Strona główna   O mnie   Moja galeria   Księga gości   Podziękowania

 

 

 Griszkowy Pamiętnik,

czyli wzloty i upadki chłopca niepełnosprawnego...

 

 

 

 

 

      

O tym i o owym...
  2015-07-12 17:24

 

 

       Jakoś zaniedbałam ten nasz dzienniczek. Czasu mam jakby z roku na rok coraz mniej. Energii również. A tymczasem dzieje się...

       Końcem maja z dużą radością rozpoczęliśmy sezon działeczkowy. I nie da się ukryć, że nigdzie indziej nasze dziecko nie czuje się tak bezpieczne poza domem i nigdzie indziej harce i wygłupy z tatą nie smakują tak jak tam.

Co prawda trochę czasu upłynęło nim Grześ przypomniał sobie i przywykł do otwartej przestrzeni, powiewu wiatru i promieni słonka przeciskających się przez gałęzie rozłożystej wiśni ale jak już się zadomowił na swoim działkowym kocu to... na koniec dnia trawkę wytrzepywaliśmy zewsząd - nie tylko z włosów i zza bluzeczki.... A tak w ogóle kocyk? Po co komu kocyk jak dookoła tyle trawy. Najlepsza do tarzania jest ta najbardziej wypalona przez słonko...

Po każdej takiej wyprawie Grzech łapie witaminy E w takiej dawce, że wieczorem i przez kilka kolejnych dni jego buziak przypomina dojrzałą malinkę. Niestety pogoda i okoliczności póki co pozwoliły tylko na kilka takich wypraw. A szkoda, bo nasz zakątek jak zwykle o tej porze roku kusi zapachami i kolorami roślin wszelakich oraz smakiem pierwszych owoców.

       Jak to mówią - nie samą radością żyje człowiek. Grzech znowu przetestował naszą inteligencję. Kolejny raz przyszło nam się zmierzyć ze stresem związanym z bólem, jak zwykle "niewiadomego pochodzenia", który ni z tego ni z owego  dopadł syna. No właśnie bólem, którego źródła nie zdołaliśmy na czas zidentyfikować. Obstawialiśmy brzuch, może drugie biodro. I wszystkie podejmowane przez nas działania szły w tym kierunku. Tymczasem jak już udało się nam postawić diagnozę i przedstawić ją lekarzowi pierwszego kontaktu (sceptycznie zresztą nastawionego do rodzicielskiego rozpoznania) konieczna stała się wizyta na chirurgii dziecięcej w Opolu i operacyjny zabieg usunięcia skręconego jąderka. Grzech tradycyjnie już w takich sytuacjach zaskoczył nas siłą i akceptacją rzeczywistości. Momentami chyba większą niż nasza...  

W szpitalu Grzecha odwiedzili wolontariusze z Fundacji Dr Clown. Chęci i zapału do zabawy z przyczyn oczywistych nie było ale balon się synowi bardzo spodobał - memlał go, ugniatał, ściskał w nieskończonośc, nawet w drogę na salę operacyjną nową zabawkę zabrał...

        Skończył się rok szkolny. Kolejny... Myślę, że dobrze przepracowany zarówno przez Grzecha jak i starszą latorośl. Dumna z nich jestem. Ola obok szkolnej edukacji poznała w tym roku wartość osobiście zarobionych pieniędzy. Oboje zasłużyli na odpoczynek... Urlopie przybywaj...

 

      
 

 

Komentarzy: 0 (Komentarze)
 

 

 

 

      

Piankolina...
  2015-04-26 18:07

 

 

       Zauważyłam,  że ostatnio sprawdzają się u nas powroty do starych zabawek...

Jakiś czas temu zamówiłam Grzesiowi na Allegro piankolinę - maleńkie, lepkie, kolorowe kuleczki styropianowe. Pomyślałam, że ze względu na swoją strukturę będą stanowiły fajną bazę do terapii ręki. Niestety w przeciwieństwie do tradycyjnej ciastoliny nie wzbudziły specjalnego zainteresowania Grzesia. Odłożyliśmy je zatem "na bok". Dzisiaj zupełnie przez przypadek opakowane w folię kuleczki z sukcesem zostały odkryte na nowo...

