego" i akurat takiej piłki nikt nie miał na stoiskach. Kupili mi za to "Jeżyka" matę korekcyjno - masującą. Ponieważ nie chodzę, to na macie sobie leżę, a wtedy cały czas się śmieję.
Z "kłujących" gadżetów oglądaliśmy jeszcze aplikatory Lyapko. Jednak przed zakupem rodzice chcą się rozeznać bardziej w temacie.
Prawie na sam koniec trafiliśmy na stoisko "Voltoria Medica", która zajmuje się dystrybucją butów "Piedro". Skorzystaliśmy z okazji i udało się nam zamówić nowe sandałki, bo te co mam od nich obecnie, są już trochę za małe. Ciocia najpierw pooglądała moje stopy, a potem zaproponowała niezły jak dla nas wariant. Na prawą stopę (końsko-szpotawą) but mniejszy w rozmiarze 19 i typowy, bo antyvarius. Na lewą rozmiar 20 i but stabilizujący. Pomimo tego, że potrzebuję dwóch rodzajów i rozmiarów nie ma z tym żadnego problemu. Skoro takie są potrzebne, to takie dla mnie wykonają. Czas realizacji to 4-6 tygodni. Cena 590 zł. HMmm... wydaje się, że to drogo, ale z ceną idzie w parze jakość, a wraz z nią korekcja stopy.
Oprócz sandałków rodzice zamówili mi też buty stabilizujące w wersji zimowej. Na porządnym i ciepłym kożuszku. Te będą w większym rozmiarze, bo 21 i oba jednakowe. Zamawiając dwie pary otrzymaliśmy 100 zł zniżki i drugie buty będą kosztowały też 590 zł. Na sandałki dostaniemy częściowe dofinansowanie, ale drugie w całości musimy zapłacić sami. Razem musimy uzbierać, aż 1000,00.
Szkoda, że ciągle nie ma zaksięgowanego 1% na subkoncie.
Podsumowując wyjazd możemy uznać go za udany. Prawie wszystko co mieliśmy w planach udało nam sie zobaczyć. Na Targach było mnóstwo wystawców z ogromną ilością sprzętu. Dobrze, że jest coraz więcej różnorodnych urządzeń dla niepełnosprawnych. To cieszy. Smuci tylko czasami ich cena.

PS
Pozdrowienia dla przemiłego Pana z McDonalds’a w Rzgowie. Bardzo dziękuję za dobre słowo i pamiątkę.

Komentarzy: 10 (Komentarze)





2011-10-02 21:20

Po bardzo długiej przerwie...

Wiem, od dawna na moim blogu nic się nie działo, ale to wina mojego redaktora naczelnego. Jak wiecie stanowisko to obejmował tata. Nie aktualizowanie bloga tłumaczył "...ogromem innych ważnych spraw do załatwienia w ostatnim czasie...". Po wnikliwym przeanalizowaniu ważności tych "innych spraw" uznałem jego wyjaśnienia za uzasadnione i zdecydowałem, że zachowa posadę. Otrzymałem również z jego strony zapewnienie o uzupełnieniu bloga o wszystko co się u mnie działo w ostatnich miesiącach. No to tyle w kwestii wyjaśnień co do prowadzenia bloga.
Z bieżących spraw to może zacznę od tego, że kończy się już drugi tydzień jak jestem chory. Na początku był to tylko katarek, ale potem zeszło na oskrzela i się pogorszyło. Były chwile kiedy tak mi zatykało nos, że nie mogłem oddychać. A ponieważ antybiotyk mi nie smakował i za każdym razem go wypluwałem, to w zastępstwie dostawałem zastrzyki. Trochę bolały, ale nigdy nie płakałem. Co bardzo dziwiło panie pielęgniarki, bo te moje zastrzyki były podobno bardzo bolesne. Raz tylko nie byłem taki dzielny i płakałem, albo raczej histerycznie wyłem z bólu, ale zastrzyk dostałem kilka centymetrów powyżej pośladka. I tak dobrze, że nie w nerkę, a było blisko. Nikomu nie życzę trafienia na taką "specjalistkę" od iniekcji.
Przez to przeziębienie miałem przymusową przerwę w rehabilitacji, a przecież dopiero co ją wznowiłem po przerwie wakacyjnej. Trudno, ale w przyszłym tygodniu będę już ćwiczył na całego. Czuję się dobrze, więc koniec tych "wagarów".
Kilkanaście tygodni temu zacząłem jeść różne zupki i obiadki, wiecie takie z dziecięcych słoiczków. No może nie tyle je jem co raczej piję, bo mama dodaje mi je do mojej butelki z "mleczkiem". Bardzo mi to smakuje i widać efekty na wadze, ostatnio przytyłem ponad kilogram.

PS
Notki-zaległości o moim pobycie na turnusie w "Optimie" możecie znaleźć w archiwum - sierpień.
A o Festiwalu Twórczości Osób Niewidomych i Niedowidzących ze Sprzężoną Niepełnosprawnością, na którym odbył się koncert Majki Jeżowskiej w archiwum - wrzesień.

Komentarzy: 9 (Komentarze)