Strona dostosowana do przeglądarek internetowych Mozilla Firefox oraz Opera
Zgodnie z przepisami ustawy z dn. 4.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, wszelkie prawa, do fotografii, tekstu oraz elementów graficznych są własnością autora.
Kopiowanie, powielanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie jest surowo zabronione.


Witaj, jesteś moim 148925 gościem         
                                      

        

 






 


Wesołych Pisanek i udanych łowów


Graficznie dzisiaj...
Specjalnie dla Zu zafascynowanej filmem o króliczku HOP popełniła matka zestaw cobyśmy mogły upolować co nieco w wirtualnym ogródku.



A naszym podglądaczom życzymy dużo słońca i radości oraz błogosławieństw w te piękne święta Wielkiej Nocy


2013-03-24 15:19
Komentarzy: 0 (Komentarze)



Warsaw Warsaw


Wizyta. Całkiem niezaplanowana i trochę na wariackich papierach.
W środę w południe dowiedziała się matka, że ją zaszczyt kopnął w sam środek czterech liter i w czwartek rano zaczyna dwudniowe szkolenie w Warszawie. Wiecie z tych co to teoretycznie można odmówić ale skierowanie od prezesa jest wiążące.
Szkolenie? Super. Podróż? trochę gorzej bo o 1300 matka była jeszcze w pracy, kontrola zapowiedziana na ten tydzień w drodze a w perspektywie 110% oblożenie hotelu i ostatnie dwa dni na ustalenie wszystkiego przed urlopem. Na dodatek jedyny bezpośredni pociąg z Końca Świata do Warszawy był o 1440. Był jeszcze jeden o 1700 ale z trzema przesiadkami w środku nocy i na miejsce dojeżdzał o 6 rano.
Niby spakowanie w 1,5 godziny jest możliwe ale trudne do wykonania. Matka wykorzystała cały swój urok osobisty oraz wszelkie pokłady próśb i gróźb i transport czterokołowy do stolicy został zapewniony.
Transport jest, nocleg jest, Matka spakowana i tylko uszy pękają bo Zu do mamusi przyspawana jest. Szczerze mówiąc i Matkę serce kłuło na myśl separacji dwudniowej.
Pomysł wariacki zrodził się w sekundzie i Zu dopakowano do walizki z planem takim, że dzieć podczas szkolenia będzie z "wujkiem kierowcowym" zwiedzać okoliczne atrakcje.
Na miejscu byliśmy około pierwszej w nocy i jedynym marzeniem było Ł Ó Ż K O!!!
Rano śniadanie a po nim Matka na szkolenie a Zu na zwiedzanie. Fajnie było :)
Szkolenie okazało sie z tych rewelacyjnych co to i temat i sposób prowadzenia zadowalają w 100%.
A wieczorem spacer Nowym Światem, Krakowskim Przedmieściem do Starego Miasta i kółeczko do hotelu.Chłodno było i niezbyt słonecznie ale przyjemnie połazić sobie tak bez celu.



Nie pamięta Matka kiedy ostatnio tak sobie spacerowała bez pośpiechu i zupełnie na luzie. Zawsze gdzieś pędzimy a tu pełen relaks :)
No i spało nam się rewelacyjnie, pomijając nogi Zu fruwające w powietrzu bo śniło jej się że jest nowym wcieleniem Karate Kid'a.
W piątek dalszy ciąg szkolenia a Zu znowu zwiedzała okoliczne place zabaw. Poznała nowe dzieci i nawet zaprosiła niektóre na swoje urodziny choć odległość ponad 350 km jest niezbyt zachęcająca.
Cóż dla dzieci takie przeszkody są nieistotne.

A po skończonym szkoleniu niespodzianka na którą czekała nie tylko Zuzia :D
ZOO!!! Nie mamy niestety takiej atrakcji u nas więc nie mogliśmy nie skorzystać z takiej okazji



Zu była zachwycona. My zresztą też.
Tyle radości z podziwiania mimo pośpiechu, bo chcieliśmy wyjechać z Warszawy jeszcze przed zmrokiem.
Papugi, małpki, kangury, strusie no i te olbrzymy: słonie, nosorożce, hipopotam :D
Frajda na całego ale naszym ulubieńcem stał się jaguar czarny, który jako jeden z nielicznych zwierząt stwierdził, że jesteśmy na tyle interesującym zjawiskiem by podejść blisko i przyjrzeć się nam przez szybkę.



Niestety lwy i niedzwiedzie zakamuflowały się gdzieś w krzakach ale i tak zwierząt była taka masa, że prawie biegliśmy przez zoo.