Grześ właściwie od razu przekonał się do przyklejających mu się do rączek kuleczek. Gnieceniu i przekładaniu masy z ręki do ręki nie było końca...

Nawet kilka bałwanków udało się uśmiercić.

Szkoda, że tak późno od zakupu piankoliny udało się przekonać do niej Grzecha bo część kolorów zdążyła już wyschnąć. Kulki świetnie przyklejają się do woreczka foliowego jest zatem szansa, że następnym razem uda się uatrakcyjnić zabawę o "miętolenie" masy w woreczku. Jeśli zainteresowanie tą strukturą utrzyma się na dłużej to obowiązkowo będzie trzeba dokupić piankolinę w Grzesiowym ulubionym i jedynie słusznym - czerwonym kolorze...

 

      
 

 

Komentarzy: 1 (Komentarze)
 

 

 

 

      

Biodrowa refleksja...
  2015-04-18 18:48

 

 

       Od operacji Grzesiowego biodra, w marcu minęły już dwa lata... Według zapewnień profesora z otwockiego szpitala po operacji miało być lepiej - bo przecież nie da się zepsuć czegoś co jest już zepsute... A jednak - dało się...

Grześ mimo wysiłków naszych i rehabilitantów nie wrócił do sprawności sprzed zabiegu. Nogi nadal różnią się długością (i to znacznie), utrzymuje się duży przykurcz podkolanowy operowanej nogi co nie pozwala na jej pełny wyprost, choć widoczny jest niewielki postęp to Grześ ciągle nie używa jej z taką łatwością i wszechstronnością jak tej lewej nieoperowanej. Nie wspomnę już o samodzielnym siadaniu na piętach, czy siedzeniu "po turecku" - te umiejętności możemy pooglądać wyłącznie na starych zdjęciach... Taki obrót sprawy powoduje, że jeszcze trudniej nam zdecydować się na jakiekolwiek dalsze działania "reperacyjne", które wiszą nad nami niczym gilotyna. Lewa stopa wykoślawiła się masakrycznie, prawy bark wyskakuje przy każdym gwałtowniejszym ruchu. Szczęście w nieszczęściu Grzech sam potrafi z powrotem wprowadzić go w odpowiednie miejsce. Generalnie kiepsko to wszystko wygląda...

Tymczasem Grzechulec niewiele sobie z tego wszystkiego robi. Jak na prawdziwego fightera przystało nie poddaje się. Próbuje, ćwiczy, kombinuje, szuka dogodnych dla siebie pozycji. I wbrew ograniczeniom osiąga swoje maleńkie sukcesy. Turlając się po ziemi, zaczyna wykorzystywać "napotkane" na swojej drodze meble aby przyjąć samodzielnie pozycję choć trochę wyższą niż leżąca. Czasami kończy się tylko na oparciu głowy o pufę, a czasami udaje się prawie usiąść chwytając za oparcia fotela. Ostatnio podczas rehabilitacji Grześ zademonstrował babci coś takiego:

Babcia była pod sporym wrażeniem... Dzwoniąc do mnie po rehabilitacji do pracy stwierdziła, "wiesz, dzisiaj to jestem taka szczęśliwa - jakby mi ktoś sto tysięcy podarował "...  Trudno o lepsze podsumowanie...

 

      
 

 

Komentarzy: 2 (Komentarze)
 

 

 

 

      

Motywacja...
  2015-03-01 20:39

 

 

       Miała być zaległa notka o pieczeniu serniczków ale będzie o czymś co wydarzyło się dzisiaj podczas zabawy na materacu...

Zabawa zaczęła się zupełnie niewinnie od wspólnego czytania  zestawu ulubionych książeczek o piesku, o kurce, o murzynku Bambo, o 10 bałwankach i jeszcze kilku innych - ja czytałam, a Grześ włączał się w odpowiednim momencie wyrazami, które zna... Potem był jeszcze wspólnie odśpiewany ulubiony repertuar muzyczny: piosenka o ogórku (buraczku, ziemniaczku, koperku, selerku), szła dzieweczka do laseczka, o zimie,  tańczymy labado. Jednym słowem było wszystko i śpiewanie i klaskanie i pokazywanie... W pewnym momencie Grześ demonstracyjnie zażądał zmiany pozycji… Wobec czego  przeszliśmy "do parteru"... Wyciągnęłam ze skrzynki z zabawkami zapomniane już trochę trzy kolorowe piłeczki. Pokazałam je Grzechwi, który leżąc na boku zaczął po nie sięgać i lotem błyskawicy przekładać za siebie, chowając je przede mną... Gdy przełożył wszystkie, poprosiłam żeby mi jedną oddał… Niestety prośba została przez syna totalnie zignorowana… Ponowiłam zatem próbę obiecując, że jak znajdzie i poda mi piłeczkę to zaśpiewamy piosenkę o ogórku… I co? Reakcja była natychmiastowa… Nie dość, że piłeczka została „odnaleziona” to jeszcze precyzyjnie dostarczona do moich rąk… Dwie kolejne piłeczki spotkał identyczny los… Za każdym razem odśpiewywaliśmy piosenkę o kolejnym warzywku… Takie zabawy utwierdzają mnie w przekonaniu, że Grześ naprawdę dużo rozumie i sporo potrafi… Wystarczy go tylko odpowiednio zmotywować…

 

      
 

 

Komentarzy: 2 (Komentarze)
 

 

 

 

      

Nowy Rok...
  2015-01-03 19:05

 

 

       No i jest... Nowy Rok... 2015... Jaki będzie? Już dzisiaj wiemy, że dla nas na pewno bardzo pracowity, wymagający sporo cierpliwości i siły - o wiele bardziej wyczerpujący niż ten miniony... Pełen wyzwań i trudnych wyborów... Liczymy jednak, że przy odrobinie szczęścia to co zaplanowaliśmy uda się doprowadzić do końca.

Póki co nowy rok rozpoczął się dla nas średnio szczęśliwie. Po dwóch tygodniach od ostatniej dawki antybiotyku Grześ znowu został zaatakowany przez jakiegoś bakcyla. Tak zakatarzone, kaszlące i kichające flegmą nasze dziecko jeszcze chyba nie było... Czosnek, miód, cytryna, syropy, krople do nosa, olejki eteryczne, podwójna para skarpet na nogi, oklepywanie... i pobożne życzenia żeby pomogło... Wszak służba zdrowia w imię dobra pacjenta kolejny raz się na niego wypięła i postanowiła zastrajkować...  Wydaje mi się, że dużo rozumiem ale tego nijak pojąć nie potrafię... Biorąc pod uwagę bezmyślność i beztroskę z jaką pozbawiono nas możliwości skorzystania z porady lekarza pierwszego kontaktu oraz dostępu do historii leczenia Grzesia, bez żadnych skrupułów złożymy nową deklarację tam gdzie na pomoc będziemy mogli liczyć w każdym czasie - niezależnie od pory roku i etapu negocjowania umowy z NFZ...

 

      
 

 

Komentarzy: 0 (Komentarze)
 

 

 

 

      

Nowa fura...
  2014-12-28 21:55

 

 

        Święta, święta i po świętach...

Pierwszy raz w bardzo okrojonym składzie... W przeciągu niespełna roku odeszli od nas dziadkowie Grzesia i Oli - rodzice Piotrka... Na szczęście moja mama postanowiła, że w tym roku Święta spędza w Polsce z nami... Każdego roku staje przed wyborem domowe pielesze czy wyprawa do Anglii do dwójki pozostałych swoich dzieci... Było smacznie, spokojnie i rodzinnie, odpoczęliśmy... Były też prezenty bo co to za Święta bez prezentów. Największy gabarytowo przypadł Grzechowi. Od jakiegoś już czasu nosiliśmy się z zamiarem wymiany Grzesiowego fotelika. Używana dotychczas Kimba po blisko siedmiu latach użytkowania - zwyczajnie się wysłużyła. W wielu sytuacjach ratowała nam życie, szkoda że nie ma większych rozmiarów. Nowy domowy wóz Grzesia do codziennego użytku to fotelik Bayo, jest funkcjonalny, ma wiele indywidualnych dostosowań - regulowane podłokietniki, zagłówek, pasy stabilizujące miednicę, pneumatyczne regulowanie wysokości fotelika ale jakościowo chyba nie będzie tak dobry jak nasza obecna Kimba. Biorąc pod uwagę, różną długość nóg Grzesia musimy wymienić podnóżek - z jedno płytowego na dwudzielny, w którym da się regulować długość podnóżka dla każdej nogi oddzielnie, domówiliśmy również stolik i kamizelkę trzymającą tułów. Mamy nadzieję, że zaraz po Nowym Roku Grześ stanie się szczęśliwym właścicielem kompletnego sprzętu, który znowu posłuży nam przez kilka lat.... I co najważniejsze liczymy na to, że wreszcie syn znowu zostanie zmuszony do prostego "trzymania się" bo to co wyprawia teraz w przymałej Kimbie woła o pomstę do nieba.