W pawilonie z gadami





Z wizytą u bezkręgowców



Co najśmieszniejsze Matka czuje wrodzoną wręcz awersję do pająków, pajęczaków i innych tego typu stworzeń. Ba nawet biedronki się Matka brzydzi a tu co? Najwięcej portretów z ZOO mamy właśnie z pawilonu bezkręgowców z miażdzącą przewagą zdjęć ptaszników różnego rodzaju. Za szybką prezentowały się rewelacyjnie i chętnie zaglądałyśmy do nich przez szkiełko choć kilka razy była Matka gotowa wrzucić piąty bieg kiedy stojaczki z ptasznikami chwiały się potrącane przez dzieci.



Mały przystanek na trasie zwiedzania.
"Najlepse gofly na świecie" według Zuzi :)



No i Polski akcent na trasie zwiedzania. Bociany i Orzeł Bielik.



Na szczęści zdążyliśmy obejrzeć większość zwierząt zanim zamknęli pawilony o 1800 i zazdrościmy ogromnie warszawiakom biletu rocznego do ZOO i samej jego bliskości.

Teraz kombinujemy kiedy odwiedzić ZOO w Krakowie i w Zamościu bo wszyscy jesteśmy miłośnikami zwierzaków wszelkiej maści. I choć żal trochę tych zwierząt, które spędzają życie w ograniczonej przestrzeni to jesteśmy wdzięczne, że mogłyśmy je podziwiać.

Ktoś by powiedział, ze Zuzia zniechęcona długą podróżą po przyjeździe do domu szybko położyła się spać. Nic z tych rzeczy. Dotarliśmy na miejsce o 2 w nocy i co? Matka była nawet skłonna zrobić sobie dzień dziecka i poprzestać na umyciu strategicznych miejsc ale Zu wypoczęta i wyspana zażyczyła sobie kolację, kąpiel i przez pół godziny opowiadała wszystkim gdzie była i co widziała.
Ot podróżnik.

2012-07-15 14:29
Komentarzy: 7 (Komentarze)



Skleroza


Ta postępująca i galopująca dopada Matkę za każdym razem gdy zasiada do pisania. Obiecała sobie już że będzie notować o czym ma pisać ale zapomina o tym a poza tym i tak nie miała by czym i na czym bo przecież zapomina, że miała nosić przy sobie notatnik.
No tak na urodziny wiadro Bilobilu się przyda bo jak tak dalej pójdzie zapomni jak się nazywa i co tu właściwie robi.

Ale zapominanie nie jest li tylko problemem Matczynym. Dziecię mimo, ze młode i energiczne jeszcze, wcale nie jest lepsze w tej materii. Zu za każdym razem gdy zostanie posłana po coś znika na długie chwile. Odnajduje ją Matka w zgoła innym miejscu zajętą jakąś niecierpiąca zwłoki czynnością. Już się Matka uczy nie złościć w takich sytuacjach, co więcej już w momencie posyłania córki po coś uśmiecha się pod nosem pewna, że chwilę później dziecko zatraci się w jakiejś czynności która nie mogła czekać.
Ale cieszy się Matka, ze chec niesienia pomocy jest i nie znika. Ważniejsze to niż małe wpadki.



Co poza tym? Choroba wycofuje się ładnie i po kontroli Matka odetchnęła z ulga, że 3 antybiotyku nie trzeba. Co prawda Zuzia nocami dalej mokra jest jak szczur ale to efekt osłabienia organizmu. Zabieramy się teraz za hodowlę dobrych bakterii co by wznowić odporność.
Powrót do zdrowia to powrót do szaleństw i wszelkich wariacji. Matka jak co rano wychodzi do pracy a Zu zostaje z Babcią. Biedne uszy Babci wysłuchują śpiewów, przemów, monologów, miliona pytań i pokrzykiwań. No i jak zwykle po choćby minimalnie dłuższym weekendzie Zuzia bardzo jest rozczarowana tym, że Mama musi do pracy.
Pyta czy może iśc do pracy z rodzicielką, proponuje by ta została w domu i przytuliła się do niej i stosuje różne fortele. Ostatnio zwinęła Matce wszystkie kosmetyki. Wie, że do pracy trzeba zrobić makijaż więc sobie obmyśliła, że bez kosmetyków do pracy iść nie wolno. Co się Matka nagimnastykowała rano zanim znalazła wszystko czego trzeba :D
Gdy kosmetyki nie poskutkowały schowała Zuzia Mamie buta. Cóż wyjęła Matka z szafy drugą parę a Zu rozczarowana odkryła, że jednak i bez buta można iść do pracy :D
Ech chciałaby Matka mieć ten komfort i zostawać w domu ale wie, że nie dane by jej było popracować w ciszy i spokoju ani przez godzinkę przecież obecność Mamy potrzebna jest w każdej chwili bo przecież w każdej chwili może przytrafić się coś ciekawego jak ciekawy zwrot akcji w bajce, czy też miły piesek przebiegający pod naszym oknem. Tylko gdy broi nie potrzebuje Zu towarzystwa ale temu się Matka nie dziwi była taka sama w jej wieku ;)

2012-01-14 20:42
Komentarzy: 7 (Komentarze)



Sleepless nights...