Te Święta były wyjątkowe jeszcze z innego względu. Dzień przed Świętami zaczęliśmy realizować nasze wielkie marzenie do którego dążyliśmy właściwie od urodzenia się Grzesia - ale o tym na razie cicho sza... żeby nie zapeszyć...       

 

      
 

 

Komentarzy: 0 (Komentarze)
 

 

 

 

      

Mydlana przygoda...
  2014-12-27 11:39

 

 

      Po pomocy Grzesia przy pieczeniu ciasta, robieniu soku i przesadzaniu kwiatków przyszedł czas na współpracę przy domowej produkcji mydełek.

Obserwując jak wiele radości sprawia Grzechowi mycie rączek po zabawie farbkami, ile frajdy ma z szukania i łowienia śliskiego mydła w misce z wodą - pomyślałam, że do bardziej efektywnej i terapeutycznej zabawy przydałyby się mydełka o mniejszych wymiarach, które nie dość, że będą fajnie pachniały (pobudzając zmysł węchu) to będzie je trudniej znaleźć i wyłowić co pozwoli na cwiczenie małej motoryki. Od pomysłu do wykonania krótka droga…

Rozdrabnianie mydła na tarce to wcale nie taka prosta sprawa, szczególnie gdy w pomocniku tkwi nieodparta chęć skosztowania tego co w miseczce. Mydło twarde, tarka nieporęczna, chropowata i niespecjalnie miła w dotyku - ciężko było ale w ramach współpracy daliśmy radę.

Zdecydowanie przyjemniejszy (i łatwiejszy do przeprowadzenia) był wybór olejku zapachowego, który dodaliśmy do naszego mydełka – po wielu węchowych próbach przeprowadzonych przez Grzesia na różne dostępne sposoby zaakceptowany został zapach arakowy.

Po starciu mydła, dodaniu olejku zapachowego i barwnika całą zawartość podgrzaliśmy w mikrofalówce. Kolejny etap zabawy to oprószanie foremki brokatem i ugniatanie ostudzonej masy mydlanej w foremce. Przy okazji tego działania wyszła z pomocnika jego rogata dusza - podczas formowania masy w foremce paluszki Grzecha niby to przez przypadek, a tak naprawdę zupełnie świadomie robiły całkiem pokaźnej wielkości dziurki. Im ja bardziej udawałam, że się z tego powodu złoszczę tym pomocnik miał większą zabawę.

Trzeba przyznać, że po naprawieniu łobuzerskich działań pomocnika i włożeniu mydełek na moment do zamrażalki okazało się, że czerwone serduszkowe mydełka wyszły nam śliczniutkie, a przy tym przez dodanie czerwonego barwnika spożywczego spełniają również (niezamierzoną) funkcję kolorowania wody...

  

Coś mi się wydaje, że teraz "mycie" rączek będzie jeszcze bardziej zajmujące i... długotrwałe, bo wyłowić z wody takiej wielkości mydełko nie jest wcale takie łatwe.

 

      
 

 

Komentarzy: 0 (Komentarze)
 

 

 

 

      

W podzięce za 1% i nie tylko...
  2014-12-06 17:55

 

 

       Już jakiś czas temu na subkontach podopiecznych  w Fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą zakończyło się księgowanie darowizn z tytułu 1% podatku za 2013 rok. Na Grzesiowym rzecz jasna również....

I podobnie jak w latach poprzednich wiele dobrych duszyczek pamiętało o naszym Grzesiu - za co niezmiernie wdzięczni jesteśmy. Świadomość, że nie musimy się martwić o to, że nie damy rady zorganizować środków na bieżącą rehabilitację czy przewidzianą najbardziej pilną wymianę sprzętu rehabilitacyjnego to dla nas niesamowita ulga, to zdjęcie nam z ramion naprawdę wielkiego ciężaru… Dzięki środkom, które trafiły na subkonto Grzesia w Fundacji, mamy szansę skupić się na innych, równie ważnych i niezbędnych do rozwoju Grzesia aspektach dotyczących bycia i życia z niepełnosprawnym dzieckiem… Środki, które wpłynęły na subkonto Grzesia pochodziły z przeszło 35 miejscowości:  Bełchatów, Białystok, Brzeg, Chorzów, Częstochowa, Gdańsk, Giżycko, Gliwice, Grójec, Jasło, Jaworzno, Katowice, Kędzierzyn-Koźle, Krapkowice, Legionów, Lubin, Lublin, Maków Mazowiecki, Mielec, Myślenice, Nowy Targ, Opole, Opole Lubuskie, Piaseczno, Polkowice, Pruszków, Strzelce Opolskie, Siemiatycze, Świdnica, Tarnobrzeg, Tarnów, Warszawa, Wołomin, Wysokie Mazowieckie, Zielona Góra… Ponieważ nie znamy danych darczyńców, a jedynie urzędy skarbowe, w których składali zeznania podatkowe dlatego też nie jesteśmy w stanie dotrzeć z podziękowaniami do każdego z osobna. Z tego miejsca składamy serdeczne podziękowania wszystkim, którzy podczytując Grzesiowy pamiętnik zdecydowali się podarować swój 1% podatku na leczenie i rehabilitację naszego Grzesia. Dziękujemy, że trwacie przy naszym smyku. Dłużnikami Waszymi jesteśmy...

Grześ ciągle nie jest w formie... Potworne napady kaszlu nadal nie dają mu normalnie funkcjonować. Jeśli pozbycie się bakcyla ma trwać tyle co u Oli to trochę kiepsko to widzę... Dzisiaj Mikołaj...

 

      
 

 

Komentarzy: 0 (Komentarze)
 

 

 

 

      

Tablica kompetencji...
  2014-11-30 19:08

 

 

       W ramach wypełniania obowiązku szkolnego Grześ bierze udział w organizowanych przez szkołę domowych zajęciach rewalidacyjno-wychowawczych. W trakcie roku szkolnego nie otrzymuje ocen ani świadectwa szkolnego po jego zakończeniu - nawet takiego opisowego z wyspecyfikowanymi silnymi i słabymi stronami, z sukcesami i porażkami danego roku. Wszystkie informacje nauczyciele i terapeuci przekazują rodzicowi na bieżąco - ustnie.

Cóż można by powiedzieć takie przepisy.... Ja, jednak mimo iż doskonale zdaję sobie sprawę, że mój smyk znacznie odbiega od swoich zdrowych rówieśników to wewnętrznie buntuję się przeciwko "innemu" traktowaniu Grzesia w tematach, w których choć marginalnie mógłby być traktowany jak dziecko zdrowe. Generalnie staramy się aby Grześ mógł doświadczyć (na miarę swoich możliwości) wszystkiego czego doświadczają jego rówieśnicy. Dlatego poostanowiłam, że Grześ dostanie namiastkę prawdziwej szkoły. Stworzyłam (z pomocą Pani Bożenki przy laminowaniu) indywidualną tablicę kompetencji, taki prywatny dzienniczek syna, w którym terapeuci będą przyznawać mu odpowiednio uśmiechniętą lub smutną buźkę za codzienną pracę w czterech podstawowych wymiarach: słucham, mówię, patrzę, ćwiczę. 

Wszystko jest bardzo kolorowe, zrobione z bezpiecznych materiałów i zalaminowane, zatem jest szansa, że sam uczeń nie będzie w stanie skutecznie zagrozić żywotności swojego dzienniczka :) 

Mam nadzieję, że pomysł się sprawdzi i na dłuższą metę zostanie zaakceptowany zarówno przez Grzesia jak i terapeutów.

PS Z dalszym testowaniem dzienniczka póki co musimy się wstrzymać bo Ola sprzedał Grzesiowi jakiegoś paskudnego bakcyla i najbliższe zajęcia musieliśmy odwołać... Męczy się chłopinka niesamowicie bo duszący kaszel nie pozwala mu normalnie funkcjonować. Wszystkie dostępne specyfiki już zastosowane... Może tym razem skończy się na strachu i oskrzela się obronią  (?) Oby...