W bezsenne noce miliony myśli kłebią się w matczynych głowach...
W bezsenne noce fale skrajnych uczuć wypełniają ich serca...
W bezsenne noce wszystkie strachy świata zamieszkują najciemniejsze kąty naszych ciepłych mieszkań
Wszystkie najskrytsze marzenia przyjmują bardziej realne formy, mieszając się z nadziejami na dobrą przyszłość.
W bezsenne noce wsłuchuje się Matka w oddech swojego dziecka i kazdym uderzeniem swego serca dziękuje za jego obecność w swoim życiu.
To nie tak, że wcześniej tego nie wiedziała, ale ten ostatni tydzień, a w szczególności wczorajszy dzień, przypomniał bolesnie jak kruchymi istotami jesteśmy, jak delikatne i ulotne jest nasze szczęście.
Kilka lat temu obiecała sobie Matka nie robić nigdy żadnych długookresowych planów ani postanowień... Trzyma się tego mocno, ale na jedno postanowienie pozwoliła sobie bez żadnych wyrzutów...
Każdego dnia cieszyć się z tego co ma, bo ma przecież wszystko czego potrzebuje żeby swój mały świat nazywać szczęśliwym.
Cieszyć się tym co ma by nie żałować kiedyś żadnej straconej chwili.
Dlatego w bezsenne noce leży cichutko i wsłuchuje się w oddech swojego dziecka, koduje w pamięci jego zapach i przegania wszystkie złe duchy wypełniające jej myśli najczarniejszymi opisami niebezpieczeństw czyhających na nie w otaczającym świecie... Przegania czarne myśli słodkimi marzeniami o przyszłości wypełnionej miłością, radością, szczęściem i słonecznymi promieniami. Czaruje każdą chwilę by przyszłość najukochańszej istoty była tak piekna jak to tylko możliwe i marzy by jej dziecię niepokorne było mądre, wrażliwe, potrafiło zjednywać sobie ludzi, miało głowę pełną pomysłów na siebie i nie bało się ich realizacji... By było poprostu dobrym człowiekiem potrafiącym cieszyć się życiem.


 

Ps. Zu ciągle chora... Matka ma nadzieję, że drugi antybiotyk pomoże bo jakoś tak boi się stawiania baniek...

2012-01-06 03:19
Komentarzy: 11 (Komentarze)


 




     
      Jasiulek
      Juluś
      Kapselek i Aga
      Klarka
      Kreolki
      Krugersony
      Maja
      Mamrotki
      Matti
      MelekElemelek
      Pychotki
      Sałatkowo
      Scovron
      Suoneczniki
      Szczypta Chilli
      TrzyLudki
      Wawrzyniec
      Zosieńka






















.

























03.08.2007
O godz. 13:35 przyszłam na świat ja, czyli Zuzanna Maria
waga: 2750 g   |   wzrost: 55 cm
znaki szczególne: czarna czuprynka, nogi jak patyczki i charakterystyczna czkawka podczas płaczu

10.08.2007
Po przebytej żółtaczce Matka zabiera swoją pierworodną do domu... Wreszcie...

08.09.2007
Chrzest Święty Zu

22.09.2007
Według Wielkiej Księgi Elfów gdy dziecko zaśmieje się po raz pierwszy rodzi się wróżka... Dziś narodziła się jedna z nich... Stworzona z pierwszego głośnego śmiechu Zu

27.11.2007
Nie chcę leżeć, chcę podziwiać świat w pozycji siedzącej.
Szkoła przetrwania pt. Matka kładzie, Zu podciąga się do siedzenia zaowocowała dziś kilkoma minutami  na siedząco.

03.01.2008
Mam już 5 miesięcy ważę 5800 g i mierzę 68 cm :) pełzam, siedzę, turlam się jak szaleniec i śmieję ze wszystkiego i do wszystkiego :)

03.02.2008
Mam pół roku... rosnę... mam 68 cm i ważę 6000 g :) poza tym jak na półroczniaka przystało znudziło mnie już siedzenie... teraz na topie jest stanie... sprężynuję, podskakuję i kiwam się na bogi w tanecznym rytmie... poza tym przygotowuję się do raczkowan

03.05.2008
9 miesięcy już za nami :)
waga: 7500 g wzrost 75 cm... zębów brak ale 6 w drodze ;)
sama wstaję, chodzę trzymana za rączkę i raczkuję z prędkością światła :) wszędzie mnie pełno - ot Zuziaczek Łobuziaczek ;)

12.05.2008
W końcu jest! Wyczekany i okupiony wielomiesięcznym ślinieniem i wysoką gorączką... Pierwszy ząbek... Lewa dolna jedynka :)

Kolejne 3 perełki pojawiły się w mojej buzi 03.06.2008 :)
Gryzę... wszystko co popadnie ;)

07.2008
Niespełna roczna Zu ma za sobą pierwsze wakacje w górach. Szybki kurs odstawiania nocnego jedzenia a tym samym przesypianie całych nocy od 20:00 do 7:00 rano.
Jeszcze szybsze przenosiny z łóżka Matki do własnego łóżeczka i coraz większe postępy w komunikacji.
Mówi mamo we wszystkich odmianach i tonacjach, amm, amu lub mammm gdy est głodna, baaa - gdy coś upadnie, daj - żądanie znaczy się ;) oko - wpychając matce palec w oko, auauau - tak ponoć robi pies ;) ki - kot

03.08.2008
Roczniak... jak to dumnie brzmi

08.08.2008
Pierwsze samodzielne kroki Zu. Ot tak jakby to nie było nic wielkiego wstałam i pomaszerowałam przed siebie.

20.09.2008
Dzieć uzbrojony w górne czwórki i lewą górną dwójkę. Niby tylko zeby ale dały nam popalić ostro.

09.2008
Biegnę więc jestem... nowe motto Zu
Poza tym wychodzą na jaw nasze rodzinne cechy takie jak gadulstwo... Nie zamyka się Zuziowa buzia przez okrągły dzień.

29.01.2009
Gaduła nowa ksywa Zuzi... w większości gada w swoim własnym języku ale coraz więcej też powtarzam... Za każdym razem gdy ktoś wychodzi z pokoju albo d domu wołam Paaa, pięknie proszę o jedzenie - aaaam i o picie - piiii, oć - tzn. chodź, da - oznacza daj i masz :)

18.06.2009
Zu lotnikiem... zafascynowana samolotem, lotniskiem i wszystkim co z tym związanym pięknie zniosła ponad 6 godzinny lot samolotem. No i ten ocean... Zakochaliśmy się w nim wszyscy.







 
2007-10-15  
Przykroooo mi... nie ma dla Ciebie/miejsca na kolanach MZ/czekoladki którą Zu pochłonęła w sekundę itp. jako odpowiedź na każdą sytuację zagrażającą według Zuzi naszemu dobytkowi bądź jej pozycji w pobliżu rodzicielki

Zu dlaczego płaczesz?
Bo on nie poszanował dziecka mamuniu.
(W wolnym tłumaczeniu nie dostał tego co chciała ;))

Mamuniu jak będę taka duża jak Ty to też Ciebie urodzę i będę Cię kochać jak Ty mnie.

___________________________________


tylko kochając można być szczęśliwym, jeśli nie będziesz kochał, twoje życie przemknie niezauważalnie.


samotność jest nie do zniesienia kiedy jest się z nią oko w oko...nie na środku pustyni lecz wśród ludzi...gdy brak choćby jednego bliskiego człowieka...     
 
2007-09-26    
"Miłość jest podporą - to wszystko- i nie ma takiego człowieka, który by jej nie potrzebował!"     
 
2007-08-03    
Narodziny dziecka to cud, przed którym człowiek milknie, chyli czoło i klęka.     
 
2007-07-19    
"Jako rodzice zawsze musimy mieć skrzydła wystarczająco duże, aby otoczyć nimi dzieci i osłonić je przed krzywdą czy bólem. To figuruje w naszym kontrakcie z Bogiem, kiedy bierzemy na siebie odpowiedzialność za ich życie." — Jonathan Carroll     
 
2007-07-19    
"Tam, gdzie nie ma dzieci, brakuje nieba." — Algernon Charles Swinburne     
 
2007-07-19    
I zapomnij, że jesteś, gdy mówisz, że kochasz. — Jan Twardowski     
 
2007-07-07    
Miłość jest zawsze chaotyczna. Gubisz się, tracisz trzeźwy osąd. Nie umiesz się bronić. Im większa miłość tym większy chaos. — Jonathan Carroll     
 
2006-10-25    
"...żadna wielka miłość nie umiera do końca...Potrafi znaleźć sobie drogę do wolności i zaskoczyć nas, pojawiając się, kiedy jesteśmy już cholernie pewni, że umarła, albo, że przynajmniej leży bezpiecznie schowana pod stertami innych spraw...  































  
 



Archiwum:
2013 Marzec
2012 Lipiec Styczeń
2011 Październik Maj
2010 Kwiecień Marzec Luty
2009 Kwiecień Luty
2008 Listopad Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń
2007 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec


 
©2008-2012 Copyright by sussieM Designs
All rights reserved
Typominima theme by QBKL & Blogsessive
Built with
Cufón & TypoSlabserif
Converted by marzenamazur
for zuziaczek.smyki.pl