 

      
 

 

Komentarzy: 1 (Komentarze)
 

 

 

 

      

Czary mary...
  2014-11-16 11:35

 

 

       Długi weekend wydłużony o urlop to fajna sprawa. Szczególnie gdy inni pracują :) Przez trzy dni mogłam do woli podglądać Grzesia na zajęciach rewalidacyjno-wychowawczych. I szczerze mówiąc zadowolona jestem z tego co zobaczyłam i co usłyszałam... nawet bardzo. Widać, że panie świetnie rozpracowały małego cwaniaczka, wiedzą kiedy trzeba przykręcić przysłowiową śrubkę, a kiedy należy odpuścić. Grześ chyba również zaakceptował reguły gry narzucone przez terapeutki - bo praca przebiegała bez większych zakłóceń - według ustalonego rytmu, a Grzesiowi ewidentnie sprawiała przyjemność. Zresztą patrząc na postępy i sprawność w "komunikacji" odniosłam wrażenie, że przyjemność z pracy leży po obu stronach. Te okresowe konfrontacje z nauczycielami są dla mnie bezcenne. Dają ogrom informacji na co powinniśmy zwracać szczególną uwagę w codzienności z Grzesiem żeby dodatkowo stymulować go do powtarzania czynności czy umiejętności, które już posiada i żeby na ich podstawie móc budować nowe. Ze względu na pracę nie mam zbyt wielu okazji do takich spotkań dlatego każdy kontakt z terapeutami to rzeczywiste podsumowanie postępów Grzesia. Wzajemna wymiana doświadczeń... Fajnie jest zobaczyć  jak dziecko wykonuje polecenia innych osób, jak się stara i jakie jest niesamowite w swojej niezdarności gdy mimo prób coś nie wychodzi... 
 
Trochę w nawiązaniu do magii dnia zadusznego wróciliśmy po długim czasie do zabawy fluorescencyjnymi pałeczkami do robienia bransoletek. Zabawa światłem - bezpiecznym dla padaczkowców (bo nie mrugającym) to dobry trening na skupianie wzroku. Kształt pałeczek i różne kolory światła, które emitują pozwala na naprawdę spore zabawowe czary mary.    
 
 
 
 

 

      
 

 

Komentarzy: 1 (Komentarze)
 

 

 

 
 

 

 

 

   To już było:

   Archiwum:
2015 Lipiec Kwiecień Marzec Styczeń
2014 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń
2013 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń
2012 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Luty
2011 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Czerwiec Maj Marzec Luty
2010 Grudzień Listopad Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Kwiecień Marzec Luty
2009 Grudzień Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń
2008 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń
2007 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec

A to już było:

ć

Jesteś moim 262496 gościem.

 Jeżeli chcesz wesprzeć  leczenie i rehabilitację Grzesia możesz wziąć udział w aukcjach charytatywnych organizowanych dla Grzesia na Allegro. Możesz również sam zorganizować aukcje na jego rzecz. Szczegóły TUTAJ

 

Agusia (1990) z mamą Anią - *agnieszka1990.pl.tl/Strona-startowa.htm

Antoś (2001) i Ola z mamą Basią - *www.anton2001.blog.onet.pl

Borysek (2006) z mamą Kasią - *www.borysek.smyki.pl

Marcelek (2005) z mamą Iwoną - *www.marcel.mlody.pl

Oleńka (1996) z mamą Małgosią - *www.olenka96.pl.tl

Szymuś (2005) z mama Asią - *www.szymonmotal.blog.pl/szymonmpd.pl.tl/Strona-g%26%23322%3B%F3wna.htm

Tymoteusz (2005) z mamą Asią - *www.tymekz.blog.onet.pl

Zosia(2004) i Jasio (1996) z mamą Agnieszką - *www.zosia.corcia.pl

Bartłomiejek (2005) z K-K z mama Ewą - adr:www.bartłomiejek.smyki.pl

Kajetanek (2007) z mamą Kasią - adr:www.elvis.smyki.pl

Małgosia (2005) z mamą Elwirą - adr:www.margolcia.corka.pl

Ola (2006) z mamą Elą, nasz 1.000 i 2.500 gość - adr:www.olinka.smyki.pl

Moja zaprzyjaźniona fundacja - Fundacja Dziecięcy Uśmiech Do Świata

Forum mojej fundacji - Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą

Moja fundacja - Fundacja Dzieciom Zdążyć z Pomocą

Moja zaprzyjaźniona fundacja - Fundacja Przyjaciółka

Moja zaprzyjaźniona fundacja - Fundacja TVN nie jesteś sam

Moja zaprzyjaźniona fundacja - Fundacja Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy

Stronka Dzieci z WiRK - Niezwykła Kraina

Moje Stowarzyszenie - Ogólnopolskie Stowarzyszenie Rodzin Osób Niepełnosprawnych Razem Możemy Więcej

Moje zaprzyjaźnione ciocie :) - Polka International Alliance

Griszkowa kołderka z projektu Kołderka za jeden uśmiech - www.kolderki.org

Mój zaprzyjaźniony klub siatkarski - ZAKSA

2013-08-03
Turnus rehabilitacyjny w Ośrodku Gwarek w Międzywodziu - czwarty turnus z Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Rodzin Osób Niepełnosprawnych Razem Możemy Więcej
 

2013-03-13
Operacja prawego biodra Grzesia w Klinicznym Szpitalu im. A. Grucy w Otwocku
 

2012-08-03
Turnus rehabilitacyjny w Ośrodku Neptun w Jantarze z dodatkowo wykupioną terapią odruchów pierwotnych z UniqueCenter - trzeci turnus z Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Rodzin Osób Niepełnosprawnych Razem Możemy Więcej
 

2012-04-24
Turnus rehabilitacyjny w Czerwiennym. Rozpoczynamy współpracę z UniqueCenter
 

2011-06-28
Turnus rehabilitacyjny w Szczyrku - drugi turnus z Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Rodzin Osób Niepełnosprawnych Razem Możemy Więcej
 

2011-03-30
Grześ został poddany w Krakowie zabiegowi microfibreotomii metodą profesora Ulzibata. Dr Repetunov wykonał łącznie 17 nacięć włókien mięśniowych, na rękach i nogach Grzecha...
 

2010-06-26
Turnus rehabilitacyjny w Szczyrku - pierwszy turnus z Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Rodzin Osób Niepełnosprawnych Razem Możemy Więcej
 

2009-08-10
Turnus rehabilitacyjny w Puszczykowie
 

2009-07-16
Turnus rehabilitacyjny w Wałczu
 

2009-04-14
Turnus rehabilitacyjny w Wałczu
 

2008-09-26
Turnus rehabilitacyjny w Wałczu
 

2008-08-29
Turnus rehabilitacyjny -Ośrodek Rehabilitacyjny Magdalenka w Wiatrowie (6)
 

2008-08-12
Zostaliśmy 3 blogiem lipca 2008r.
 

2008-06-27
Turnus rehabilitacyjny -Ośrodek Rehabilitacyjny Magdalenka w Wiatrowie (5)
 

2008-06-12
Turnus rehabilitacyjny - Ośrodek Rehabilitacyjny Magdalenka w Wiatrowie (4)
 

2008-04-28
Turnus rehabilitacyjny -Ośrodek Rehabilitacyjny Magdalenka w Wiatrowie (3)
 

2008-04-12
Turnus rehabilitacyjny -Ośrodek Rehabilitacyjny Magdalenka w Wiatrowie (2)
 

2008-03-01
Dotarła do nas piękna kołderka od kołderkowych cioć:)
 

2007-10-01
Zostaliśmy laureatami w konkursie na zdjęcie miesiąca września (2 i 9 miejsce!)
 

2007-08-31
Zaczynamy współpracę z Ośrodkiem Rehabilitacyjnym Magdalenka w Wiatrowie - turnus rehabilitacyjny (www.wiatrowo.tami.pl)
 

2007-08-08
Zostalismy 4 blogiem lipca 2007r.
 

2007-07-06
Pierwsza kolonia Oli - Rewal
 

2007-06-23
Zaczynamy nasze blogowanie na Smykusiach
 

2007-05-15
Pierwszy turnus rehabilitacyjny Griszki - Międzywodzie
 

2003-05-12
Urodziny Grzesia
 

1998-08-13
Urodziny Oli